2008-10-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Piszczelowy podbieg... (czytano: 125 razy)

I kolejny fragment treningu zaliczony w 100%. Znowu nie było tak łatwo, bo bieganie po tych górskich terenach wymaga niezłej siły! Ale bardzo mi to odpowiada, choć dzi¶ to ostatni dzień na tę serię – jutro wracam do domu!
Dzi¶ jednak podszedłem do treningu zupełnie inaczej. Pobiegłem, po pierwsze, „po widnemu” – czyli o 17:00 i poleciałem od razu pod górę, tak aby drogę powrotn± mieć z górki.
Przy rozgrzewce niestety trochę przesadziłem i do¶ć poważnie rozbolał mnie lewy piszczel (tzn. jego mię¶nie). Rozmasowałem jeszcze troszkę, nieco lżej poćwiczyłem i ruszyłem. W zasadzie można powiedzieć, że cał± drog± mi ten piszczel mocno przeszkadzał. Nie poddałem się jednak i przebiegłem cało¶ć planu, czyli 8km. Jutro okaże się, czy słusznie post±piłem.
Biegn±c tu w Szczyrku za dnia robiłem niezł± furorę. Ludziska milkli gdy biegłem koło nich, samochody nawet nie protestowały, gdy skończył mi się chodnik i twardo biegłem szos± (nie poboczem!), a wzrok dziewczyn (których do¶ć dużo spotkałem) czułem długo po ich minięciu! Trzeba przyznać, że do¶ć sympatycznie to odebrałem :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |