2011-11-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| XXII Mały Maraton Złotnicki (czytano: 201 razy)

Mały Maraton Złotnicki jest dla mnie imprezą szczególną, rok temu właśnie na na nim zadebiutowałem. Jakże inne emocje towarzyszyły mi w piątek... Jestem chudszy, jestem szybszy (tempo w tym roku miałem o ponad 2min/km lepsze niż rok temu), znam przynajmniej z widzenia większość uczestników biegu, 4,2km wydaje mi strasznie krótkim dystansem, wszystko jest inne... Niezmienny pozostaje piękny Złotnicki Park i świetny humor uczestników.
Co do startu dałem pupy, ruszyłem strasznie mocno, wiedziałem, że jest za szybko. Oczywiście padłem, męczyłem się straszliwie na drugim okrążeniu, wyprzedziło mnie paru ludzi. Cóż biegi na krótkich dystansach są bardzo trudne:). Na dychach już się w miarę nauczyłem nie pędzić na wariata, nie jest to prawda jeszcze ideał, ale jest całkiem nieźle. Dystanse poniżej piątki jednak nadal stanowią dla mnie nie lada wyzwanie:). Czas 16:48 dokładnie 4min/km. W wynikach mam 16:59, ale to drobna pomyłka. Miejsce 42/166 czyli też znowu nie tak źle. Na pocieszenie wylosowałem koszulkę. Świetny materiał, ten sam co z biegu dla Maćka, niestety zostały już tylko rozmiary XXL. W pierwszej chwili pomyślałem o Przerośniętym Głodomorze, na niego powinna być w sam raz:). W domu jednak postanowiłem ją przymierzyć i... opinała mnie doskonale, sięgała ledwo za pępek, był to rozmiar XXL ale chyba dziecięcy. Dziewczyna Obrońcy Krzyża na szczęście na nią reflektowała:):).
W sobotę rano dostałem SMSa "pobiegalbys dzis na Cholernej Gorce ze mna??" Mniejszy Głodomór. Kolegom się nie odmawia. miałem biegać wolno i po płaskim, stanęło na 10 kółkach podbiegów, w przyzwoitym tempie. Wytrzymałem, nie umarłem. A miło było cały trening przegadać:):)
Wczoraj celowo wybrałem się na trening już w całkowitych ciemnościach. Włożyłem trzy bateryjki do światełka i ruszyłem. Spokojnie da się biegać, park nie jest taki straszny jak ma się w dłoni światło. Śmietniki mnie już nie przerażały, w dziury nie wpadałem, zakręty widziałem. Tylko wciąż boję się biegać ze słuchawkami...:):):)
Zimno. Na Małym Maratonie miałem rękawiczki, na spotkanie z Głodomorem Mniejszym wyruszyłem w przewiewnej, bawełnianej bluzie, czapce i rękawiczkach, wczoraj założyłem bluzę biegową, było zero stopni, a ja się lekko zagotowałem... Nie wiem kiedy będę zakładał legginsy:). Rok temu tłumaczyłem odporność na chłód izolującą warstwą tłuszczu, teraz go mam mało, a wydaje mi się, że jeszcze bardziej jestem odporny. Może jakimś cudem przybyło mi mięśni?:)
Zmierzyłem parametry życiowe, 65,5kg, po treningu, obiadku, nie jest źle... Ciśnienie 110/70, puls 68, żyję:)
Zimno to i problem z sutkami, problem dla mnie ostatnio praktycznie nie istniał, teraz po 7-8km zaczynają mnie piec... Trzeba znaleźć wazelinę, gdzieś jeszcze powinna być:).
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |