Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [283]  PRZYJAC. [197]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
TREBI
Pamiętnik internetowy
"Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"

Robert Korab
Urodzony: 1970-04-07
Miejsce zamieszkania: RZESZÓW
155 / 241


2008-02-05

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Kros Maraton - Pierwszy tegoroczny start (czytano: 212 razy)



No i po pierwszym w tym roku maratonie. Miałem go pobiec lajcikowo.
Plan miałem taki aby zmieścić się na spokojnie w czterech godzinach. Niestety lajcikowo nie było a 4 godzin nie złamałem. Poraz pierwszy zresztą w życiu.
Trasa maratonu składała się z sześciu , siedmiokolometrowych pętli. Prowadziła ona głównie po leśnych duktach i okolicznych ścieżkach.Kończyła się zaś około 500 metrowym ,dość stromym, asfaltowym podbiegiem.
Naprawdę dawała w kość i lekko nie było.
Wyobrażam sobie jak ciężka musiała być w poprzednich latach kiedy dodatkowo dochodził jeszcze śnieg.
Po przebiegnięciu dwóch pętli (14km) na których zresztą ewidentnie mnie poniosło zdałem sobie sprawę że tym tempem długo nie pociągnę. Nie było ono jakies specjalnie powalające (5:20-5:30) ale czułem że nogi tamtego dnia mam wyjątkowo już ciężkie , jestem dziwnie słaby i bez biegowej ikry. Odpuściłem więc i postanowiłem bez zbytniego szafowania siłami dokończyć maraton. Na 3 pętli która zarazem była połówką dystansu miałem jeszcze czas który przy założeniu że drugą część pobiegnę tak samo dawał szanse na złamie 4 godzin. Ale juz wtedy zdałem sobie sprawę że nie mam sił ani motywacji na jakąkolwiek walkę.
Podejrzewam że duży udział w mojej biegowej niemocy tego dnia miało to że od samego rana pojawiły sie u mnie problemy żołądkowe. Odwiedzając 3 razy przed startem toaletę byłem przekonany że to w wyniku przedstartowych emocji. Ale kiedy ponownie na trasie dwukrotnie byłem zmuszony przerywać bieg zdałem sobie sprawę że ta przypadłość obok trudnej trasy rzutowała na moją kondycję i nędzne samopoczucie.
Za każdym razem kiedy mijałem usytuowany na końcu pętli punkt odżywczy, zatrzymywałem sie i na spokojnie popijałem i podjadałem to i owo. Nigdzie sie już specjalnie nie spieszyłem.Czas stawał sie juz dla mnie nie istotny. Chciałem tylko ukończyć bieg i mieć go już za sobą.
Przyspieszyłem jeszcze tylko nieznacznie na ostatnich 3 km kiedy zreflektowałem się że niebezpiecznie blisko mnie pojawili się biegacze którzy mogli mnie na ostatnich metrach pokonać.Zapragnąłem wtedy aby przynajmniej na końcówce pokazać ducha walki i odrobine się spiąć.
Nie dałem się:)
Wbiegłem na metę z czasem 4:10:02.
Pomimo słabego czasu byłem naprawdę zmęczony. Zjadłem zaserwowany przez orgów smaczny posiłek, obmyłem zmęczone ciałko i równo o piętnastej, praktycznie z marszu udałem się z resztą współtowrzyszy w siedmiogodzinną podróż do domu.
Wracaliśmy w tym samym składzie w jakim tu przybyliśmy czyli Zulus, Janusz i Ja.
Zulus ostro pociągnął podczas biegu (3:15) i zajął bardzo dobre 10 miejsce w generalce. Janusz przybiegł 30 sek przed 4h. Oboje podobnie jak ja zwrócili uwagę na trudną ale zarazem ciekawą trasę i fajna atmosferę podczas całego biegu.
We troje wstępnie zadeklarowaliśmy chęć wzięcia udziału w pozostałych, organizowanych przez Mirzę tegorocznych biegach.
Tak więc pierwszy tegoroczny start w moim wydaniu nie wypadł jakoś specjalnie okazale.Ale przynajmniej sprowadził mnie na ziemię i ukazał że przy obecnym podejściu i średniosportowym trybie życia nie mam co liczyć na jakąkolwiek progresję w tegorocznych wynikach. Muszę więc wyciagnąć wnioski i albo diametralnie pewne rzeczy zmienić albo pogodzić sie z tym że w nadchodzącym sezonie cudów nie będzie.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
marekch11
03:49
Piotr100
01:21
Grzegorz Kita
01:08
SzyMen
23:33
uro69
23:10
wujotem
22:53
soniksoniks
22:37
damwoj
22:35
ProjektMaratonEuropaplus
22:29
kris1020
21:59
Patriszja11
21:39
jantor
21:00
ziutek58
20:51

20:50
gpnowak
20:49
Stonechip
20:33
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |