2009-06-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Po co na Karaiby? Lepiej do Legionowa! (czytano: 503 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.aletempo.pl/gallery/main.php?g2_itemId=5854

W piękny niedzielny poranek wyścigowa ekipa aleTEMPO w osobach Agaty, Joli i Roberta wspomagana przez Janka w roli fotografa wyruszyła na podbój Legionowa. Okazało się, że jazda na orientację wypadła nam świetnie. Zatrzymaliśmy się w doskonałym miejscu tuż obok Biura Zawodów i na dodatek obok niewielkiego skwerku, który stał się areną rozgrzewki. Kto wie, czy ta rozgrzewka nie miała kluczowego znaczenia dla podbudowania nadwątlonej ostatnio psychiki autorki. A dlaczego? Ano dlatego, że w rozgrzewce tej brali udział oprócz naszych zawodników, do których dołączył na miejscu Jarek z Eweliną (jak sądzę w najbliższym czasie również zawodniczką aleTEMPO), zwycięzcy tych zawodów – Elżbieta Jarosz ze Śląska Wrocław oraz czarnoskóry zawodnik Paul Ngeith z Kenii . Przynajmniej na rozgrzewce udawało nam się utrzymać tempo za tym zawodnikiem. W międzyczasie dotarł do Legionowa również Zenek. Czas nam leciał sobie leniwie, bo też dosyć wcześnie dotarliśmy do Legionowa. Dzięki temu mogliśmy „bez nerw” odebrać zestawy startowe i odpowiednio przygotować się do startu. Start jak zwykle nas zaskoczył – ooo, to już! I lecimy! Słońce w zenicie – w końcu jest dokładnie południe. Ciepło. Mało tego. Z każdym następnym krokiem coraz cieplej! Pierwszy kilometr. O cholera! Za mocno! Muszę chyba troszkę zwolnić, bo przy tej aurze i tym tempem to do mety nie mam prawa się doczołgać. Mam na ten bieg dwa założenia: otrzymać medal (czyli zmieścić się w 300) oraz złamać 53 minuty. Nie bardzo wiem jak mam ustalić tempo. O! Widzę dwie osoby, które biegają w tym sezonie trochę mocniej niż ja: Ania Karłowicz i Jacek Fedorowicz. Zatem muszę biec tak, by mieć ich w zasięgu wzroku. Momentami odchodzą mi znacznie! Żar leje się z nieba. Wykorzystuję każdy kawałek cienia, by ostudzić głowę. A to co? Czyżbym miała omamy? Bartek? No tak! W towarzystwie przemiłej biegaczki. Wyprzedzam tę ładną parę. W pewnym momencie dociera do mnie, że biegnę obok Jacka Fedorowicza. Jesteśmy jakieś 500 metrów przed półmetkiem. Przypominam sobie wywiad z nim, który czytałam kiedyś w Bieganiu. Faktycznie. Jego oddech może współbiegacza przerazić! Jakiś taki dziwny poświst! Tak, tak! Jacek Fedorowicz nie ma jednego płuca i biega!!! Wyprzedzam, bo nie wiem, czy dałabym radę biec wsłuchana w ten oddech. Półmetek. Zaraz za półmetkiem punkt z wodą. Mijam Anię, która zatrzymuje się na picie. Ja mam ze sobą buteleczkę – niestety nie umiem pić z kubeczków. Po chwili Ania dobiega do mnie. Biegniemy razem. Czekam, kiedy przyspieszy. Okazuje się, że albo ja przyspieszam albo Ania zwalnia, bo rozstajemy się. Na chodniku widzę Agatę i Roberta. Coś się stało! Zeszli z trasy. Agata chciała robić życiówkę a tu taki upał! Mam już szczerze dość tego upału. Odliczam, ile jeszcze może być do końca tej męki. 9-ty kilometr. Kurcze! Cienko! Muszę biec poniżej 5 minut na kilometr, by zdążyć przed upływem 53 minut! Wyprzedza mnie para, którą ja wcześniej wyprzedzałam. Znaczy nie jest dobrze! Jeszcze jakieś 200 metrów. Widzę kobietę. To mnie mobilizuje. Przyspieszam. Wyprzedzam i ….. meta!!! Medal – jest! Na zegarku 52:59,7 – super! Założenia zrealizowane!!!!!!
Na mecie odnajdujemy się i po spożyciu grochówki oraz nabytych izotoników oczekujemy na dekoracje. Jest z tym trochę problemów. Po długim oczekiwaniu przemieszczamy się na festyn, który przynajmniej częściowo rekompensuje nam te dekoracje.
Po powrocie do Biura Zawodów dowiadujemy się, że nadal nie ma wyników i … możemy wracać do domu. Co oczywiście robimy, żegnając się wcześniej z Eweliną i Jarkiem.
Powrót do domu wymagał jeszcze przerwy na konsumpcję najlepszego kebaba w mieście (czyli przystanek Efez), dzięki czemu spotkaliśmy Ulę, wystrojoną w twarzową koszulkę z Biegu Ursynowa. Po wymianie wrażeń z obu biegów tym razem obraliśmy już kierunek Gocław. Na przystanku wypuściliśmy z samochodu Janka, który pobiegł (tak, tak, Janek nie chodzi, Janek biega!!!) na inny przystanek, by złapać autobus do swojego domu.
Dzień intensywny i obfitujący w różne wrażenia! A wyniki? Na razie chyba nieoficjalne.
Jarek 18 miejsce w open z czasem 36:05 (brawo Jarku!!!!), prawdopodobnie najlepszy zawodnik służb mundurowych (tego jeszcze nie wiemy), Zenek 65 w open z czasem 40:31 a pisząca te słowa Jola 275 z czasem 53:00. W kategoriach wiekowych obaj panowie zajęli 6 miejsca a mnie przypadło miejsce pierwsze.
Mimo pewnych wpadek organizacyjnych nie jesteśmy zrażeni, mało tego, podobało nam się i jedziemy do Legionowa za rok.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Marfackib (2009-06-25,09:39): Gratulacje za I miejsce :-))) Ojla (2009-06-25,10:53): Dzięki :)! Lampa naprawdę była okrutna!!! :))) Grażyna W. (2009-06-25,12:50): Brawo Jolu :) Marfackib (2009-06-26,07:41): A tak na marginesie, następnym razem wybierz Karaiby :-)) jacdzi (2009-06-30,09:02): Czapki z glow! Jola IS THE BEST!
|