2011-06-21
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Warsaw Track Cup (czytano: 974 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.sciezki-biegowe.pl/nasze-imprezy-2/warsaw-track-cup/

Zwieńczeniem moich stadionowych treningów szybkościowych miał być dzisiejszy start na 3000 metrów w Warsaw Track Cup. Impreza bardzo ciekawa, innowacyjna i wyjątkowa bo odbywająca się na stadionie. Do tego bardzo ładnym bo na Warszawskiej Agrykoli. Do wyboru trzy dystanse: 1000, 1500 i 3000 metrów. Biegi odbywające się w seriach po około 20 zawodników. Super!
Do Warszawy ruszyliśmy z Karoliną po południu bo nasze serie zaplanowane były na 19.30 i 19.50. W stolicy byliśmy punktualnie o godzinie otwarcia biura zawodów czyli o 18.30. Organizatorami zawodów był mój brat Mariusz i grupa naszych znajomych, więc nie będę pisał jaka była organizacja bo na pewno nie byłbym obiektywny:) Ale moim zdaniem wszystko było profesjonalnie zorganizowane.
Po rozgrzewce o 19.30 ruszyła do boju Karolina. Dużo ją ten bieg sił kosztował, ale ukończyła z niezłym czasem 12:27.
Przyszła kolej na mnie. W mojej serii biegł kolega Łukasz Kalaszczyński z, którym umówiłem się na współpracę. Miałem poprowadzić pierwsze 500 m w tempie 3’03”/km, a później Łukasz miał prowadzić w dalszej części dystansu. Warunki do biegu mieliśmy idealne, więc można było powalczyć o dobry wynik.
Ruszyliśmy!
Na pierwszym wirażu wyszedłem na prowadzenie. Czułem luz i nawet nie przypuszczałem że biegnę za szybko, ale na 200-setnym metrze okazało się że jest o 3 sekundy za mocno. Lekko zwolniłem ale chyba nie tyle co powinienem. Na 500-setce Łukasz zmienił mnie na prowadzeniu. Później wyprzedziło mnie jeszcze dwóch zawodników. Biegłem za nimi. Biegło się w sumie nie najgorzej, ale gdy usłyszałem na kilometrze jaki mamy czas trochę się przestraszyłem bo było bardzo szybko 2:57. Aż o 6 sekund za szybko. Oznaczało to tylko tyle że albo będzie super wynik albo wielka klapa…
Na tak szybkie bieganie nie byłem przygotowany i niestety było to drugie. Zapłaciłem za to zbyt intensywne tempo na kolejnych okrążeniach. Problemy zaczęły się na 3 okrążenia do mety. Grupa uciekła, a ja coraz bardziej cierpiałem. Dwa ostatnie kółka chciałbym wymazać z pamięci. Dotruchctałem jakoś do mety z czasem 9:31.58.
Fajny bieg, ale taktycznie w moim wykonaniu beznadziejny. Jednak dla mnie stadion dalej nie jest naturalnym środowiskiem, ale w sobotę będzie asfalt i tam powinien się już czuć jak ryba w wodzie. Kolejne starty się zbliżają, a wnioski z tej trójki muszę wyciągnąć i wykorzystać w przyszłości.
A narazie trzeba się cieszyć bo była nowa życiówka, bo na 3 km dotychczas jeszcze nie biegałem:)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Master Piernik (2011-06-22,11:58): Gratuluję życiówki ! Jak czytałem Twój wpis od razu przypomniał mi się mój pierwszy start na 3000m w Białej Podlasce podczas MP AZS-ów w 2010 roku, identyczna sytuacja zacząłem bardzo mocno-tak jak Ty nie byłem przygotowany na tak szybki bieg i zakończyłem z wynikiem 9:33 z groszem... W sobotę się pościgamy :) Do zobaczenia !
|