2009-05-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| nocne bieganie (czytano: 143 razy)

Endorfiny i ... po endorfinach. Nic nie trwa wiecznie. Trzeba wci±ż ostrzyć piłę. Ostatnie dwa dni intensywnie przepracowane w pracy. Szczególnie wtorek był ciężki. Praca od rana do 21 z przerw± na podanie obadu rodzinie (cha, cha...), która idzie na swoje treningi.
Byłam rozczarowana, zła. Rozczarowana ludĽmi. Że tak sobie potrafi± schrzanić życie i swoim dzieciom. Przez alkohol. Potem mi przeszło. Robię co mogę. Każdy ma podobno wolny wybór.
¦roda tez uczciwie przepracowana. Dopiero po 21 poczułam, że jestem gotowa na bieganie. I¶ć, nie i¶ć? Tyle zła dzieje się na ulicach... ostatnio kolega napadnięty od tyłu w głowę, okradziny wyl±dował w szpitalu. Zło¶ć na ¶wiat i znów na ludzi. Za dużo widzę i ocieram się o patologię.Proszę więc mojego Anioła Stróża - "strzeż mnie" i wychodzę.Biorę psa na ochronę -w razie czego... on ucieka pierwszy! Większego cykora nie znam.
Pobiegłam w strony mojego dzieciństwa. Taka podróż sentymentalna.Podwórko, trzepak, boisko, na którym robilismy lodowisko, jak były jeszcze prawdziwe zimy.. Obiegłam to wszystko... takie małe. Okazuje się, że biegiem można obejmować coraz więsze przestrzenie. Wiatr we włosach...
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |