2013-04-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 6 Poznań Półmaraton zaliczony na piątkę. (czytano: 358 razy)

Wiedziałam, że magia cyfr działa na mnie najbardziej, chociaż nie zawsze kolory mi pasują. Te akurat były w odcieniach zieleni. Ale jak się jest 412 kobietą na mecie, 14 w swojej kategorii wiekowej, a do tego jeszcze robi się tę nieszczęsną „życiówkę”, wcale tego nie planując, to chyba nie jest źle?! A wynik byłby jeszcze lepszy gdybym się nie przewróciła!
Pewnie nikomu innemu się to nie przytrafiło! Czemu mnie to nie dziwi? Zachciało mi się zboczyć z trasy, żeby wyrzucić pustą butelkę do kosza, a nie tak po prostu na ulicę ( jestem eko – nie śmiecę ), a tu piach pośniegowy, więc łupnęłam tak o ziemię, że aż inni biegacze zwolnili. Wstałam, zrobiłam krok i poczułam ból biodra i kolana – rewelacja! No to po biegu – pomyślałam a było to na 17 km. Trochę szkoda ! Potruchtałam i po paru krokach dało się już biec. Zadanie wykonane. Nie ukrywam, że cieszę się, że dobiegłam, ale nie pamiętam, żebym się równie cieszyła biegnąc. Chyba tylko cieszyło mnie to, że z każdym krokiem zbliżam się do mety. Dziwne uczucie, gdy biegnie się ulicami własnego miasta. Tymi samymi, po których normalnie poruszam się samochodem albo rowerem. A plusem niewątpliwie było to, że to moje miasto, znam te ulice i przez to trasa wydawała się jakby krótsza. No i nigdzie nie zauważyłam oznaczeń kilometrów. Być może były, ale ja ich NIE WIDZIAŁAM ! Może i dobrze, bo zwykle koło 17 - tego właśnie kilometra ( nomen omen - tyle mniej więcej od mety było, gdy upadłam ) zaczynam odczuwać, że jest ciężko, że nogi mnie bolą, że jakiś pęcherz, że tchu brakuje, że 5000 tysięcy innych „że”. Miałam wrażenie, że dosyć szybko biegnę jak na mnie i nawet zastanawiałam się czy moje constans pozostanie constans ? Przecież mam wpisane w genach, że poniżej 2 godzin nie schodzę. Nie można łamać własnego kodu DNA. To niedopuszczalne ! No, więc kod pozostał nienaruszony o mały włos! Ale i tak o kilka dobrych minut przybiegłam szybciej. W Trzemesznie było 2:16, potem gdzieś tam 2:10, teraz 2:02. Poprawiłam wynik, ale nie zamierzam w przyszłości łamać tej granicy. Przecież 2 godziny to dla mnie CONSTANS ! No i pogoda dopisała. Wprawdzie było zimno, ale za to piękne słońce. Lepszej sobie wymarzyć nie mogłam! Chociaż w trakcie samego biegu było mi raczej gorąco. Dopiero na mecie poczułam, że robi się zimno. Jako kobieta uparta NIE wzięłam folijki. Po co ? Nigdy nie biorę ! Potem żałowałam. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się natrętna myśl: zapalenie płuc czy coś innego, bo do samochodu jakiś kilometr ?!
Wszyscy mieli folie. Naokoło tysiące złotych żuczków ! Wyglądało to naprawdę ciekawie, szczególnie, gdy wracali ulicami we wszystkich kierunkach a folia odbijała słońce. Niezapomniany widok !
Wcześniej jeszcze namiot z jedzeniem, gdzie zawsze oddaję swoją porcję znajomemu i towarzyszę mu rozglądając się dookoła. Patrzę na tych wszystkich biegaczy pałaszujących ze smakiem swoje dania i zastanawiam się JAK ludzie mogą cokolwiek zjeść ? Ja mam żołądek wielkości orzeszka, dziwnie ściśnięty po biegu i potrzebuję paru godzin zanim cokolwiek do niego włożę i zanim ON wróci do swoich rozmiarów. Zatem siedziałam tak w gigantycznej jadłodajni, pod gigantycznym namiotem ( przez chwilę było mi ciepło – hurra ! ) i marzyłam o gorącym natrysku i rozgrzewającej herbatce z miodem i cytryną. Marzenie się spełniło !
P.S. Pozdrawiam wszystkich biegaczy, którzy dzisiaj biegli i gratuluję im wyników jakie by one nie były !
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jacdzi (2013-04-07,16:37): Cudo wynik!
Namorek (2013-04-07,21:21): Gratulacje - wspaniały wynik ! :-) paulo (2013-04-08,09:13): Gratuluję!!! Jak na początku sezonu taka forma, to co będzie póżniej? :) bartus75 (2013-04-09,12:40): specjalnie się wywaliłaś żeby nie złamać dwójki :) gratulacje 2:02 !!
|