2011-12-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| "Down with the sickness" (czytano: 725 razy)

Są takie chwile
kiedy człowiek czuje,
jak wewnętrzny balon
nie wytrzymuje ciśnienia i pęka.
Nawet damie wypada czasem tupnąć nogą
i wykrzyczeć dość tego!
Bycie mamą to sztuka cierpliwości
i wielki nieprzerwany egzamin z miłości do drugiego człowieka.
Bycie mamą biegaczką,
to sztuka cierpliwości, wyrzeczeń i łapania okazji,
a także nieustanny egzamin z relacji z ludźmi,
od których chcąc nie chcąc stajemy się zależni....
...Od dziecka lubiłam się włóczyć
dawało mi to poczucie niezależności
tego że mogę iść tam gdzie chcę
To, że zawsze mogłam odwrócić się na pięcie i pójść w swoją stronę,
dawało mi ogromną wolność
kochałam tę dzikość - bycie zdanym tylko na siebie
jak jeździec samotnie przemierzający prerie życia.
Ciemną stroną tej części mojej natury
była wysoka cena w postaci samotności
przysłowiowa już samotność długodystansowca.
Dziecko było odwiecznym moim marzeniem
przekreślenia na zawsze swojej wpisanej w karmę ciszy
I stało się
- "już nigdy nie będziesz liczyć się tylko ty!"
Oznajmił mi od razu Osesek wrzeszcząc na dzień dobry na cały ten świat.
Nigdy wcześniej nie wgłębiałam się w tę rolę
wydawała się być tak oczywista,
że nie było się nad czym zastanawiać.
Mój współtwórca tego cudu ma takie sformułowanie
- uważaj czego sobie życzysz!
Tak oto w konsekwencji własnych wyborów i pragnień
zdecydowałam się mniej lub bardziej świadomie porzucić własną wolność
i stać się ZALEŻNA.
To wciąż obco i złowrogo brzmiące dla mnie słowo
staram się oswoić już o dłuższego czasu
i wmówić sobie,
że przecież nie jest tak źle
i jakoś to będzie.
Są jednak takie chwile gdy balonik pęka...
...I pękł z hukiem
wykrzyczanych słów
i rzucania słuchawką
I znów zostałam sama
tyle, że z własnymi problemami
W więzieniu o nazwie dom
stałam się zakładniczką własnego dziecka.
Obijając się o ściany płaczu
jak dzikie zwierzątko w poszukiwaniu drogi ucieczki
zaczęłam toczyć własną wściekliznę
i gryźć "pomocną dłoń" z dołu - swoją teściową.
Byłam w tej roli tak wiarygodna,
że aż naprawdę się rozchorowałam
sfrustrowane ciało
nie dostając czas dłuższy życiodajnej siły w postaci ruchu
zmieniło się w potwora,
który zaczął tłuc mnie od środka.
Nie wytrzymałam
i znów uciekłam...
...Pod osłoną nocy wymykam się po cichutku
w bezkresny głuchy atrament
zostawiam z Oseskiem tylko zapalone światełko nadziei
- że wszystko w porządku
Ze świadomością, że będę je mijać co kilometr jest mi raźniej
co nie zmazuje jednak plam na mym sumieniu
jakiś anioł czy diabeł szepcze mi do ucha
"popełniasz zbrodnię doskonałą!"
Zanim się rozmyślę
ruszam więc spod domu
jak zbrodniarz zrywa się z miejsca kaźni
w głowie dudnią mi słowa
"Down with the sickness"
Po chwili jednak pęd powietrza na ciele ostudza emocje,
gdzieś za pierwszym zakrętem
gubię niechcianą arytmię serca
odnajduję się,
uspokajam,
grudki gliny ustępują mi na drodze
ziemia pod stopami zapada się,
lecę
choć trochę boli mnie gardło
i przypominam sobie,
że przed wyjściem nie wzięłam wieczornej dawki antybiotyku,
ale co tam
"...nie jest źle! Chociaż ja, jestem winna..."
Już tylko psy zaklęte w demony nocy
wrzeszczą na mnie z zazdrości w przydomowych ogródkach,
zdradzając wszystkim śpiącym wokół,
że lecę taka wolna bez smyczy i kagańca
- jak to?!
A tak to
- odpowiadam im grzecznie.
Znów czuję jak w moim ciele pęka balon,
czas uwolnić tę truciznę,
oczyścić atmosferę,
pomyśleć czule o teściowej
- mamusiu tak o Tobie właśnie
dostaniesz na imieniny od ukochanej jedynej synowej
zestaw młynków
nie, nie do kawy!
"Tylko pieprz i sól!"
A za resztę co mi zostanie z tego prezentu
wpłacę sobie pierwszą ratę na bieżnię!
A co!
Na dobry początek nowego sezonu!
Znów będę miała swoją wolność
w czasie beztroskiego snu Oseska,
będę patrzeć w okno
i wyobrażać sobie, że biegam po lesie
Jak podczas startu wizualizuję swoje zwycięstwo.
Teraz pójdę spać i zasnę jak dziecko,
a rano powiem Ci
"Dzień dobry kocham Cię"
i będziemy żyły długo i szczęśliwie
do czasu aż balonik znów pęknie.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu zurkas (2011-12-01,22:46): Baardzo osobiste... Dla swojego dobra, a więc i dla dobra dziecka nigdy nie rezygnuj do końca z siebie. Ty będziesz żałować, a On będzie się czuł winny...winny Twego smutku, winny Twoich schowanych pragnień. Przecież tego nie chcesz... Patriszja11 (2011-12-02,10:11): Masz rację Kasiu, dziękuję.
|