Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [41]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
jang
Pamiętnik internetowy
Pamiętnik biegowy (ku pamięci a statystyce)

Jan Goleń
Urodzony: 13-0--6-
Miejsce zamieszkania: Warszawa
140 / 216


2008-02-14

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Plany na najbliższe miesiące (czytano: 97 razy)



Powoli krystalizują się plany startowe na pierwszą połowę roku 2008. Z grubsza wyglądają tak, jeśli chodzi o starty na dystansie przynajmniej półmaratonu:

Wiązowna
Półmaraton (?) Kabacki (16 marca)
Półmaraton Warszawski
Dębno (13 kwietnia)
Hajnówka
Rzeźnik (koniec maja)
Dymno (czerwiec)

Czyli bieganie z narastającym dystansem. I co dwa tygodnie dłuższy start. Jeszcze wielką niewiadomą jest Rzeźnik, bo on wymaga przyzwoitych przygotowań. Trzeba zmienić dotychczasowy tryb treningów, ograniczający się do biegania tylko w soboty i niedziele. No i ostatnio trochę się udaje: w zeszłym tygodniu udało się wyrwać na wtorkowe łosiowanie (to z dzikami), a dziś, czyli w czwartek, na wieczorne podbiegi na Górę Moczydłowską.

A dziś było tak. Upichciwszy dzieciakom obiad, z różnymi stresami po drodze (bo Szymka bardzo bolała głowa i był marudny, strasznie kłócił się z Zośką i ze mną) około 19.30 zostawiłem progeniturę i z Szarą ruszyłem na wieczorny trening. Pogoda się obraca, lodowaty wiatr wieje z północy, niebo się rozpogadza, idzie mróz. Łysy świecił nieźle przez rzadkie chmury. W żołądku się telepie niedawny posiłek. Rozgrzewkowy bieg do siłowni pod chmurką w Parku Szymańskiego, tam kilka ćwiczeń i bieg wzdłuż Prymasa Tysiąclecia do Góry Moczydłowskiej. Najpierw rundka żwirową pętelką na stoku góry od strony Trasy Toruńskiej. Ciemno, cholera. Tam puściłem psa luzem, potem obiegłem górę i zaatakowałem ją od strony knajpy przy Czorsztyńskiej, czyli tam, gdzie dziesiąt lat temu była dolna stacja wyciągu orczykowego. Zostało po nim oświetlenie stoku. Dziesięć razy podbiegałem, za każdym razem pokonując różnicę w pionie około 30 m, w górę tyle i w dół tyle. Pierwsze pięć podbiegów było pod górę na wprost i zbieg łagodniejszym półksiężycem. Kolejne cztery odwrotnie. Ostatni podbieg na wprost i zbieg na wprost. Pod koniec dołączył jeszcze jeden biegacz, który też wolał wariant w obie strony prosto. Szara zasuwała obok luzem w świecącej obroży, bawiąc się z wyprowadzanymi na spacer na górę owczarkami niemieckimi. Na koniec obiegliśmy park na Moczydle, porozciągałem się też i poćwiczyłem na siłowni pod chmurką. W sumie półtorej godziny treningu, może w sumie ze 12 km, może trochę mniej. Zdecydowanie efektywniejszy trening niż wtorkowe czy czwartkowe łosiowanie.

Fajnie było, teraz do wanny. Tylko dzieciarnia trochę wcześniej krwi napsuła. I Anka mnie ochrzaniła, że dałem dzieciakowi na ból głowy polopirynę zamiast panadolu. Walentynki, kurde bele (ale pięć tulipanów na nią czekało).

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
kostekmar
07:38
GriszaW70
07:38
mariuszkurlej1968@gmail.c
07:35
Stonechip
07:20
42.195
07:20
Januszz
07:14
Wojciech
07:13
platat
07:02
jaro109
06:45
jacekklosek
06:31
pckmyslowice
06:11
Andrea
01:45
Artur z Błonia
22:44
szalas
22:40
jacek50
22:29
Piotr100
22:26
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |