2008-01-29
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| tak pięknie się zaczęło..... (czytano: 271 razy)

to miał być kolejny atak zimy. atak się powiódł, a jakże, szczególnie, gdy ktoś w tym czasie przebywał na zwichrowanym zewnątrz w przeciwieństwie do bezpiecznego, spokojnego, ciepłego wewnątrz. ale nie zimy. raczej na zimę. niestety. co prawda waliło śniegiem aż (nie)miło, jednak długo utrzymać się nie mógł, bo temperatura bezlitośnie i uparcie nie zechciała zejść poniżej 0. zimno jej było ?!? chociaż przy szturmującym orkanie to nigdy nic nie wiadomo :|
na koniec jeszcze zimę dobił deszcz i spłukał ostanie, albo pierwsze - tzn któreś już co prawda z kolei, ale patrząc na grubość zostańmy przy tym pierwszym - ślady zimy.
a już marzyło mi się krosowanie po śniegu. fajnie było, jak chrupał i trzeszczał, po prostu czysta przyjemność. bez śniegu to przyjemność też owszem i bezsprzecznie pozostaje, ale już z czystością to bywa różnie, no chyba, że zaraz po ściągnięciu butów posprzątam całe to błotko, które przyniosłam.
takie uroki :D
za to rośnie szansa na rowerowane śmiganie :D za jazdą po śniegu nie przepadam, bo wolę szybciej niż ostrożnie. od ślizgania są lodowisko i łyżwy. udany duet. żaden inny :P nie, dziękuję. odnajduję więc zalety braku zimy w zimie :D dziś dla przykładu, jeśli tylko nie lunie (jak lunie to się tylko zastanowię, nie mówię nie bo i po co, skoro o tej porze i tak często coś pływa na ulicach, a ja błotników nie mam, za to urokliwie rozchlapujące wszędzie wszystko dookoła opony, które to fundują mi doznania deszczowe nawet jak nie leje ;) więc mniejsza o to z której strony szybciej zmoknę ;)) to pojadę sobie na wycieczkę. a co :) a międzyczasie wpadnie siłowy indoor :P
sama ciekawa jestem co z tego wyrośnie. tzn z rowerowania :) jaki ze mnie kolarz będzie? górski czy szosowy? mieszany? raczej ostatnie :)
aha. no i ta śnieżyca pokrzyżowała mi plany. zrobił się dzień wolny, za to na kolejną niedzielę zapowiadają ładne słoneczko. pytanie tylko, czy wytrzymam w sobotę bez wyprowadzenia roweru na spacer? dalej będę śledzić prognozy i jak dojdzie co do czego to zwyczajnie w sobotę w lasku dam sobie w kość ;) skutecznie (mam nadzieję) zabijając wyrzuty sumienia ;) ostatecznie zawsze można pojechać do Tyńca :P krótko szybko i po krzyku ;)
no to trochę klimat angielskiej konwersacji zawitał ;)
oj.... chce mi się na rower.... ;)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |