2012-09-27
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| W poszukiwaniu pięciu minut (czytano: 806 razy)

Ponoć gdy się jest naprawdę zmęczonym, nie da się spać. Tak jest teraz ze mną, po środowym bieganiu na stadionie. Przeprosiłem się z nim po półrocznej przerwie. Regularne bieganie kółek by mnie nudziło, ale raz na jakiś czas jest całkiem znośne. Tym razem zależało mi na 14 kilometrach poniżej 5 minut na kilometr, a na bieżni łatwo kontrolować tempo.
Wyszło 14 średnio po 4:53, a z rozgrzewką i schłodzeniem połówka. Biegam bez pulsometru, ale to był chyba II zakres – nie leciałem na maksa, po drodze nawet zamieniłem kilka zdań ze znajomym trenerem czwartoligowych piłkarzy, którzy trenowali na murawie. Zmęczenie tym biegiem przyszło dopiero teraz.
To kolejny znak, po półmaratonie w Usti, że w Poznaniu mogę walczyć o zejście poniżej 3:40. Intuicyjnie na tyle się zresztą oceniam. Chciałbym atakować życiówkę, ale brakuje mi tych czterech-pięciu minut. To znaczy brakuje mi wiary, że mnie stać na taki bieg – na 3:33. Tę wiarę można by budować na jakichś przesłankach, ale te moje są za słabe na taki wynik.
Cały rok bez ataku na życiówkę... Jakoś mi się to nie podoba. Jeszcze 17 dni. Gdzie znaleźć te cztery minuty? Co ja mogę jeszcze zrobić? Nie zajechać się – to raz. Dlatego w niedzielę nie będę robić szybkiej trzydziestki na asfalcie, jak zamierzałem, ale luźną w Górach Izerskich. Po tej szybkiej połówce na stadionie tak będzie lepiej. Nie ma się co zajeżdżać.
Po drugie – w tygodniu maratońskim nie przepracowywać się. W przedmaratoński piątek najlepiej wziąć wolne, wyłączyć komórkę i nic nie robić.
Po trzecie – poprosić siłę wyższą, kimkolwiek by ona nie była, by 14 października w Poznaniu było 5-7 stopni. Słaby wiatr może być, dla orzeźwienia.
I tyle. Ech... Co tu więcej gadać. Już nie mogę się doczekać!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu beczkowy (2012-09-27,01:26): W tej modnej indiańskiej książce o bieganiu było kilka zdań o takim dziadku, który gdzieś tam poleciał do swojego kumpla mieszkającego kupę kilometrów dalej (nie mam pod ręką egzemplarza, więc trochę improwizuję). Dziadek był mocno wiekowy, odległość naprawdę imponująca, ale on poleciał bo nikt mu nie powiedział, że nie powinien...
Więc bądź jak ten dziadek i po prostu biegnij nie oglądając się na przesłanki. Umówmy się, że nikt Ci nie powiedział że nie jesteś w stanie rozpykać tego maratonu w 3:33 :) kokrobite (2012-09-27,07:35): Świetna przypowieść :-) Najgorzej to samemu budować przed sobą bariery. Z drugiej strony, szarże na kucykach na czołgi kończą się wiadomo jak. Tr (2012-09-27,07:38): Nie lubię tego późnego zmęczenia. W moim przypadku to zawsze oznacza kłopoty. Ale Ty to Ty. Trzymam mocno kciuki żeby Ci się poleciało zgodnie z oczekiwaniami. kokrobite (2012-09-27,09:41): Zmęczenie było i minęło :-) Za kciuki dziękuję! kokrobite (2012-09-27,11:38): Taki przelicznik już zupełnie mnie pozbawia złudzeń :-) Bo wychodzi z niego 3:44. Ale na szczęście ostatnio do mnie miał zastosowanie przelicznik 2 razy czas ostatniej połówki plus 7-8 minut. Panowie po czterdziestce potrzebują czasu, żeby się rozkręcić ;-)) Dziękuję za pomysł na trening.
|