2008-02-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| I znowu Łosiowe (czytano: 83 razy)

Po dwóch tygodniach przerwy znowu byliśmy w niedzielę na Łosiowych Błotach. Ruszyliśmy o 7.00 w dwadzieścia nóg. Marek przyjechał ze swoimi sukami Filo i Pulką, a ja z Szarą i Nuką. Wszystkie psy były upięte i bardzo dobrze, bo za Dmuchawcem koło Babic spotkaliśmy sarnę. Jakby Filo i Pulka były luzem, to pognałyby za dzikim zwierzem z pewnością. Krótki przystanek na pomoście, pod którym pomiędzy deskami (miejscami już zbutwiałymi, albo nadłamanymi) a lustrem wody było tylko kilka centymetrów prześwitu. Dotarliśmy na stadion, na którym Marek z psami się odłączył (rodzinne, niedzielne śniadanie) a dołączyli Mbucz i Dargch. Ja zostawiłem sobie Nukę, której zaczynanie kolejnego kółka wyraźnie się nie podobało i zostawała z tyłu. Z Szarą pobiegł Mbucz. Przed pomostem dogonił nas jeszcze jeden biegacz, który towarzyszył nam do końca pętli. Rozmawiając z Mbuczem dowiedziałem się, że jest on synem znanego mi kartografa, pracownika Polibudy. Ale ten świat jest mały. Tym razem popas przy pomoście ograniczył się do wodopoju dla psów. Za Radiową w ramach ożywienia znudzonych czworonogów pobiegliśmy innym niż za pierwszym razem wariantem, a przy poligonie zaliczyliśmy Monte Cassino. Jak dotarliśmy koło 9.00 do stadionu WAT, to właśnie zaczynały się przygotowania do kolejnego biegu cyklu ZIMNAR, który sobie odpuściłem i wróciłem do domu. Na kolejną pętlę wyruszyli już bez psów Dargch i Mbucz.
Bilans tygodnia: 5 dni biegowych, 80 km w poziomie i 1 km w pionie. Najintensywniej od jesieni. :-).
Za tydzień Wiązowna.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |