Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [72]  PRZYJAC. [67]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Patriszja11
Pamiętnik internetowy
Życie na przełaj

Patrycja Dettlaff
Urodzony: 1983-10-11
Miejsce zamieszkania: Nowa Iwiczna
15 / 94


2011-09-04

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Jak zostałam bosą maratonką (czytano: 738 razy)

 

Po czarnej serii startów ślad zaginął
rozwiał go wiatr na Siedleckich wydmach
i Bałtycka woda zalała falami.
Jedynym czarnym ciężarem, który mi pozostał
jest kot mruczący na kolanach :)
Przyznaję, że ostatnio mój pamiętnik trochę się przykurzył,
pewnie dlatego, że od biegania boso człowiek dziczeje,
ale jest to zdecydowanie przyjemne doznanie.
Treningi do pustynnej 10 i Maratonu Brzegiem Morza
były świeżym powiewem lekkości wyswobodzonych od butów nóg.
Bose biegi po piasku niczym spa dla stóp
moje nogi przyjęły z zachwytem
wzmocniły się i wypiękniały
o ile przymiotnik "piękny" w ogóle może odnosić się do stóp biegaczki?
Sprawdziłam na sobie
rzeczywiście brak buta jest najlepszym butem!
Rozdział pierwszy
Pustynia
Tam gdzie asfalt się kończy zaczyna się prawdziwe bieganie.
Tam gdzie zaczyna się piasek toczy się prawdziwa walka o być albo nie być
Nie ważne czy jesteś mrówką czy biegaczem pustynia nie zna litości
jest wiecznie spragniona
wyssie z Ciebie wszystkie soki
przeżuje i wypluje na mecie
Wielu było śmiałków
lecz przed ścianą piachu
każdy zapłakał i musiał się pokłonić.
W walce by biec tam gdzie wyzwaniem jest iść
wszyscy przegrani
po dotarciu do mety czują się zwycięzcami.
Na starcie stoję lekko osamotniona
biegaczy naturystów jest mało
zastanawiająco mało!
W tym samym momencie kiedy się nad tym zastanawiam
jeszcze jedna biegaczka idzie w moje ślady
pytając wcześniej nieśmiało
czy to aby na pewno jest dobry pomysł?
utwierdzam ją w przekonaniu, w którym sama dopiero zamierzam się utwierdzić:)
i od razu jest nam raźniej.
Wystrzał startera
tuman kurzu wzbija się i opada
po chwili widać już
jak zamortyzowani buciarze walczą o życie
grząznąc w piachu
brną powoli krokiem wołającym ratunku
i z każdym ruchem stają się ciężsi od piachu.
Żar leje się z nieba i spływa po naszych skroniach
brak cienia
brak nadziei
no to mamy przepis na niezłe piekiełko!
Choć pozbawiona kuli u nóg
nie odczuwam szyderczej przewagi
wobec ściany piachu skłaniam się jak wszyscy
walcząc o utrzymanie jakiegoś tempa
Na trzeciej pętli ulegam pragnieniu
i racząc się łykiem gazowanego paskudztwa
podziwiam plecy mojej rywalki zza pleców
Odtąd mam cel
gonić ją do upadłego
wciąż biegnąc wytrwale
To już ją mam na widelcu
to znów mi ucieka
i tak ostatnie kilometry mijają
Nie doganiam lecz dobiegam do mety
jak zwykle z zerowym zapasem energii,
ale z satysfakcją, że podołałam
i że wreszcie wszystko poszło jak trzeba.
Potem w niebie coś pękło
nie wytrzymało z gorąca
uderzyło pięścią w stół
i zalało nas słodkimi chłodnymi łzami
A pomiędzy kroplami usłyszałam
swoje imię jako czwarte!!! :)
Rozdział drugi
Bałtyk
Kilometrami ciągnąca się piaszczysta linia brzegowa
chciałoby się przebiec je wszystkie
byle w stronę zachodzącego słońca.
Poeta A.Rimbaud odnalazł swój raj na ziemi
- i nazwał go miejscem gdzie ziemia zlewa z niebem.
Bieg po plaży to zupełnie inny świat
nogi jak skrzydła albatrosa lecą
A w pochmurny dzień
trudno oprzeć się wrażeniu
że to bezludna wyspa
i trudno oprzeć się pragnieniu
by biec
jak pan Bóg stworzył
dla tych chwil warto było przetrwać tę kilku godzinną podróż z małym dzieckiem samochodem.
Latarnia morska
godzina zero
i już biegniemy w milczeniu
zasłuchując się w pieśni fal
nogi mnie ponoszą
za mocno za szybko
lecz i tak sił wystarcza
więc pozwalam się prowadzić zapraszającym szeptom morza
Goniąc znikające ślady na mokrym piasku
oddycham wilgocią
kropelek unoszących się nad słoną tonią
sól morska masuje moje stopy
Mewy i albatrosy śledzą nas sunąc bezchmurnym niebem
Maraton marzeń!
Tłumy rozpalonych ciał
smażą się na słońcu
tylko co jakiś czas podnosząc głowy z ręczników
by rzucić okiem na tych biegnących szaleńców
i uznać ich za większe wynaturzenie niż naturyści.
Ku swemu utrapieniu
ci drudzy zasmuceni, że nikt już na nich nie patrzy
postanawiają się ubrać w akcie protestu i tym sposobem
w Chałupach mijamy już tylko
pojedyncze sztuki
naturystów nie ekshibicjonistów.
Kolejne kilometry wchodzą w nogi
już coraz głębsze ślady zostawiam na piasku
lecz wciąż walczę by biec płynnie i biegnę
choć zaczynam mieć dość tego raju.
Mała chwila słabości
i już spadam na szóstą lokatę
co zrobić
zagryzam słone wargi
powstaję z martwych
i tym razem doganiam
Krótka chwila zawahania
czy na pewno zrobić to już na 36 km?
Wybieram presję
bez oglądania się za siebie
zaczynam 6km ucieczkę
zatracam się w biegu
już nie słyszę nawet co do mnie mówią plażowicze
znów płynę
lecz trochę bardziej nerwowo
uczepiam się każdej tabliczki z numerem
jak koła ratunkowego
już chcę zobaczyć metę
lecz zamiast tego widzę 40km po raz drugi
jak to po raz drugi?
Biegnę dalej teraz już musi być na pewno 41
jest 41
jeszcze tylko jeden
ostatni
już prawie ją widzę
jest!!!
Granatowa brama zwycięzców
Wydobywam resztkę sił na finisz
i już mogę sobie powiedzieć
veni vidi vici
Osiągam metę piątego maratonu
maratonu na piątkę
z numerem startowym 41,
w którym wymawiają moje imię jako piąte:)
wygrywam buty startówki
w biegu, który pokonałam boso,
w biegu w którym zostałam bosą maratonką:)
I już wiem, że biegania naturalnego będzie więcej
ciąg dalszy nastąpi...


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Henryk W. (2011-09-04,19:17): Gratulacje.
Patriszja11 (2011-09-06,18:53): Dziękuję:)







 Ostatnio zalogowani
ruski22
20:44
perdek
20:43
wiktor.ruben
20:41
rotka
20:33
prgutek
20:31
tomas
20:30
Hieronim
20:22
Wojciech
20:12
Marco7776
20:09
Ty-Krys
19:57
modzel11
19:43
szyper
19:39
Admin
19:32
miłośnik biegania
19:29
oksanka
19:27
darfik
19:25
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |