Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [22]  PRZYJAC. [146]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Kedar Letre
Pamiętnik internetowy
Nie tylko o bieganiu.

RADOSŁAW Ertel
Urodzony: 1968----
Miejsce zamieszkania: Środek lasu(k.Kępna)
2 / 81


2008-07-07

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Gadający pies. (czytano: 236 razy)

 

Tak sobie siedzę przed kompem i myślę>.................
Jeden wpis na blogu to tak jakoś nijak wygląda...........
Ale co tu napisać????
A może tę historyjkę o Żonie ,stróżu i psie ( niezłe zestawienie)..........................a co tam, niech będzie ta historyjka.

W rolach głównych występują:

Żona ( moja) - Krysia

Stróż - z sąsiadującego z moim domem tartaku

Pies czyli suka Wira - wiecznie głodne stworzenie rasy wyżeł ( czeski fousek)


- Co za ludzie ! – westchnęła ciężko niezrozumiana i opuszczona przez wszystkich (wg niej oczywiście) Wira.
- Coś mówiłaś, piesku? – zapytała Krystyna nie podnosząc głowy znad książki.
- Mówiłam , mówiłam i co z tego, i tak mnie nikt nie rozumie, ani nie słucha .
- Tak , tak pieseczku – odpowiedziała jakby nieobecna Krysia i zatopiła się w lekturze-nieciekawej zresztą- ale jak to dobrze było nareszcie usiąść wygodnie w fotelu i poczytać. Rozkoszowała się bardziej tą myślą niż samą fabułą książki . Wszelkie odgłosy dochodziły do niej jak z zaświatów a błogi spokój i rozluźnienie zaczęły ogarniać całe jej ciało. Głowa zaczęła powolutku osuwać się na dół. Próbowała jeszcze podjąć heroiczny bój z opadającymi powiekami ale był to zbyt duży wysiłek. Zasnęła.



To było jak uderzenie młota pneumatycznego wbijającego się z ogromną siłą w najbardziej czuły fragment mózgu lub jak wybuch ciężarówki wyładowanej po brzegi trotylem w tunelu . Wyrwana z błogiego i głębokiego snu Krysia na ułamek sekundy straciła głowę (na szczęście nie dosłownie) .
-Bbbboże , ccco się stało!?- W panice zerwała się z fotela . Dopiero wtedy ocknęła się i dotarło do niej co się dzieje. W sekundowej przerwie między przeraźliwym i poruszającym ziemię szczekaniem , jej niemal zniszczony doszczętnie słuch wyłowił jednak jakiś dźwięk. Skupiła się ( choć przeszywający na wskroś jazgot Wiry wzmógł się ze zdwojoną siłą) i dotarło do niej , że ktoś puka (i to dość natrętnie) do drzwi. Podeszła do nich lecz musiała stoczyć jeszcze tradycyjną już walkę z Wirą.
- Na miejsce!!!!- Wira zrobiła tylko krok w stronę swojego koca lecz natychmiast wróciła i zaczęła szczekać od nowa.
PRZEEEESTAAAŃ!!! – NIE WOOOLNOOO!!!! – NA MIEEEEJSCEEEEE!!!!WYJAZD!!!
Po kilku chwilach walki Wira uspokoiła się, lecz powarkiwała jeszcze podenerwowana. Krysia spojrzała na nią z wyrzutem .
- Zawsze to samo przecież wiesz , że tego nie cierpię!-
- Wiem , ale nie mogę się powstrzymać a poza tym..........-

Dalszą konwersację przerwało natarczywe pukanie do drzwi. Wira aż podskoczyła z emocji ale szczek uwiązł jej w gardle kiedy napotkała groźne i miażdżące spojrzenie Krystyny.
- No dobrze już dobrze, ale przecież jestem psem a nawet poszczekać mi nie można – odwarknęła niewyraźnie.

W drzwiach stał uśmiechnięty stróż.
- Nie wie pani , która godzina , bo nie mam zegarka i nie wiem kiedy szykować się na zmiennika.
- Zaraz panu powiem – Krysia weszła do mieszkania aby spojrzeć na zegar.
-Myślałem , że nikogo nie ma- kontynuował stróż - ale pies szczekał , to se pomyślałem , że chyba ktoś jest.
Po czym zmieniając błyskawicznie temat powiedział.
- Ale leje , cooo!! To już chyba trzecia ulewa dzisiaj.!
- Szesnasta - stwierdziła Krysia , która właśnie wróciła do drzwi.
- Ależ nie !!! Trzecia!! Liczyłem.
- Szesnasta....!?
Stróż już chciał znów zaprzeczyć ale Krysia zdążyła dokończyć.
- Szesnasta godzina jest.
- A......- stróż zrobił niezbyt mądrą minę.- No to dziękuje i do widzenia.

Wira , która chwilę wcześniej kombinowała jeszcze czy nie wymknąć się na kompostownik ( oczywiście w celach konsumpcyjnych), leżała teraz spokojnie na swoim kocyku i patrzyła słodziutko na Krysię, która zmierzała w jej kierunku.
- Widzisz , jakbyś siedziała cicho , to stróż by mnie nie obudził , a ............
- Cieszę się , że to przyznałaś i nie masz do mnie pretensji – Powiedziała zadowolona
wyraźnie Wira
- Co przyznałam i o co nie mam pretensji!??
- O to , że to nie ja ciebie obudziłam , tylko ten złośliwy stróż, ha!!
-Ohoho! Jaki błyskotliwy pies. Twój pan cię tego nauczył??
- Coś ty! - Wira niemal się zachłysnęła. – On mnie niczego nie uczy. Nic się mną nie zajmuje. Nawet JEDZONO mi wydziela a jak sama sobie skombinuję albo próbuję wysępić to mi zabrania a nawet czasem bije witką – Otrząsnęła się (jakby właśnie tą witką dostała) rozsiewając przy tym wokół siebie mnóstwo sierści. –Mówię ci Krysiu , pieskie życie! Ale czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Słucham cię pieseczku . – Krysi chwilowo odechciało się spać więc z zainteresowaniem wysłuchiwała żali swojego psa. Zresztą domyślała się do czego zmierza ta rozmowa . Jak się chwilę później okazało nie pomyliła się ani o jotę.
- No więc – kontynuowała Wira – z tym jedzeniem to jest najgorzej i co za wstyd przed ludźmi. Wszyscy mówią Radkowi „Boże , jaki ten pies chudy” , „przecież ten pies jest niedożywiony” , „ jej widać same żebra” itp., itd., a on się tylko uśmiecha i mówi , że nie jest tak źle. Krysiu, ja jestem cały czas głodna przez tego Radka. Sam to on zbyt chudziutki nie jest i cały czas coś dożera a mnie żałuje. Czy ja muszę........- Dalsze wywody przerwała jej spokojnie Krystyna.
- Wirusiu ty moja najsłodsza ! Pieseczku ty mój kochany!
Wira wyraźnie się ożywiła a ogonek zaczął się równomiernie ruszać na boki.
- Nnnnoooo!!! Mój misterny plan chyba się powiódł. Teraz Krysia zlituje się nad swoim ukochanym pieskiem i da mi COŚ DO JEDZENIA!!!
Postanowiła jeszcze się wyżalić.
- A najbardziej to się wstydu najadam przed innymi psami. Taki Moris na przykład to jest taki grubiutki a sierść to mu się świeci jak psu jaj......,o przepraszam.....to znaczy chciałam powiedzieć , że....?....że tak pięknie mu się świeci.
Krysia uśmiechając się lekko patrzyła na Wirę , która pomyślała – żarełko mam na pewniaka!
-No to co Wirusia , idziemy biegać??
Na słowo biegać , Wira zakręciła się z radości w kółko lecz już chwilę później pomyślała , że przecież miała coś dostać do jedzenia.
Krysia właśnie skończyła zawiązywać buty i kiwała głową na siedzącą w kuchni i wpatrującą się to w lodówkę to na stół Wirę .
- To co!? Idziemy?!
- Jeeeeeeść!!!!! – krzyczała w myślach Wira.
- No to chodź!!- zawołała Krysia otwierając drzwi.
Chcąc – niechcąc , Wira poszła za swoją panią i już za chwilę słychać było z podwórza dwa odgłosy: bardzo groźne ujadanie oraz telepiący się zderzak przejeżdżającego i wyraźnie przyspieszającego roweru.


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
gora1509
17:02
POZDRAWIAM
16:36
placekjacek
16:25
szalas
16:19
MarasP
15:42
Leonidas1974
15:39
przemcio33
15:29
marcoair
15:27
Raffaello conti
15:02
biegacz54
14:56
czewis3
14:31
mariuszkurlej1968@gmail.c
14:06
mariuszm
13:55
malkon99
13:38
arek82
13:30
aktywny_maciejB
13:13
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |