2013-03-21
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 106 (czytano: 192 razy)

Ostatnio moją ulubioną jednostką treningową w odniesieniu do biegania jest WOLNE.
Wstyd przyznać ! Nie będę nikogo przekonywała, że bieganie to jak mycie zębów.
W moim przypadku tak nie jest i nie będzie. Wolę mycie zębów. Sukcesem jest to, że w ogóle biegam. Czasami.
Ale za to inne formy sportu ? Jak najbardziej ! W każdej postaci !. Przedawkowanie nie grozi ! Postanowiłam wdrożyć swój własny, rewolucyjny plan treningowy. W nim wszystko stoi na głowie, ale to jest MÓJ plan. Nikomu nie polecam. Pół – maraton tuż, tuż a ja sobie gwiżdżę. Koniec gwizdania trzeba zabrać się do pracy! Skoro biegać mi się nie chce to nadrobię innymi formami sportu żeby poprawić siłę, wytrzymałość i co tam jeszcze.
I wiem z doświadczenia, że to działa. Już to przerabiałam w zeszłym roku przed niektórymi pół – maratonami. Udało się wtedy, uda się i teraz.
Może trzeba spojrzeć prawdzie w oczy ? Na mnie po prostu NORMALNE plany nie działają ! Najwyraźniej muszę mieć terapię szokową. Organizm nie może wiedzieć, że biegnie - trzeba go postawić przed faktem. A wtedy nie będzie miał opcji i da z siebie wszystko, – czyli tyle ile może, bo jak nie może to nie da. Proste, nie?
Trzemeszno rok temu. Mój pierwszy pół – maraton w życiu. Wydawać by się mogło, że podejdę do niego poważnie. Nic bardziej mylnego. To nie ja !. Przyświeca mi hasło: biegnę ale nie muszę ! Dzień wcześniej trening pump: przysiady z 20 kg obciążeniem ( może nie do końca rozsądne to było, bo mięśnie były ostro przetrenowane), ale przebiegłam i jedyne, co katowało zawodników to potworny upał! Buty wtapiały się asfalt i odwrotnie. 38 stopni w cieniu !
Ale dobiegłam, chociaż na trasie zawodnicy padali jak muchy.
Skoro nie bieganie to, co ? Jasne ! Basenik. Spojrzałam z czułością na błękitny strój.
Kolor taki jak ściany domów na Santorini gdzie biel miesza się z błękitem tak jaskrawym jak niebo. A wszystko to zalane ostrym słońcem odbijającym się w turkusowym morzu.
Bielony, koślawy murek na którym wygrzewa się potężny kocur. Zatrzaśnięte, czerwone okiennice. Brakuje tylko soczystych oliwek, słodkich pomidorów z bazylią i mięciutkiej mozzarelli. Mniam !
- Gotujesz czy pływasz, bo się pogubiłem ? – odezwał się swim – stop. – nie wiem, na co się mam nastawić psychicznie.
- Zdecydowanie basen.
- O Matko ! – jęknął domyślając się, co go czeka.
I tak dzisiaj padł mój mały rekordzik:106 basenów.
Kocham to !
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jacdzi (2013-03-21,23:05): A na zdjeciu........;-)
106 basenow, brzmi jak fragment jakiejs powiesci science-fiction.
A polowke zaliczysz bez jakichkolwiek przeszkod, przy Twoim usportowieniu pokazesz innym gdzie ich miejsce w szeregu.
No i jeszcze jedno, ja wole bieganie od mycia zebow. Czy mam przestac je myc? Moze to i sposob, nie marnowac tak cennego czasu;-)
|