2012-12-16
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Bieg Mikołajkowy (czytano: 382 razy)

W sobotę uczestniczyłem w biegu Mikołajkowym na 10km, organizowanym na Wojnowie przez grupę moich znajomych.
Zastanawiałem się, czy w ogóle mój udział ma sens, a to z tej przyczyny, że z piątku na sobotę siedziałem w kinie na maratonie filmowym, no i nie miałem czasu spać, nie czułem się najlepiej.
Ale wróciłem do domu, zjadłem coś, wziąłem sprzęt i pojechałem na miejsce. W tramwaju prawie przysnąłem, z letargu wybudził mnie Artur, który właśnie wsiadł. Ogólnie nie było ze mną dobrze, podtrzymywała mnie przy życiu czerwona herbata.
Pogoda była przystępna, powyżej zera, postanowiłem startować na krótko. I nie robić rozgrzewki, nie miałem siły na to.
Na krótko przed startem przebrałem się, stanąłem w szeregu i po sygnale na start, z dzikim rykiem ruszyłem.
Jak to po starcie, całe napięcie i odczucie zmęczenia ze mnie uszło, od razu zacząłem biec za Benkiem, organizatorem, trzymałem się go krótko, w końcu zna trasę, no i tempo nadawał odpowiednie. Pierwszy km po 3:25, za szybko, potem spowolniliśmy, trasa stała się naprawdę uciążliwa, rozmoknięty gruby śnieg, i wąsko, dlatego nawet nie myślałem o wyprzedzaniu, trzymałem się swojej drugiej pozycji, śmiesznie się jakoś biegło, czułem że nie biegnę na maksa, ale co innego twierdziły moje płuca, które od samego początku wydawała niepokojące odgłosy, jakby miały się rozpaść. I tak leciałem za Beniaminem do 9km, kiedy to wyprzedziło mnie dwóch zawodników, którzy biegli zaraz za mną. No też przyśpieszyłem, bo Benek zaczął mi uciekać, a 4te miejsce to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Chyba pozwolił mi wygrać, bo nie próbował mnie gonić, wpadłem na metę jako trzeci, z 5cio sekundową stratą do zwycięzcy i 1s do drugiego miejsca. Końcówka rozstrzygnęła wszystko, chyba nikt nie biegł na maks swoich możliwości.
Wynik, 37:33, nie tak źle, to 5ty wynik na 10 km na 17 w mojej karierze, 3ci w tym roku.
Chyba dobrze że się pojawiłem, coś tam sobie udowodniłem, że sen nie jest taki ważny, chociaż startowanie w zawodach po 29 i pół godzinach niespania zakrawa o robienie sobie krzywdy. Ale co to jest w porównaniu do biegów 48h, gdzie ludzie potrafią dłużej nie spać.
Wróciłem do domu, i do łóżka. byłem strasznie padnięty, wstałem po 4h, jakoś tak wyszło. Ale z soboty na niedzielę zaliczyłem 10h spanie, jak prawie nigdy :)
No a teraz lulu :)
A za tydzień 15stka w Strzelcach, trzeba poprawić czas.
Na zdjęciu ciekawe "podium" z tego biegu
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Marysieńka (2012-12-17,07:35): Faktycznie...podium całkiem fajne...gratuluję zdobycia 3 miejsca:))
|