Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [28]  PRZYJAC. [55]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Katarina
Pamiętnik internetowy
fortuna favet fortibus

Iza C
Urodzony: 1980-09-21
Miejsce zamieszkania: Kraków
65 / 145


2008-01-23

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
dylematy 2008 (czytano: 243 razy)



wypadało by postawić sobie jakieś cele na 2008 rok, do których można by dążyć, realizować, napawać się satysfakcją bądź też dumać nad niepowodzeniem. słowem jakiś punkt odniesienia. z jakiegoś jednak powodu trudno mi jest cokolwiek określić. myślę sobie: jakże łatwo było zestawić parę cyferek dla biegania. ot np 3h44 w maratonie. status: realized. pali się zielone światełko. taki miałam plan na 2007 i tak też się stało. świetnie.

w tym jednak roku będzie działo się inaczej. owszem, planuję wiosenny start w maratonie, jednak nie jest on celem treningowym samym w sobie. ot jakaś taka bardziej sentymentalna wycieczka biegowa po Krakowie. wypadało by w dobrym tempie ją przeprowadzić. jakim? lepszym od poprzedniego. i to byłby cały plan. czyżby? no nie, przecież są też inne starty. nawet ich całkiem sporo. spośród nich jedyny miarodajny to połówka Jurajska. ale - z racji ukształtowania terenu nie nadaje się na życiówki, więc nawet nie zamierzam nic planować, a do tego szykuje się trochę wysiłku w tym czasie, to pobiegnę towarzysko. bo super impreza, startuję od pierwszego razu i podoba mi się myśl o zachowaniu ciągłości :)

pozostałe starty to maratony MTB, biegi na orientację, rajdy przygodowe, gdzie nic, oprócz tego, że wszystko może się zdarzyć, nie jest pewne.

i bądź tu mądry znajdź receptę na skuteczny trening? czy w ogóle na jakikolwiek trening? bo z takim planem to wypadało by regularnie stukać kilometry, pracować przede wszystkim nad wytrzymałością i siłą. no jakby nie patrzeć to już jakiś początek. przynajmniej wiem co mi potrzeba. no ale: czy bieganie czy rowerowanie x razy w tygodniu, regularnie, z zachowaniem pewnego rocznego porządku obciążenia to już trening czy jeszcze tylko uprawianie sportu, ćwiczenia? a może tylko zabawa? gdzie leży granica? lepiej czuje się moja świadomość, gdy "trenuję". jakaś taka mocniejsza się czuję, niż tylko po "zabawie". z drugiej jednak strony, bieganie i rower to wciąż przede wszystkim dobra zabawa. i niech tak zostanie.

jak to wpleść w trening?

nie miała baba kłopotu to se kupiła rower.

nie byłoby najmniejszego problemu, gdybym skoncentrowała sie na bieganiu. są ścieżki Nike, rewelacyjnie prowadzone przez trenerów, ułożone zgodnie z pływami sezonów. postępy dzieją się same. ale ... no właśnie. są naprawdę ciężkie. niby nikt z batem nie stoi, ale jak komu zależy to może się zmęczyć zwyczajnie przykładając się do ćwiczeń. a że stworzyła się dość zgrana i stała grupa uczestników, to i trenerzy mogą coś zaplanować i tym samym tworzą nam całkiem ambitny program treningowy (np. interwały w lecie, siła i długie wybiegania w zimie).
no ale wypadałoby jeszcze mocniej pokręcić na rowerze. jazda tylko w pierwszym zakresie nie wystarczy do zbudowania formy kolarskiej. i jeszcze doświadczenie w bieganiu przełajowym i górskim. lista się wydłuża. basen kusi. myślę więc sobie: nie wszystko na raz. nie połączę wszystkiego z mocnym planem treningowym fundowanym na ścieżkach. ale z czego zrezygnować? wciąż zbyt krótki staż treningowy nie pozwala mi iść na całość. łapanie wszystkich srok za ogon raczej nie popłaca. pływanie poczeka? jeśli nie zabiorę się za regularne pływanie, mogę zapomnieć o IM2010. a pięknie by było na 30 urodziny strzelić sobie Ironmana. no ale skoro wcześniej nie planuję wystartować w triathlonach, bo mało czasu, bo za dużo..... to czy jest sens łapać się od razu za najdłuższy dystans?

a popływałabym. bo lubię.

mogłabym iść na łatwiznę. zostawić wszystko i tylko biegać. nie byłoby dylematu, wpadałabym na ścieżki, poprawiałabym wyniki.

ale ja nie chodzę na łatwiznę. bo lubię przekraczać granice. lubię sięgać tam, gdzie inni nie chodzą albo ich mało, lubię, gdy dużo się dzieje, gdy jest trochę dziko, gdy jedynym towarzystwem w lesie jest najczęściej skład zespołu, z którym wystartowałam, gdy trasa jest nieoznaczona tasiemkami, gdy sama muszę znaleźć optymalną drogę. lubię, gdy po kilkunastu godzinach zmagań z pogodą, naturą, sprzętem i przede wszystkim sobą, wciąż mam siłę by napierać, zaliczać kolejne punkty i zadania specjalne.

rower i bieganie. oczywiście tylko na razie. no i tak sobie siedzę i myślę, jak to skutecznie połączyć... no nie, siedzieć to ja nie będę. no chyba, że na kolarskim siodełku. i w czasie biegania też da się myśleć :)

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
jacekklosek
06:31
pckmyslowice
06:11
Andrea
01:45
Artur z Błonia
22:44
szalas
22:40
jacek50
22:29
Piotr100
22:26
manjan
22:17
maratonczyk
22:10
rdz86
22:02
janusz.m
21:59
japaszk
21:57
maleńka26
21:46
benfika
21:42
Pawel63
21:32
damiano88
21:27
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |