2012-11-26
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Tropiciel 9 (czytano: 400 razy)

Z pi±tku na sobotę byli¶my na dziewi±tej edycji rajdu przygodowego na orientację Tropiciel.
W mocnym składzie, Ada, Piotrek, Daniel i ja.
Mieli¶my to wygrać, bo nie przywykli¶my do zbierania drużyny w żadnym innym celu. Poza tym konkurencja była w większo¶ci niebiegowa, w końcu to rajd pieszy.
Do Twardogóry przyjechali¶my na tyle wcze¶nie, że zd±żyli¶my spokojnie odebrać kartę startow±. Pogoda była ciekawa, około 5 stopni celsjusza i mgła, gęsta jak mleko.
Wyróżniali¶my się w¶ród większo¶ci uczestników strojem i ilo¶ci± ekwipunku( strój biegowy i lekki, a z fantów to mieli¶my tylko 2 plecaczki z wod±, izotonikiem i przek±skami).
Start o 19:05. Od razu się zgubili¶my i wpadli¶my w panikę, zamiast lecieć prosto drog±, która nie była zła, przebili¶my się przez bagna i płoty na główn± drogę. Potem już bez przeszkód dotarli¶my do pierwszego punktu - T.
Na miejscu bzdurne przeczołgiwanie się w jakiej¶ ziemiance, no to na wstępie się pobrudziłem jak prosiak.
Do drugiego punktu R dotarli¶my jak po nitce, zero problemów. Z punktem C były kłopoty, nie mam pojęcia jak dużo nadłożyli¶my drogi, ale ja w tym ciemnym lesie, nie wiedz±c gdzie jestem, byłem zestresowany jak nigdy :)
Wbiegli¶my w zł± ¶cieżkę, i po długim biegu błotnist± drog± w gł±b lasu uznali¶my że się zgubili¶my, ale jako¶ trafili¶my. Zadanie - wci±gn±ć kogo¶ na drzewo, gdzie był dziurkacz do karty.
Do punktu X dotarli¶my bez problemów, dalej punkt E, na drodze do którego spotkali¶my pierwszych zawodników pokonuj±cych trasę w odwrotnym kierunku. Biegli.
Po drodze do tego punktu wpadłem do strumyczka, bo z głupoty nie chciało mi się szukać dłuższej drogi. A skaczę słabo.
Punkt L bez problemów, I prawie też, z wyj±tkiem krótkiego przedzierania się przez las.
Punkt P i F bez problemów, na P była strzelnica, na krórej stracili¶my 10 minut, i drugie miejsce.
Do Z biegło się doskonale, aż do momentu jak droga się urwała i wpadli¶my w jakie¶ bagna. Potem nast±piło przedzieranie się przez pola, które nieĽle dało w ko¶ć.
Do punktu Y prawie bez pudła, poza przedzieraniem się przez płot na cmentarzu. I teraz do mety, do bazy biegu. Patrzenia na mapę za dużo nie było, nie wiedzieli¶my gdzie biegniemy, ale biegli¶my dobrze. I wreszcie koniec, mi było nadal mało, tempo nie było dla mnie męcz±ce, ale i tak byłem wykończony, sam± ilo¶ci± kmów, nigdy tyle nie przebiegłem w jeden dzień.
Na miejscu się wyk±pali¶my, zjedli¶my całe żarcie, przespali¶my kilka godzin i nie czekaj±c na zakończenie imprezy pojechali¶my do Wrocławia, zabieraj±c ze sob± tytuł Tropiciela i marne 3cie miejsce.
Jednak takie rajdy mi nie leż±, nie lubię bzdurnych zadań, ale sam bieg na orientację mi pasuje. Za rok startuję tam znowu, tym razem trzeba wygrać!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |