2008-12-31
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Mój bieg sylwestrowy (czytano: 121 razy)

Wstałem sobie o godzinie 9:00. Wstawiłem mleko, przygotowałem płatki, kakao itd. Umyłem się i spakowałem torbę ze sprzętem biegowym. Przecież dzisiaj długo oczekiwany Bieg Sylwestrowy w Arturówku! Z ojcem miałem spotkać się w umówionym miejscu o godzinie 10:30. Jechać mieli¶my jego samochodem, a on miał wyjechać od siebie o 10:00. O godzinie 10:30 dzwoni do mnie tata, że akumulator "padł" w nocy i nie przyjedzie po mnie !!!Ja szybko zrywam się z domu i biegne z t± torb± aż na skrzyżowanie Kopcińskiego z Narutowicza. Droga długa, bo aż z rejonu gdzie jest park Zdrowie. Oczywi¶cie na Narutowicza robi± tory, to z mojej okolicy żaden tramwaj tam nie jechał. Autobus zastępczy również się spóĽnił. Na taksówkę nie miałem pieniędzy, a kartę dałem mojej dziewczynie. Na skrzyżowaniu byłem o 11:05. Autobus...jeden jedyny był o 11:01. Następny o 12:15. Spocony, zmęczony zacz±łem przeklinać na wszystko. Gdyby nie te 30 minut, gdyby nie te 4 minuty..byłbym w Arturówku na biegu.
O godzinie 14:00 poszedłem sam sobie wyprawić bieg sylwestrowy, ale w parku na Zdrowiu.
Dzisiaj miałem gdzie¶ plan, gdzie¶ tętno i pulsometr. Głupio powiedzieć, ale miałem również gdzie¶ rozgrzewkę. Wybiegłem ile sił w nogach, zrobiłem 12km i tyle. Tak kończę rok 2008...jak palacz, który od tygodnia nie palił, jak alkoholik, który nie ma na wódkę. Tak się czuję! Jak biegacz, który czekał na bieg...i nie pobiegł.
Oby sylwestrowa imprezka na tym nie ucierpiała, bo ci±gle mi brakuje tej opuszczonej imprezki...:-(((((((((
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora ooco (2008-12-31,17:57): no to masz Ci los... ale najważniejsze by z podniesion± głow± w nowy rok wej¶ć! wielu życiówek i braku kontuzji Ci życzę!
|