Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [72]  PRZYJAC. [67]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Patriszja11
Pamiętnik internetowy
Życie na przełaj

Patrycja Dettlaff
Urodzony: 1983-10-11
Miejsce zamieszkania: Nowa Iwiczna
16 / 94


2011-10-15

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Jesienne motywatory (czytano: 724 razy)

 

Kocham jesienną nostalgię opadających liści
mój najpiękniejszy miesiąc październik kiedy
drzewa przybierają krwawy kolor starzejąc się i wzdychając na wietrze
ja starzeję się razem z nimi z radością:)
Rozkoszna melancholia rozleniwia jednak moje nogi
przypominając że mój sezon startowy powoli chyli się ku upadkowi
Na szczęście to nie koniec mojego biegania
oszalałabym w bezruchu.
Ostatnio dużo się działo
I myślałam, że może trochę sobie odpocznę
ale wszystko wokół krzyczy
biegnij!
Motywatorów jest jak się okazuje kilka
i tworzą one na pierwszy rzut oka dziwne zestawienie,
ale po kolei...
Błękitnooki diabeł wtacza się do domu
patrząc mi w oczy błagalnym spojrzeniem
nie mogę się nadziwić jego nadwadze
Rzeczywiście lato mu trochę odpuściłam
było za gorąco na bieganie w kożuchu
Ale to! Co ja widzę!
Gruby Husky! Kto by pomyślał?
Cóż ku przestrodze dla swojego lenistwa
zabieram nieszczęśnika ze sobą.
W jednej ręce smycz w drugiej "mp free"
Chwila dla siebie z muzyką zawsze motywuje mnie aż za bardzo
pozwalając znieść trudy każdego treningu
od boleśnie wolnego człapania w BS
po zgniatające klatkę piersiową tempo na kilometrowych interwałach.
Zanim jednak włożę słuchawki do uszu
czeka mnie cały rytuał ubierania się
na pierwsze jesienne chłody.
Na szczęście dziś to sama przyjemność
nadeszła już bowiem przesyłka od adidasa
z prośbą przetestowania
odpakowuję
i oczom moim ukazuje się solidny czarny stanik biegowy
więc ja na to jak na lato:)
przymierzam
pasuje:)
od razu zaczynam tęsknić za swoją kuźnią formy
do tego stopnia że niemal zapominam
że przy paru stopniach powyżej zera za oknem
wypadałoby coś jeszcze na siebie włożyć:)
Wracam się więc po bluzę
i już jestem gotowa ruszyć do boju!
Nad tym od czego powinnam dziś zacząć
nie muszę się długo zastanawiać
bez wahania włączam
A.D.I.D.A.S. KORNA
który tym razem kojarzy mi się wyłącznie
z bieganiem.
Mimo szarugi dobry humor mnie nie opuszcza
płynę sobie w najlepsze z moją muzyką
i tylko wyraźne szarpnięcia smyczy
przypominają mi co jakiś czas
że dziś uprawiam dogtrekking.
Właśnie słucham Word Up!
gdy Błękitnooki diabeł zaczyna swoje szaleństwo
pt: podejdź no psie do płota
Siłuję się więc z nim troszkę
spoglądając na jego dumnie falujące na boki
pełnotłuste futro w ciężkim kłusie.
Wbiegamy jednak do lasu
i ten zabawny widok znika mi z każdym krokiem
zwiększa się otchłań ciemności
powoli wygasa wszelki promień światła
wraz z moją ostatnią nadzieją
odnoszę wrażenie, że słońce urwało się za horyzontem i spadło w próżnię.
Zaczynam nakręcać własną machinę strachu
wyostrzam zmysły
choć te emocje nie są mi obce i lubię ich cierpki smak
Przyspieszam po omacku jedynie czując pod stopami wystające korzenie
Zastanawiam się co zrobiłabym w razie kontuzji tu w lesie, po ciemku, bez telefonu?
Otyły Błękitnoooki diabeł raczej nie dociągnąłby mnie do domu
choć bez niego tu po ciemku pewnie bym już nie biegła.
Biegacz jakoś tak zawsze liczy, że unieruchamiający uraz z dala od domu na pewno go nie spotka
Cóż mój niesamowity talent do balansowania na krawędzi znów dał o sobie znać
Jeżeli chciałam zrobić tempo interwałowe na całej 8km trasie to całkiem nieźle mi idzie
śmigam między drzewami
czując zimny dreszcz emocji na plecach
Mijam pluszowego misia zawieszonego na drzewie,
który po zmroku zdaje się groteskowo świecić oczami,
tyle że teraz wcale mnie to nie bawi.
Drugą pętlę jednak uparcie postanawiam dokończyć w całkowitych ciemnościach
licząc optymistycznie na to, że potencjalny napastnik raczej mnie nie dogoni.
Przy czym słowo raczej jest tutaj nietypowo silnie zaakcentowane:)
Wybiegam z lasu jak oszalała kończąc swój BS
jak zwykle za szybko
jak zwykle spóźniona
tym razem z nadchodzącym zmrokiem
Kończę mój trening z wypiekami na twarzy
moje ciało paruje na chłodzie
czyniąc oddech widzialnym efektem zmęczenia
Czeka mnie teraz moje 5 minut
zanim Osesek sprowadzi mi na głowę swój porządek rzeczy
Wanna już mnie zaprasza szumem subtelnie pieniącej się wody,
a w powietrzu unosi się zapach herbaty z goździkami i sokiem malinowym.
Mmm! Kocham tę magię jesiennych powrotów z biegania
Żeby ją jednak przeżywać trzeba najpierw wyjść z domu
będę więc o tym pamiętać następnym leniwym popołudniem.






Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
maciek2410
17:15
RobertG10
17:03
StaryCop
16:53
JACEK W.
16:50
ab
16:42
szakaluch
16:21
kostekmar
16:16
inka
16:15
anielskooki
15:37
janusz2602
15:37
TomekWiśniewski
15:28
jacekklosek
15:27
mieszek12a
15:19
robert77g
15:07
rys-tas
15:00
mirek065
14:54
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |