2008-11-21
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Na trening pogoda jest zawsze (czytano: 285 razy)

Słyszeliście to gdzies? Może nie. Ja już nie pamietam, czy ostatecznie to powiedziałam, czy nie. Ale mam świadomość, że mogłam taką herezję wygłosić. A ponieważ nie lubię mieć dysonansu między pogladami głoszonymi a tym, co robię (chyba, że głoszenie ma jakiś związek z wykonywaniem jakichś tam obowiązków) - więc staram sie stosować.
Po wtorku, kiedy o 5:15 rano na termometrze widniało -4 stopnie i nie chciało być cieplej, a ja miałam do przebiegnięcia jakieś 22 km, po dzisiaj - codziennie rano powtarzałam sobie jak mantrę - na trening pogoda jest zawsze. Nie ma złej pogody na bieganie. I tak da capo.
Zresztą, te 22 (a finalnie 21) km we wtorek to była sama przyjemność. Może i było - 4, ale zapowiadał się ładny dzień, po kilometrze zdołałam się ciut rozgrzać. Tuż po szóstej zaczęlo sie robić widno, o 6.30. nad zmrożonym i lekko przyszronionym krajobrazem wschodziło słońce i było tak pięknie, że nawet perspektywa normalnego dnia pracy, który miał nastąpić po treningu nie była w stanie mnei wytrącić z dobrego nastroju.
W środę już było ciut gorzej, na dworzu było ciemno, mokro i leżały resztki roztapiającego się śniegu. Niby było sporo cieplej (3 stopnie na plusie), ale deszcz i wiatr skutecznie niweczyły to wrażenie. 15 km. Dałam radę.
W czwartek powtórka ze środy plus bardzo silny wiatr. Wyszłam ciut później, miałam do przebiegnięcia tylko lajtową dyszkę, ale dyszka ciągnęła się i ciagnęła, a ja walczyłam z wiatrem i ze sobą, żeby nie skrócić.
W piątek obudziłam się o szóstej. To co usłyszałam zza okna, wbiło mnei głębiej pod kołdrę. Wyło wichrem i tłukło ulewą po szybach. Nie, dzisiaj nie wyjdę - pomyslałam. O, zrobię trening zastępczy na orbitreku. Ale zaraz. Mam poznaczyć trasę na Wawerski Kros - dwa kawałki, koło mnie. Musze to zrobić teraz. To znaczy zaraz, jak się tylko zrobi widno. Wstałam, zaczęłam się ubierać. Ocieplane legginsy, koszulka Nike Pro Vent z długimi rękawami, koszulka z krótkim, kurtka. Aha. Ja już gdzieś taką pogodę widziałam... Na Młocinach, jak kręcili reklamę... Wyciągam z szafy kurtkę, która służyla za błotołap. Owinęłam kaptur szczelnie na głowie. No dobrze, coś już widac, idę.
Wyszłam. Nie leje. Trochę kapie, ale nei ma tragedii. Po kilometrze zrobiło mi się goraco. Po dwóch - jak w saunie. Kaptur zdjęłam, bo strasznie szeleścił. Poprzyczepiałam taśmy. Trening troszkę skróciłam, bo jakoś późno się zrobiło. Ale dyszka wyszła :) Prysznic. Wychodzę z domu - słońce :)
Bo na trening pogoda jest zawsze.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Beauty&Beast (2008-11-24,15:23): No, ja też tak mówię, ale potem to parafrazuje na rózne sposoby ;-)
|