Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [72]  PRZYJAC. [67]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Patriszja11
Pamiętnik internetowy
Życie na przełaj

Patrycja Dettlaff
Urodzony: 1983-10-11
Miejsce zamieszkania: Nowa Iwiczna
14 / 94


2011-07-19

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Amatorszczyzna (czytano: 925 razy)

 

Od jakiegoś czasu zauważam tendencję spadkową poziomu imprez, w których startuję.
Nie wiem czy to kwestia feralnego doboru czy może jakiejś złej passy,
która rozciągnęła nade mną swe ciemne skrzydła.
Nie jestem zbyt wymagająca wobec organizatorów biegów i znam dobrze swoje ograniczenia
jednak co start lekko się rozczarowuję.
Ciekawe, że te problemy techniczne bo tak je można nazwać są odwrotnie proporcjonalne
do ilości propozycji biegowych w kalendarzu imprez.
Może więc tu jest pies pogrzebany, że idziemy w ilość, a nie w jakość?
W konsekwencji biegi amatorskie stają się coraz bardziej amatorskie niestety.
Nie mówię tu już o braku napojów na trasie czy skromnym pakiecie startowym bez koszulki
lub z koszulką za dopłatą.
Coraz trudniej uzyskać zrozumienie, że dla biegacza własny wynik jest po prostu ważny i choć trudno
oczekiwać, że na przykładowo 700 startujących wszyscy chcieliby wygrać to jednak jest jeszcze przecież
jeden poziom zwycięstwa - nad samym sobą.
Tymczasem na dużej majowej imprezie po tym jak wyplułam płuca
dając z siebie wszystko (co później zaowocowało zapaleniem zatok i tygodniową przerwą w treningu)
dowiedziałam się po biegu, że NIE BĘDZIE WYNIKÓW na stronie organizatora!!!
Powód?
prozaiczny - nie prowadzono pomiaru czasu na trasie!
Oczywiście bieg był bezpłatny więc biegacz powinien być zadowolony z koszulki nie mającej nic wspólnego z biegiem
oraz tu muszę przyznać oryginalnego medalu.
Co z tego!
Wolałabym zapłacić tę parę groszy i móc określić jaką wartość ma praca, którą wykonałam.
To był dopiero początek czarnej serii więc nie przejęłam się zbytnio.
Niecały miesiąc później
postanawiam wystartować w imprezie charytatywnej i przy okazji potrenować wytrzymałość szybkościową
na 5km trasie.
No i tu znów zawód.
Impreza oczywiście fajna, kolorowa, pakiet startowy zachęcający ciekawą koszulką i kuszące nagrody do rozlosowania.
Jednak gdzieś musiał być ten haczyk -
ktoś wpadł na "genialny" pomysł, że ponieważ bieg jest tylko dla kobiet
to należy je zebrać wszystkie razem żeby ładnie wyglądało jak biegną za samochodem machając przechodniom
i uśmiechając się do policjantów pilnujących bezpieczeństwa.
Ot taki piękny obrazek do tego z seksistowskim wodzirejem krzyczącym od rzeczy przez megafon
i wątpiącym niejako w nasze możliwości cały czas spowalniając czołówkę i nie pozwalając wybiec
nie wiem jak to określić?- przed samochód bezpieczeństwa chyba?!
Ten rodzaj połączenia biegania z aerobikiem wielu paniom się jednak nie spodobał
i całe szczęście bo miałam okazję przyłączyć się do buntu rodem z "samotności długodystansowca".
Pionierka wyprzedzając grupę na protesty pana na wozie bardzo mądrze mu odpowiedziała,
że nie zamierza przez 5km biec za samochodem i wdychać spalin bo robi jej się od tego nie dobrze.
Pan lekko zaskoczony zanim zdążył zebrać myśli na ripostę został zdetronizowany
i sznur kobiet złamał ten dziwny bieg "równych szans" bez możliwości wolnego wyboru.
Ufff na szczęście traktowałam ten bieg treningowo
więc uśmiechnęłam się sama do siebie nie robiąc nikomu wyrzutów
i wróciłam do domku kolejny raz pozbawiona wyniku
no bo przecież jak miałby być mierzony czas biegu,
w którym wszyscy uczestnicy biegną tym samym tempem i nie wolno im wychylić rzęs przed szereg?
Potem był jeszcze memoriał pewnego pana, który na pewno w grobie się przewracał jeśli widział organizację tej imprezy
z numerem startowym w ręce z z braku agrafek i bez toi toiek na dużym miejskim osiedlu
- jak trafnie powiedział mój mąż "żal dupę ściskał":)
Następna impreza miała być z zasady lepiej zorganizowana bo to maraton crossowy.
Przynajmniej na to liczyłam zabierając męża na jego pierwsze zmagania z tym dystansem.
Na miejscu szybko okazało się, że klasyfikacji nawet generalnej po biegu nie będzie,
a na stronie zamieszczono wyniki w formie:
Imię, nazwisko i przebiegnięty dystans (bo były różne) bez czasu i zajętego miejsca!
Cóż i tym razem przymknęłam oko i wybaczyłam czując jednak już wyraźny niesmak.
Następny start czekał mnie już za tydzień i liczyłam na ostateczne zatarcie wszelkiego złego wrażenia.
Niestety i tu może moja wina, że wybrałam crosssową imprezę z kilkoma dystansami i przeplatającymi się
trasami (od 5- 42 km) oznaczonymi w taki sam sposób.
Prosta zasada, że jeśli coś tylko może się popsuć to na pewno się zepsuje i tu się sprawdziła.
Trasa choć wymagająca, piękna i trudna częściowo zalana wodą w ogóle mi to jednak nie przeszkadzało
Na 14 km zatrzymując się przy punkcie odżywczym wychwalałam organizatora pod niebiosa,
by dosłownie za chwilę kląć w duchu
po tym jak po opuszczeniu punktu odświeżania bez biegnących przede mną osób straciłam orientację
i zamiast w lewo pobiegłam w prawo za taśmami gdzie przebiegała trasa innego dystansu
oznakowana w ten sam sposób.
Na moje nieszczęście zorientowałam się w swym błędzie
gdy zaczęli mnie mijać biegacze biegnący w przeciwnym kierunku!
Niestety do tego czasu nadrobiłam już 30min wrong way,
co w efekcie skończyło się tak, że przebiegłam zamiast półmaratonu 30 km
docierając do mety zła wyczerpana i zapłakana z bezsilności,
z poczuciem zaprzepaszczenia wysokiej lokaty którą miałam na 3/4 dystansu.
No i to już moja ostatnia nieudana impreza jaką mogę opisać i ostatnia mam nadzieję w ogóle.
Może tym wpisem uda mi się przełamać choćby wirtualnie tę pechową serię niepowodzeń w moim odczuciu
lub jak kto woli ciąg zdarzeń
w którym oczekiwania moje i wizje organizatorów na przebieg imprezy były bardzo rozbieżne.
Ostatecznie przez te dwa miesiące startów
wytrenowałam w sobie do mistrzostwa cierpliwość - pokrewną wytrzymałości.





Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Rufi (2011-07-19,14:59): Patrycja, faktycznie MIAŁAŚ pecha. Staraj się wybierać biegi większe. Może i wpisowe jest droższe ale jednak organizacja lepsza. A co do czasu to nie biegasz z zegarkiem? Ja zawsze. Przynajmniej nie muszę czekać niecierpliwie na wyniki.
Patriszja11 (2011-07-19,18:36): Dotąd byłam zdania, że kameralne biegi są bardziej przyjazne dla biegacza bo nie jest się anonimową masą jak w wielkich imprezach, ale jak widać coś za coś. Z zegarkiem oczywiście biegam, ale na mocno przełajowych nietypowych trasach jakie najbardziej lubię łatwiej jest określić swój wynik porównując się z innymi zawodniczkami w kategorii niż patrząc wyłącznie na zegarek. Poza tym odrobina rywalizacji zawsze dodaje biegowi rumieńców, w GP Żoliborza świetnej zresztą warszawskiej imprezie zrobiłam życiówkę ścigając się z pewną panią, ostatecznie nie dogoniłam jej, ale zrobiłam wynik, a po biegu podałyśmy sobie ręce no i już się znamy i lubimy:)
Rufi (2011-07-20,08:30): Ale z drugiej strony podwórkowe biegi też mają swój urok i ich organizacja nie musi być byle jaka. Nie zrażaj się i szukaj dalej :-)







 Ostatnio zalogowani
kasjer
22:33
uro69
22:29
Monte99
22:27
Piotr100
22:23
kasar
22:20
waldekstepien@wp.pl
22:18
Inek
21:49
maratonczyk
21:48
Raffaello conti
21:44
timdor
21:30
soniksoniks
21:15
ruski22
21:10
seba1
21:09
agnieszka walczak
21:08
Stonechip
20:58
perdek
20:43
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |