2009-04-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 3 cytryny (czytano: 223 razy)

Ten tydzień kończę nieźle zakatarzony :( ale może jeszcze dzień dwa i mi przejdzie, oby.
A wracając do wyjazdu, to było fajnie, choć nie obyło się bez przygód.
Najpierw wsiadłem do pociągu, który podjechał na peron a potem odjechał sobie na bocznice, i z bocznicy musiałem biegiem lecieć na właściwy pociąg, ale spoko zdarzyłem. Następnie okazało się ze nie mam podstemplowanej legitymacji bo jest do 31 marca a jest przecież 2 kwiecień, musiałem tylko dopłacić do normalnego biletu i tyle. W warszawie byłem umówiony z Pawłem na dworcu i na szczęście opóźnienie pociągu nie było z byt duże i zdarzyłem. Razem pojechaliśmy na miejsce spotkania Urban Running w Warszawie rozmawiając po drodze :) , po jakichś 7-8 km zwiedzania Warszawy okazało się, że Paweł jedzie w tą samą stronę co ja i zawiózł mnie pod samo biuro zawodów, gdzie odbywała się weryfikacja na Mistrzostwa Polski w ergometrach wioślarskich (i za to jeszcze raz wielkie dzięki Paweł ;) ). Niestety na miejscu okazało się, że nocleg mamy na Wacie a dotarcie tam z Banacha zajęło nam ponad godzinę, wszyscy byli już umęczeni i śpiący, ale daliśmy rade iść do nocnego, po izotoniki i słodycze ;). Ten nocny to swoją drogą też blisko nie był, ale droga z dwiema kobietami jakoś szybko upłynęła mi i nie była męcząca, wiec nie marudziłem :). Szybka odprawa i kolejne w sumie niezbyt miłe wieści, okazał o się że ważenie jest od 8 do 10 a wyjazd na wage mamy 7:30 czyli trzeba wstać bardzo wcześnie buuu, chyba nikomu z nas, tzn z osób w wadze lekkiej sie to nie spodobało, ale trudno co zrobić. Zawody odbywały się na Banacha w Sali UW , niestety sama okazała sie właściwie wielkim namiotem, który w taką piękną pogodę jak wczoraj i przy takiej ilości osób nagrzewał się z każdą chwilą, zwłaszcza, że emocji nie brakowało. Po ważeniu, ustalono serie. Jako pierwsze jechały dziewczyny z wagi lekkiej i normalnej, więc już nam się adrenalina udzieliła bo dopingowaliśmy je wszystkie, co troszkę trwało:). Gdy kobiety skończyły rywalizację, my weszliśmy na arenę, chodź wejście to było bardzo wolne. Ja z Józkiem jechałem w jednej serii, 13, której start zaplanowany został na 15:30, a zaznaczam ze byliśmy tam chwile po 8 , więc czekaliśmy ponad 6 godzin na to żeby walczyć ciut więcej niż 3 minuty. Nie dość, że byłem podziębiony od poniedziałku, to jeszcze ta duchota i gorąc panujący w hali nie pomagał w niczym, czułem się fatalnie bo nie wziąłem w czwartek i piątek nic co miało by mi pomóc w przeziębieniu :/ . Wyszło z tego 3:18,1 a więc życiówka poprawiona o 0.5 sekundy, 18 miejsce w Politechnikach wagi lekkiej, i 52 w ogóle w wadze lekkiej, jak na zerowy trening to chyba całkiem niezły występ :) , reszta osób też dała z siebie wszystko, nie mam pojęcia którzy byliśmy drużynowo, ale było dobrze. Po szybkim obiadku i drodze na pociąg strasznie umierałem, myślałem ze mi głowa pęknie. Jestem podziębiony i to całkiem solidnie :( .
A dziś wypiłem sok z 3 cytryn co ma mi pomóc :D oby , bo jutro trening
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |