2010-06-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Życiówka na treningu (czytano: 402 razy)

Nie wiem, jak to wyjaśnić... Po prostu ogień w nogach. A do tego żelazne płuca :)
W sobotę miałem zrobić drugi zakres. Zazwyczaj biegam po około 5:12/km, ale że po nieudanym maratonie czułem cały czas rozpierającą mnie energię, postanowiłem spróbować po 5:00. Chcę w najbliższym czasie zaatakować 50 minut na dychę, to czemu nie spróbować ile uciągnę to tempo w drugim zakresie. Oczywiście gdyby tętno uciekało wyżej zwalniam.
No i pobiegłem. Zrobiłem całość. Wynik 49:44. Życiówka pobita o ponad 2 minuty. Ale to jest nic. Wiadomością dnia jest to, że... właściwie nie wyszedłem z pierwszego zakresu! Chyba czas pomyśleć o oddaniu Garmina na gwarancję... Trzeba będzie spróbować to powtórzyć i jeśli ten wynik przy podobnym tętnie będzie powtarzalny, to już się boję co mi Tomek każe dalej biegać...
Wczoraj jeszcze poprawiłem wybieganiem 21km po 5:44/km, czyli też szybciej niż zwykle. Prawie tempo maratonu... Ech... A pogoda oczywiście szydzi. W zeszłą niedzielę rzeź, a wczoraj pogoda maratońska...
Reasumując - weekend był biegowo szokujący. Pozytywnie. Zobaczymy co będzie się działo dalej. Dziś porozmawiam z Tomkiem, ale myślę, że zgodzi się, że dopóki podobne rezultaty nie powtórzą się kilkakrotnie nie będziemy nic zmieniać w treningu.
Biegnę. Cały czas do przodu i cały czas coraz szybciej. Będą życiówki na jesień, oj będą!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Rufi (2010-06-14,10:19): jeszcze jestem w szoku :-)
|