2008-09-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Przed biegiem!!! czyli KATORŻNIKA 2008 cz. 2 (czytano: 188 razy)

....................i w miłym towarzystwie sączyłem sobie browarka.Po chwili jednak towarzystwo zaczęło się rozpadać. Poszczególni zawodnicy nie przyjechali tu przecież dla przyjemności ;)i zaczęli się przygotowywać do swoich biegów. Pierwsi zawodnicy kończyli swój bieg więc zaczęły docierać pierwsze informacje z trasy. A brzmiały one między innymi tak:" ku...a ale zimno" , " woda w rowach zimna jak lód", "nareszcie koniec", "nie jest tak źle", " SUUUUPER!!!" itd,itd.
Moje harpagany wróciły zadowolone, chociaż mówili,że jak usłyszeli burzę to nerwowo się za siebie oglądali.
Teraz Marek z Grzesiem omówili mi po krótce trasę i dali kilka rad co zrobić ,żeby się załapać do finału. Ja takiego założenia przed biegiem nie miałem, więc słuchałem ich bez większych emocji.
Czas do startu dłużył mi sie niemiłosiernie i zapadła pierwsza decyzja ,że .......w przyszłym roku wystartuję w pierwszym lub drugim biegu.Ale ja tu gadu ,gadu ,tu zdjęcie ,tu krótka wymiana zdań i zrobiło się niebezpiecznie późno a ja zupełnie nieprzygotowany.
JAk zwykle!!!
Pędem do samochodu u tu nikogo nie ma. Nerwowe poszukiwania przynoszą jednak efekt. Ubieram się w ciuchy biegowe i nerwowo szukam taśmy do zaklejenia sznurówek. Oczywiście nie znajduję jej. NA szczęście sąsiad na parkingu takową posiadał i bez problemów pożyczył.
No dobra, teraz już spokojny, ubrany i nawet czasu jeszcze sporo zostało.Organizatorzy co chwilę donoszą wieści z trasy o tym ,ze jest bardzo zimno i kilku zawodników miało lub ma poważne problemy. HIPOTERMIA!!! to słowo było słychać co kilka minut. " No to zaczyna się robić ciekawie" - pomyślałem. Kończący bieg zawodnicy potwierdzają słowa spikera i dodają jeszcze coś o skurczach łapiących szczególnie w rowach, gdzie woda nie przekraczała podobno 10 st.
Na pół godziny przed startem rozpocząłem solidną rozgrzewkę cały czas pamiętając jednak o moich obolałych łydkach. Wtedy podczas rozgrzewki zacząłem się najbardziej denerwować, ze nie ukończę tego biegu. Przecież jeśli podczas wolnego biegu bolą mnie te łydy,to co dopiero będzie w tak ekstremalnych warunkach. .........JAk się okazało później ,łydy o dziwo wytrzymały. A może dlatego,że było tak zimno??????..........
Nadeszła w końcu godzina startu. Zdążyła dojechać Krysia z Jacusiem ale jak powiedziała po biegu, ten wyjazd był gorszy niż sam Katorżnik. Dlaczego????........... Powód jest jeden .JACUŚ! Chłopak wpadł w jakiś amok. Chciał skakać do wody, wyrywał się ,uciekał, kładł się na ziemi- jednym słowem- SZALEŃSTWO!!!
Biedna Krysia chcąc go okiełznać namęczyła się okrutnie.
No ale godz. 15.00 zbliżała sie nieubłaganie. Co prawda nie wierzyłem w to,że dostanę się do finału ale coś ( i Ktoś) kazał mi się ustawić z przodu. TAk też zrobiłem. Jeszcze kilka podskoków,jeszcze kilka jakiś bliżej nieokreślonych ruchów ciała,jeszcze kilka podtrzymujących na duchu uwag orga o tym jak to ekstremalnie jest na trasie i ................10...9...8....7....6 - z moimi zapasami tłuszczu o hipotermię bać się nie muszę, tylko te cholerne łydki- przemknęło mi przez głowę - ....5.....4....3.......2......1.......START.
Pędzimy z krzykiem na ustach jak oszalali w kierunku wody. Nawet teraz jak to piszę mam gęsią skórkę .Jakież dziwne i trudne do sprecyzowania uczucia mną targały.......trudno mi to opisać..............to naprawdę niezapomniane chwile..............
Dobiegam do brzegu jeziora i.................cdn
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Marysieńka (2008-09-02,16:45): Zimna woda zdziałała cuda...postawiła Cię w pełnym pogotowiu,łydeczki zmroziła i do "walki" zagrzała:-))) emka64 (2008-09-03,09:14): Widzę Radziu, że Cię Krysia postraszyła i się wziąłeś ostro za pisanie! I dobrze, bo nie miałem co czytać wieczorami :) Kedar Letre (2008-09-03,09:19): Powód jest inny. Po prostu facet tak długo po drewno nie przyjeżdżał, ze zdążyłem trochę popisać.:)
|