2010-05-28
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Tam i ... ??? (czytano: 239 razy)

Młody samuraj wyruszył do boju. Ufny w swe siły, pewny sprawności swego ciała i mocy ducha. Katana i wakizashi (krótki miecz) za pasem, w dłoni naginata (halabarda). Twarz skrywało mempo (maska na twarz) tuż pod hełmem. Czarna zbroja skrywała jego ciało i serce, tyleż odważne co szalone. Taki do boju ruszył Tatsu.
Pewnym krokiem ruszył w stronę największego starcia. Wiedział, że będzie to dla niego olbrzymie wyzwanie, ufał jednak sobie, swojej niezłomnej woli walki i zwycięstwa, swojej wiernej naginacie i duchowi swojej katany.
Pierwszy przeciwnik ledwie zauważył błysk jego naginaty i padł. Tatsu krążył wokół największego skupiska wojowników i powoli z rozmysłem atakował kolejnych przeciwników. Wszystko szło zgodnie z jego planem. Walka sprawiała mu olbrzymią przyjemność. Czuł buzującą krew, szaleństwo, które czaiło się w jego oczach – wszystko jednak miał pod kontrolą, a jego ruchy były perfekcyjne – nikt nie mógł im sprostać. Delektował się tym stanem.
Kami (bogowie) jednak wystawili go na większą próbę. Nagle zaszarżował na niego samuraj w szkarłatnej zbroi na pięknym rumaku uzbrojony w yari (włócznia). Tatsu mimo przerażających okrzyków przeciwnika zachował zimną krew. Serce pełne mocy i odwagi powstrzymało strach, nie pozwoliło też na niekontrolowany wybuch bojowej furii. Kilka sprawnych ruchów i cięć zsynchronizowanych zabójczo i na swój sposób pięknych – wróg spadł z konia pokonany.
O ile przed wkroczeniem do walki Tatsu miał wątpliwości i obawy, po pokonaniu tego przeciwnika pozbył się ich. To go zgubiło. Wkroczył w sam środek potyczki, jego ruchy stały się niedbałe i zbyt pewne siebie. On sam sprzeniewierzył się taktyce jaką przyjął przed walką. Coraz więcej ciosów wrogów trafiało w jego zbroję i hełm. On jednak pozwolił ponieść się buzującej krwi i szaleństwu walki. Walczył najlepiej jak umiał zabijając każdego napotkanego wroga.
Jego szaleństwo wyzwoliło demona w nim drzemiącego – demona którego nie był w stanie okiełznać – potężnego i dzikiego. Demon powstał w jego głębi więc walka między nim, a Tatsu była piękna – przeciwnicy zsynchronizowali się, a walka wyglądała jak fascynujący taniec – taniec śmierci. Bitwa się już zakończyła został tylko zabójczy pojedynek pomiędzy Tatsu a jego demonem. Nagle demon znikł.
Tatsu pogruchotany, ale szczęśliwy stał patrząc w miejsce, gdzie przed chwilą zniknął demon. Wiedział, że wróci i miał mocne postanowienie zapanowania nad nim. Wspierał się o złamaną naginatę, z dłonią na katanie patrzył przed siebie pewny, że następny pojedynek zwycięży.
Nagle poczuł cios w serce.
Rozejrzał się – nie znalazł jego sprawcy.
Naginata wypadła mu z ręki, osunął się na kolana.
Nie rozumiał co się stało.
Jego ciało jakby rozpadało się od środka.
Przecież walczył, wprawdzie uległ szałowi bojowemu budząc demona, ale jakoś z tego wybrnął był gotów znów stawić mu czoła. Czy będzie mu to dane? Chciałby. Klęcząc jednak wśród pokonanych wrogów krwawiąc z ran zadanych niewiadomo skąd i jak, nie miał pewności czy będzie mu dane znów stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem.
Oczy zasnuwała mgła, a serce pękało jako jedna z pierwszych części ciała w niepewności i żalu, że nie będzie mu dane więcej poczuć drzewca naginaty, zapachu przelanej krwi i wspaniałego uczucia okiełznania swego ciała i emocji podczas boju.
Świadomość go opuszczała powoli aczkolwiek nieuchronnie, z kolan padł na twarz zdzierając z twarzy mempo utrudniające oddychanie. Jego twarz wyrażała ból i cierpienie, oraz coś jeszcze – coś jakby zaskoczenie.
Wiedział, że popełnił błąd, że to on uwolnił z mroków swojej duszy tego demona który teraz niewiadomo co robił. Nie wiedział tylko co się stało, że leży teraz bezradny wśród pokonanych przez siebie wrogów zdruzgotany i bezsil...
HITSUJI ?!!!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Magda (2010-06-03,23:59): ai no kusabi . . . .
|