2013-04-28
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Pod reglami (czytano: 380 razy)

Miała być dziś godzina biegania, bo wczoraj były dwie, a 3 maja start w połówce, więc pora może poluzować. No ale gdy kolega dodał, że na Regle pora, to oczywiście nie byłem w stanie odmówić. Najwyżej się będę toczył żółwim tempem – pomyślałem.
Ruszyliśmy około 7.30. Czułem w nogach wczorajszą dwudziestkę, poza tym instynkt samozachowawczy podpowiadał, że jeśli przygazuję, to potem będzie ze mną kiepsko. Robert poleciał do przodu, a ja sunąłem prawie 7 minut na kilometr. Nigdy Drogą pod Reglami nie biegłem tak wolno, nie licząc szalonych zimowych dreptań o 6 rano, jeszcze w ciemnościach, po lodzie.
Gdy się truchta bardzo wolno, nie trzeba się zbytnio koncentrować na biegu, znacznie więcej się widzi wkoło. Docenia się urodę trasy – tyle bujnej roślinności, skał, strumieni i potoków, mostków, ścieżek i dróg leśnych w lewo i prawo. No i profil idealny – łagodne podbiegi i zbiegi, w sam raz, by nawet taki sobie biegacz jak ja utrzymał się bez przerwy w biegu bez zbytniego zrywania tempa. Droga pod Reglami jest naprawdę super!
Wracając nieco przyspieszyłem, ale nadal byłem tak rozkojarzony w zachwycie nad tą trasą, że dokonałem czegoś niezwykłego. Zabłądziłem (choć przecież Drogę pod Reglami znam – tak mi się przynajmniej do dziś wydawało – perfekcyjnie). Na rozdrożu Trzy Jawory pobiegłem prosto, zamiast skręcić w prawo. Od razu coś mi się nie zgadzało, bo zbieg okazał się zbyt ostry, jak nie na Drodze pod Reglami, ale... Postanowiłem zobaczyć, co będzie dalej. Powinien być szlaban. I był, ale nie taki.... Doleciałem do Michałowic. Zawróciłem. Dzięki temu błądzeniu dodałem prawie dwa kilometry, więc w sumie wyszło dwadzieścia cztery i pół (2 godz. 37 min.).
Na tym dość długim dystansie nikogo nie spotkaliśmy. W niedzielę, w długi weekend, na popularnej trasie, w kraju ogarniętym biegową fascynacją – rzecz niebywała. Może przez deszcz.
Tylko w pobliżu Jagniątkowa jakaś prywatna terenówka zabłąkała się.... Swoją drogą, autem jeździć do Drodze pod Reglami to barbarzyństwo.
Za sześć tygodni jej fragment będzie kawałkiem Chojnik Maratonu. Może zrzucę nieco wagi do tej pory. Po zmianie pracy z bardzo ruchliwej na siedzącą, w ciągu trzech miesięcy przybrałem osiem kilogramów. Częściowo dlatego, że w ciągu dwóch z tych trzech miesięcy mało biegałem. Teraz jednak, gdy w nowej sytuacji się ogarnąłem, wracam do normalnego życia. Biegam, czytam, znowu robię użytek ze sterty map bliskich okolic, planując biegowe wypady.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Tr (2013-04-29,10:28): Jest więc szansa na wpisy z Twoich nowych, biegowych wycieczek. :) Te osiem zleci z Ciebie raz dwa.. hm.. no nie potrafie sobie wyobrazić Ciebie z ośmioma kilogramami.. Pewnie zresztą i tak ich nie widać, bo Ty przecież chudzina jesteś. :)
|