2009-03-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| drużynowo (czytano: 139 razy)

W sobotę odbyło się bieganie rodzinne. Po prostu zwarta drużyna, żadnego marudzenia. Rodzice i dzieci. Tata prowadził trening, ja trochę z tyłu. Rozgrzewka rasowa. Potem w zalezno¶ci od wieku - córka o¶miolatka 3 km, syn dwunastolatek 4,5 km. Dali radę. W sobotę zawody.Po powrocie do domu wyk±pali sie i byli nadal żywotni jak zwykle. To się nazywa natychmiastowa regeneracja...Rodzice poszli się jeszcze pomęczyć. W lesie przez jak±¶ ko¶cieln± "drogę krzyżow±" małżonek P. zgubił drogę. ON? To niemożliwe! A jednak... No i trening przeci±gn±ł się. Piachy, błoto, górki. Klęłam go w duchu, bo zmęczenie dało w ko¶ć. Bałam się, że nie zd±żymy na urodziny kolegi. Gdy zaczęło padać pocieszał mnie, że "pięknie nawilżę" sobie cerę... Był tak nakręcony i naładowany, a tętno wci±ż mi skakało powyżej 170. No po prostu nie ma zmiłuj...Rodzina "fizoli" czy co?
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu fog (2009-03-09,12:46): Dobrze mieć męża optymistę :). I trening dłuższy...Same plusy :) Renia (2009-03-20,22:06): Przypadkiem zrobił Ci "szkołę przetrwania", więc musiał nadrabiać min±;)))
|