2010-07-22
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Gorąco... (czytano: 429 razy)

W te upały, jakie ostatnio nastały, miałem jeszcze tyle sił, aby biegać, ale na pisanie już ich nie chciało wystarczyć... Mała to jednak strata, bo nic się szczególnie ciekawego nie działo. Po startowym szaleństwie nastał czas spokojnych (co nie znaczy, że lekkich!) treningów. Jeśli chodzi o zawody, to miałem przez pewien czas lekki przesyt. Nie dałem się nawet namówić na Kros w Imielinie i pierwszy raz (choć nie ostatni) stało się tak, że Maja wystartowała w zawodach a ja nie. Muszę się przyznać, że nawet nie pokibicowałem wtedy, a może raczej pokibicowałem, ale nie biegaczom, tylko piłkarzom, którzy rozgrywali wtedy mistrzostwa świata. I wcale nie żałuję tej decyzji, bo było wtedy baaardzo gorąco.
Cóż, muszę się przyznać, że o ile ciepło samo w sobie bardzo lubię, to jednak wolę je zdecydowanie nad np. Morzem Śródziemnym, a nie na biegowej trasie. Biegi w upale wychodziły mi jak dotąd marnie. Mam jednak nadzieję, że choć trochę się to teraz zmieni, a to za sprawą treningów z ostatnich trzech tygodni. Bo jeśli o treningi chodzi, to nic sobie nie odpuściłem. Biegam ostatnio regularnie co drugi dzień i staram się bardzo, aby były to treningi urozmaicone. A więc są oczywiście dłuższe wybiegania (w ostatnią niedzielę pełne 21 km), są podbiegi, są kilometrówki i jest WB2. Przeplatam sobie to wszystko i mam nadzieję, że się ładnie poukłada i da dobry efekt w jesieni. A że pogoda jest taka, jaka jest, to robię to wszystko w upale. I widzę, że coraz lepiej to znoszę. Organizm adaptuje się do warunków coraz lepiej. Trening w samo południe nie robi na mnie większego wrażenia. Oczywiście w lekko zacienionym lesie i z bidonem z wodą przy pasie lub z butelką, którą zostawiam sobie w krzakach, gdy biegam w kółko albo robię podbiegi.
Pierwszy sprawdzian, który ma pokazać, czy te treningi przynoszą jakieś efekty, będzie za dwa tygodnie w Jaworznie. Bieg bardzo ważny z dwóch powodów. Po pierwsze, będę chciał zatrzeć fatalne wrażenie po starcie tam w zeszłym roku, kiedy to poniosłem spektakularną klęskę i ledwie dowlokłem się do mety (w upale!). Po drugie, w czasie tego biegu odbędą się mistrzostwa Truchtacza. Na podium, ani nawet na pierwszą piątkę nie mam wprawdzie szans, ale z kilkoma osobami, które biegają na mniej więcej podobnym do mojego poziomie chciałbym powalczyć i... przynajmniej nie być ostatnim. Ale o Jaworznie jeszcze zdążę pewnie napisać więcej przed startem.
Pojutrze Maja po raz drugi startuje w biegu, w którym ja nie biorę udziału. I to biegu nie byle jakim, bo za granicą, a konkretnie na Słowacji. Jest to Tatra Magistrala Run, czyli jak sama nazwa wskazuje bieg w Tatrach. Maja pojechała tam już dziś, aby się trochę zaaklimatyzować i w ogóle skorzystać z urlopu. Ja zostałem w domu z psem i kotem, bo jak już pisałem ostatnio, bieganie po górach, a po tak stromych i wysokich jak Tatry w szczególności, to nie jest moja specjalność. Choć... nie wiem, czy jednak nie będę się powoli do tego sportu przekonywał, a to za sprawą książki „Urodzeni biegacze”, którą dostałem od Mai na urodziny, i którą oboje ostatnio połknęliśmy. Zawarte tam opisy ultramaratonów w dzikich amerykańskich kanionach są tak smakowite i tak działają na wyobraźnię, że chciałoby się samemu spróbować choćby namiastki czegoś takiego. Więc kto wie...
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |