Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [100]  PRZYJAC. [99]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Mijagi
Pamiętnik internetowy
Z pamiętnika "młodego" biegacza

Wojciech Krajewski
Urodzony: 1974-02-15
Miejsce zamieszkania: Piła
359 / 427


2012-09-16

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Biegając po historycznych śladach (czytano: 586 razy)

 

Gniezno – stolica pierwszych Piastów i miejsce związane z początkami państwowości polskiej. Bardzo chciałem zajrzeć w te strony, ale zawsze jakoś nie było okazji. Od kiedy hobbistycznie zająłem się czynną stroną życia, czyli zacząłem biegać, coraz częściej zaglądam w różne ciekawe zakątki naszego pięknego kraju. Był już Kraków, Warszawa, Wrocław, Poznań, Kruszwica, piękne Kaszuby, jeszcze piękniejsze polskie góry itp. Itd. Nie było natomiast Gniezna… do wczoraj. Właśnie wczoraj wziąłem udział w półmaratońskim XXXV Biegu Lechitów. Odpuściwszy sobie wraz z Jackiem miejscową imprezę, która odbywała się tydzień wcześniej i mając na uwadze zbliżający się dużymi krokami warszawski maraton, postanowiliśmy nawiedzić Gniezno i wziąć udział w tamtejszym półmaratonie. Droga minęła nam bezproblemowo, więcej czasu zajęło nam znalezienie odpowiedniego miejsca do zaparkowania, w końcu jednak udało się. Odbiór pakietu startowego w biurze, które bardziej ukryte przed zawodnikami być już nie mogło, poszedł szybko i zostało nam tylko przygotować się do startu i ruszyć na miejsce odjazdu autobusów. Na miejscu byliśmy już półtorej godziny przed startem, a że pogoda nie sprzyjała opalaniu się, zaczęliśmy szukać jakiegoś schronienia. Znaleźliśmy jakieś pomieszczenie muzealne, gdzie eksponowany był historyczny stół i krzesła, które służyły wielkim tego świata do podpisywania różnych dokumentów związanych z tymi pięknymi terenami. Z szacunku do wieków historii grzecznie usiedliśmy na podłodze. Do głowy nam nie przyszło, żeby np. posadzić nasze cztery litery na tych zabytkowych przedmiotach. Inni koledzy biegacze okazali się mniej delikatni i postąpili z eksponatami w sposób, powiedzmy delikatnie, bardzo ahistoryczno-praktyczny, jakby byli w poczekalni dworcowej, ew. w pubie na piwie. No cóż, nie każdy czuje to coś płynące z historii. Po długim wyczekiwaniu w końcu ruszyłem się na tzw. rozgrzewkę, pomny na trudności w biegu, gdy takowej zabrakło przed startem. Kilka przebieżek, trochę rozciągania i już trzeba było wejść w obręb skansenu lednickiego, gdzie usytuowany był start. Plany mieliśmy bardzo konkretne: nie ścigamy się, to ma być trening przed Warszawą, pierwsze 11km w tempie 5min/km, a potem ruszamy szybciej. Sygnał startu był jakiś taki niemrawy (Jacek stwierdził, że być może był strzał z łuku) i poszli… Pierwsze dwa kilometry były pogonią za balonikami na 1:45. Zachciało nam się jednak potem ruszyć trochę szybciej, bo i pogoda sprzyjała i nogi jakoś tak niosły. Pierwszą część trasy pokonaliśmy o kilka minut szybciej niż założyliśmy. Po drodze minęliśmy Wasyla, który rozbiegał się że hej, Marka i innych znajomych. Trasa ciekawa, wielu kibiców, punkty z wodą i izotonikiem ok. Zwłaszcza jeden przypadł nam do gustu. Na 10 km stały pełne werwy, zaangażowania i radości dzieci w zielonych kamizelkach. Profesjonalnie obsługiwały biegaczy i głośno kibicowały. Brawo!!! Po 11 km Jacek postanowił ruszyć z kopyta, a ja… ja już tylko chciałem utrzymać tempo. Jak postanowił, tak i zrobił i praktycznie po kilkuset metrach już Jacka nie widziałem. Okazało się, że gdybym pogonił za nim, zrobiłbym życiówkę. Ja ruszyłem w swoim tempie, przynajmniej tak zacząłem drugą połowę dystansu. Z kilometra na kilometr czułem się jednak coraz bardziej zmęczony i musiałem zwolnić obroty. Praktycznie gdzieś od 17km szukałem mety jak wielbłąd wody na pustyni. W końcu jednak udało się dobrnąć do mety, która była usytuowana na gnieźnieńskim rynku i wykręcić całkiem niezły czas. W międzyczasie zaczęło kropić, więc szybko czmychnęliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę powrotną. Jeszcze tylko krótki telefon do Maciasa, który zdał nam relację ze startu naszych w „piątce” na Staszycach i byliśmy w domu. I tylko żal, nie nie zdążyłem odwiedzić gnieźnieńskiej katedry i swojego patrona – św. Wojciecha. Wniosek jest jeden, trzeba będzie wrócić do Gniezna i więcej czasu poświęcić na część kulturalno-religijną. Wszak nie samym… bieganiem żyje człowiek.

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
Stonechip
14:13
japa
14:11
mc42
13:59
luksik86
13:15
Admin
12:56
Borrro
12:36
mario1977
12:31
JPC_XSTeam
11:55
jaro109
11:53
ulek85
11:45
1223
11:38
Kenenisa Bekele
11:37
Daro091165
11:28
marian
11:22
jacek83
11:19
szymon_p
11:13
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |