2009-03-26
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Sen o połówce (czytano: 149 razy)

Dziwny sen o półmaratonie mi się trafił. Półmaraton ów miał linię startu w Parku Sowińskiego na warszawskiej Woli. W śnie tym jestem w domu rodziców około kilometra od parku, zostało kilka minut do startu a ja mam sznurówki totalnie posupłowane /chyba nie ma takiego słowa ale co tam/ i próbuje je jakoś rozsupłać przed włożeniem na nogi. Nade mną stoi koleżanka /z którą notabene biegłem swój pierwszy półmaraton/ i pogania: „pospiesz się, nie zdążymy”. Po chwili patrzę że te buty które chcę „rozsupłać” to są te stare które miałem już dawno wyrzucić. Zmarnowałem mnóstwo czasu, wściekły rzucam się więc do szafy i wyjmuję te właściwe, a w nich sznurówki w jeszcze większych węzłach. Zaczynam z nimi robić porządek a tu niecała minuta do startu, który jest kilometr od domu. Mówię do koleżanki: „nie martw się, i tak liczy się czas netto” i dalej plączę się w sznurówkach. I w tym momencie sen się rozmywa. Może dziś będzie ciąg dalszy:)
Sny się zmieniają. W zamierzchłych czasach, w podstawówce, śniłem głównie o braku możliwości ucieczki np. przed sforą zdziczałych zwierząt. Pod nogami nie ma tarcia, albo lepią się do podłoża. Mam blisko do schronienia, ale nie zdążę, dopadną mnie.
Teraz prawie w ogóle nie mam snów. A jak już się trafił, to taki gdzie muszę zdążyć, muszę gonić.
Tak czy owak, w moich snach różne rzeczy mi przeszkadzają, a najbardziej czas, którego nie mogę zatrzymać. Jak w życiu.
Mam nadzieję że zdążę na start w niedzielę ;)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |