Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [37]  PRZYJAC. [39]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Sheng2
Pamiętnik internetowy
Od Zera do ... ???

Tomek Stęclik
Urodzony: 1976-09-12
Miejsce zamieszkania: Katowice
64 / 132


2010-05-04

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Silesia Marathon (czytano: 267 razy)



No i po maratonie. Tym razem my¶lę, że nie dałem się pokonać maratonowi, ale i ja jego nie pokonałem. Oczywi¶cie maraton mnie zmasakrował, ale dzięki sprytnej taktyce nie dałem się. Taktyka była prosta i opierała się na fakcie, że na żaden czas nie umiałbym pobiec równo. W zwi±zku z powyższym na starcie ustawiłem się pomiędzy balonikami na 4:45 a 5:00. Oczywi¶cie nie zamierzałem biec na ten czas – planowałem dobiec do mety w limicie i nie być ostatnim. Po krótkich przekomarzankach z Magd± na starcie, ruszyli¶my.

Biegło mi się wy¶mienicie. Pół maratonu zrobiłem pomiędzy wyżej wymienionymi balonikami. Trzecie kółeczko to już była mała klęska. Łydki coraz mocniej dawały znać o sobie. W międzyczasie dogoniłem Magdę. Przez pewien czas wyprzedzali¶my się wzajemnie, lub biegli¶my albo raczej truchtali¶my razem. Mnie dogoniły w końcu baloniki na 5 h kilka chwil z nimi biegłem niestety coraz bardziej nogi dawały znać o sobie. Mimo zachęt jednego z balonikowych odpu¶ciłem t± grupę. Go¶ć nie wiedział, że 5 h w maratonie jest zupełnie poza moim zasięgiem. W końcu padły kolana, a łydki łupały żywym ogniem, w głownie tętniło, a każdy krok truchtu to wysiłek ponad miarę. Maraton my¶lał, że mnie pokonał. Tu się mylił – pierwsze 2 kółka prze¶migałem w takim tempie, że kiedy padłem koło 30 – 32 km miałem taki zapas czasu, że szybkim marszem mogłem doj¶ć do mety w limicie. Przez kilka kilometrów jeszcze próbowałem biec. Pod górki maszerowałem, z górek truchtałem. W końcu odpadłem, został mi marsz. Szedłem w tempie 10 min/km. Przez większ± czę¶ć ostatniego kółka my¶lałem, że jestem ostatni. Jakież było moje zdziwienie kiedy ok. 41 km dogonił mnie pewien starszy biegacz z Łodzi. Też maszerował – tyle, że szybciej ode mnie. Podpi±łem się do niego i razem szybkim marszem, chodnikami, podażali¶my do mety. Chodnikami ponieważ jako zaginieni w akcji nie zostali¶my wzięci pod uwagę i puszczono na trasę auta. Poradzili¶my sobie, on nadawał tempo, ja wybierałem chodniki tak, by jak najmniej przechodzić przez ulicę. Ostatnia prosta i w końcu meta, a tam czekała Ola i Julcia oraz moja Sempai. Bardzo się ucieszyłem na ich widok.
Ten maraton spokojnie mogę uznać za udany. Dał mi jednak do zrozumienia, że bez lepszego przygotowania nie mam czego szukać na tym dystansie. Czy wykorzystam t± wiedzę – niewiem zobaczymy.

Chciałbym tu podziękować dzieciom i młodzieży która dopingowała nas na trasie - to był doping daj±cy skrzydła szczególnie ten od ekipy koło jakiej¶ szkoły.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Gerhard (2010-05-04,17:46): Szczerzę podziwiam determinację.







 Ostatnio zalogowani
Andrea
01:45
Artur z Błonia
22:44
szalas
22:40
jacek50
22:29
Piotr100
22:26
manjan
22:17
maratonczyk
22:10
rdz86
22:02
janusz.m
21:59
japaszk
21:57
maleńka26
21:46
benfika
21:42
Pawel63
21:32
damiano88
21:27
lisu
21:24
Andrew67
21:20
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |