2013-03-03
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| O XXXVII Biegu Piastów i papieżu, który maraton skomplikował (czytano: 524 razy)

Po pierwsze dałem narty do smarowania Wiesiowi, a nie do serwisu.
Po drugie w piątek, po ciężkim tygodniu, poszedłem wcześnie spać, by w sobotę wstać o szóstej bez problemu.
Po trzecie tydzień przed BP pojechałem do Jakuszyc, by przypomnieć sobie najtrudniejsze fragmenty zjazdów.
Wszystkie trzy zadania wykonałem, więc na starcie stanąłem zwarty i gotowy. Tym bardziej, że do Jakuszyc dojechaliśmy autem (z Wiesiem, Mirkiem i Waldkiem), a nie tarabaniliśmy się autobusem, jak radzili organizatorzy. Nieoceniony Wiesław załatwił miejsce do parkowania przed sklepem naszego wspólnego znajomego, życzliwego Tomasza.
Słońce i mróz, pięknie, nawet - zdaje mi się - bardziej pięknie niż zwykle, bo ostatnio, z racji nowej pracy, znacznie rzadziej bywałem w Jakuszycach, więc zakochałem się w nich jakby od nowa.
Trasa doskonale przygotowana i tak jakoś luźno na niej. Żadnego przepychania się i walki o pozycje. Biegnie się po prostu genialnie, znacznie lepiej, niż na co dzień, gdy na jakuszyckich trasach spotyka się tłumy turystów.
Jest tak wygodnie, że nawet na szybkich zjazdach, które znam na pamięć, można popuścić cugli bez obawy, że się kogoś staranuje. Pysznie!
Na podbiegach wyprzedzam, na punkcie odżywiania na Ściernisku pochłaniam dwa żele i lecę ostro do przodu. Tak, to dopiero mój czwarty raz w tym roku i zaledwie ósmy w sezonie na biegówkach. Czuję się jak pies wypuszczony z budy. Gnać mi się chce ostro i ciągle.
I tak ostro lecę mniej więcej do zjazdu z Samolotu. Czyli do 38 kilometra. Potem, na trasie Justyny, zaczyna mi się chcieć pić (a nie mam nic swojego) i zwalniam. Wyprzedzany jestem nawet na podbiegach. Ciężko jest, a do mety jeszcze 11 kilometrów. BP znowu ma bowiem tyle kilometrów, ile powinien (bo w przeszłości różnie bywało) – pięćdziesiąt.
Picie jest na szczęście za chwilę i zaraz moja ulubiona trasa - Jeleniogórska, gdzieniegdzie bardzo widokowa, z paroma mocnymi, ale krótkimi podbiegami.
Łatwo je pokonać, bo za chwilę będzie przecież tylko w dół.
Na mecie jakoś cicho, nikt nie gratuluje. Ale medal jest, ładny. I herbata. Cztery godziny dwadzieścia sześć minut, miejsce 858. Jest git, to mniej więcej tak samo, jak przed rokiem. No ale teraz byłem słabiej przygotowany (tak mi się przynajmniej zdawało), bo biegam, nie tylko na nartach, ale i bez nich, dwa razy mniej – nowe zajęcia nie pozwalają na więcej. A może inaczej – nie potrafię się jeszcze zorganizować w nowej sytuacji na tyle dobrze, by wygospodarować więcej czasu na bieganie.
Gdy szedłem z mety do samochodu, przechodziłem pomiędzy dwoma autami. Grzecznie przepuścił mnie wysoki mężczyzna, powiadając: "Gratuluję, ja się jeszcze nie odważyłem biec na pięćdziesiątkę".
Zacząłem go zachęcać, od słowa do słowa stanęło na tym, że w przyszłym sezonie pojedziemy razem na Jizerską Padesatkę. Tam mój nowy znajomy zadebiutuje na 50 km. Dlaczego na Jiz50, a nie na BP? Bo obawia się, że gdyby na BP mu się nie powiodło, wszyscy znajomi by się o tym dowiedzieli. Dlatego zaproponowałem mu Jiz50 - tam Polaków garstka, giną w tłumie, znajomych na pewno nie spotka. Oczywiście nie może nikomu nic powiedzieć o tym planie. Moja dyskrecja zapewniona.
Za dwa tygodnie maraton w Rzymie. Może się zdarzyć, że w tę samą niedzielę będzie intronizacja papieża. W takim razie start przesuną z 9 rano na popołudnie, ale na godzinę nie późniejszą, niż 16.
Jeśli papież już będzie urzędował (intronizacja odbędzie się wcześniej), to z uwagi na uroczystą pierwszą niedzielną mszę z jego udziałem trasa ominie Watykan (szkoda by było!), ale start będzie o 9.
W innych sytuacjach (jeśli jeszcze nie wybiorą papieża, co wątpliwe) nic się nie zmieni.
Tak oto Benedykt abdykując skomplikował życie organizatorom. Bo jeśli o mnie chodzi, to, proszę bardzo, mogę startować o godzinie 16. Ale braku Watykanu na trasie byłoby mi ogromnie brak.
Autorem zdjęcia jest Marcin Oliva Soto (ww.olivasoto.com).
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu wiesław (2013-03-03,22:59): Leszku to był XXXVII a nie XVII B.P. (patrz tytuł). jacdzi (2013-03-03,23:43): Gratuluje, marze aby kiedys pokonac BP. kokrobite (2013-03-04,07:04): Wiesiu, jasne, gdy był rozgrywany XVII, nawet mi się nie śniło, że kiedyś będę startować w tej wyśmienitej imprezie, i to na dystansie 50 km. kokrobite (2013-03-04,07:05): Jacku, jak Cię znam z lektury Twojego bloga, Bieg Piastów Cię zachwyci. Tr (2013-03-05,16:41): Który to już Twój starat w BP? :) Nieoceniony Wiesław, życzliwy Tomasz.. Prawie jak święci. ;) beczkowy (2013-03-05,21:48): Gratuluję, zazdraszczam ;) i proszę o więcej wpisów biegówkowych, są mocno inspirujące. Nam z Paulą prawie udało się dotrzeć na piątkową dyszkę. Prawie... :) Za rok na pewno się uda! kokrobite (2013-03-07,05:58): Sezon jeszcze trwa, śniegu pozostaje w Górach Izerskich mnóstwo. Przybywajcie do Jakuszyc na biegówki :-) kokrobite (2013-03-07,06:02): Iza, to był mój szósty start w Biegu Piastów. Od 2008 nie opuściłem żadnego.
|