2008-01-24
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| jestem kobietą..... (czytano: 276 razy)

... śpiewała swego czasu (nie)sławna osoba.
no cóż fakt pozostaje. w obu przypadkach.
ale nie o tym.
otóż moja kobieca natura skłoniła mnie do połączenia przyjemnego z pożytecznym. co przyjemne a co pożyteczne to też inna bajka, niemniej jednak zdarzyło mi się dosłownie pobiec na zakupy. do Decathlona. celem wyprawy miała być reklamacja rękawiczek Kalenji. generalnie dobrze skrojone, gustowne, lekkie, czarne czyli pasujące do wszystkiego ;) i do tego nawet praktyczne bo spełniające swoją wiatroodporną funkcję. no poza drobnym patentem w postaci wkrojenia pod opuszki palca wskazującego oraz kciuka nieszczęśliwie prującego się materiału, który miał być niby miększy od reszty, co by najprawdopodobniej noska przy ocieraniu nie podrażnić, w zasadzie nawet był, jednak reszta wnętrza była niemal równie przyjemna, za to o niebo trwalsza, wręcz niezniszczalna przy wspomnianym, co zasugerowałam uprzejmemu i chyba nawet nie zaskoczonemu panu z obsługi klienta. a skoro nie gwałtem zarządałam zwrotu poniesionych kosztów, ale ze spokojem i uśmiechem na twarzy wymiany, skierował mnie na salę.
a tam sobie najpierw wypatrzyłam następcze rękawiczki, o dziwo bez zbędnego patentu :D. po czym moją uwagę przykuły ceny obuwia.
znów kobieca natura wzięła górę nad rozsądkiem (może nie tak do końca stawiając mnie na przegranej pozycji, ponieważ amortyzacja w obecnych treningówkach wyraźnie zaczyna mieć dość, nowy sezon się zbliża, maraton za pasem) kusząc pięknem i wspaniałością zakupów. do pensji niedaleko, to na chlebie i wodzie jakoś przeżyję - myślę sobie ;) i sięgam po kolejną rzecz.
fajny ten Decathlon. duży. było gdzie przetestować :D
i tak wzięłam pod pachę nowiutką parę asisców 2120 wycenioną w marketingowym stylu na 199 PLN.
w kolorze czerwonym. najszybszym. choć najnowsze badania dowodzą, że coraz to większe i naprawdę przyzwoite prędkości uzyskują również kolory niebieski i żółty. okazjonalnie mogą być nawet szybsze.
niebieskie miałam, swoje plany w nich zrealizowałam, biegało się nienajgorzej. żółtych nie próbowałam, ale jeśli jaskrawo jasno zielony można by pomylić z zółtym to potwierdzam, bo Marek wyraźnie przyspieszył na krosach. za to wciąż ani słowa w badaniach o różowym. więcej w takim kolorze butów nie kupuję.
aha... no to jak już miałam w ręku te buty to myślę sobie.... że przyda się jakoś je przetransportować. wpadł mi w oko plecaczek wyprawowy, w sam raz na jednodniowe wyprawy. dokładnie taki jaki chciałam. z kontrolą przepływu powietrza. świetnie leży. jak od krawca ;)
masz babo placek. tzn plecak.
czasem nie ma zmiłuj się ;) z prawami natury i mądrościami ludowymi nie ma co walczyć ;)
tak naprawdę to nie było po raz pierwszy. przyznaję się bez bicia. tyle, że wcześniej to z Markiem po nitownicę do zlokalizowanej tuż obok Castoramy pobiegliśmy. a skoro do Decathlona - czyli w ogóle do Zakopianki mam 4,5km to nie będzie ostatni :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |