Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [16]  PRZYJAC. [32]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
ineczka16
Pamiętnik internetowy
Raz - nie wciąż, dwa razy - nie zawsze...

Paulina
Urodzony: ----
Miejsce zamieszkania: Poznań
101 / 175


2011-12-15

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
klucze (czytano: 3753 razy)

 

Z jakieś 10-15 lat temu, gdy chodziłam jeszcze do szkoły często "rodzinna starszyzna" powtarzała mi:

"Ucz się, ucz, bo nauka to potężny klucz".

A znajomi dopowiadali:

"A jak zbierzesz dużo kluczy, to zostaniesz... woźnym!"

No i coś w tym jest (hehe). Opiszę teraz sytuację, która miała miejsce wczoraj. Nie jest co prawda związana z bieganiem, ale jest dość zabawna.

W pracy w moim dziale jest nawet spory luz: praca ma być zrobiona i już. A czy to będzie o 7 rano, czy o 18 wieczorem - nie ma większego znaczenia, byle zmieścić się w ustawowych terminach. W związku z tym, każdy z mojego działu ma swój komplet kluczy i przychodzi/wychodzi jak mu się podoba.

Ja lubię chodzić na 7 rano - jest luz w MPK i w miarę jeszcze się jakoś jedzie. Potem jest już tylko gorzej, aż do ok. 9.30... Ale dla mnie to zbyt późna pora na przychodzenie do pracy :) W tym tygodniu było bardzo dużo pracy, idą święta, terminy gonią itp. Zdarzało siedzieć się po 10-12 godzin. We wtorek, po 12 godzinnym wysiłku umysłowym byłam już zmęczona i wychodząc zapomniałam kluczy zabrać. Po prostu zostały na biurku.

Wczoraj pobudka standardowo o 5 (wiem, dla niektórych to nieludzka godzina), wypiłam herbatkę, ubrałam się, umyłam i już miałam wychodzić do pracy, gdy coś mnie "tknęło" i sprawdziłam w torebce czy mam klucze... Nie ma ich! Szybki tok myślenia i poszłam położyć się do łóżka na godzinkę.

Przed przyśnięciem napisałam do kumpeli SMSa, że będę po 8, bo zostawiłam w pracy klucze i nie mam jak wejść. Odpisała mi OK. Około godziny 7 wyszłam z domku i jechałam z tłumem na 8. Ale jakoś tak nie spieszyłam się - puściłam zatłoczony tramwaj, szłam wolno spacerkiem z Głogowskiej/Hetmańskiej na Raszyn (nie czekałam na autobus). Po drodze jeszcze zakupy w piekarni i Biedronce.

Dochodzę o 8.15 pod biuro, a tam stoją 3 osoby. Ucieszyli się na widok mojej czerwonej mikołajowej czapki, że nie będą już marznąć na dworze. A ja wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i mówię: "Zapomniałam kluczy :) i dlatego przyszłam tak jak przyszłam". Miny im zrzedły...

Tak jak wspomniałam w moim dziale każdy przychodzi tak jak mu się podoba. Ale w budynku w którym jest nasz dział, jest jeszcze drugi dział (z kilku w całej naszej firmie). Z tego drugiego działu wszyscy się przyzwyczaili, że przecież ja przychodzę na 7 i o 8 już na 100% jestem, więc nie noszą kluczy. Zresztą oni nie chcą mieć swoich kluczy. Na 10 osób mają 2 komplety + 1 zapasowy w sekretariacie. Wczoraj nie był trzynasty, a zapasowy komplet z sekretariatu "wsiąkł".

No i jak przyszłam (śmiać mi się chciało) stanęłam z nimi pod budynkiem biura i czekałam aż przyjdzie ktoś z kluczami. Po chwili przyjechała koleżanka i zdziwiona patrzy co to za zgromadzenie. No i było już nas 5 osób.

Dzwonię do koleżanki, którą informowałam o braku kluczy o tej 6 rano - gdzie jest, bo my stoimy i czekamy (hihi). A ona mówi, że za 10 minut będzie. Po sekundzie oddzwania: ja też zapomniałam kluczy! No jakaś plaga normalnie! Po drodze do pracy podjechała po koleżankę, która też ma klucze i były dopiero ok. 9 pod biurem.

Co chwila ktoś dochodził z drugiego działu... Około 8.45 stało nas już pod biurem 8 osób (hehe). Każdy oczywiście zdziwiony - a co się stało? Gdy przyjechali koledzy, którzy miesiąc temu przenieśli się z naszego pokoju do innego budynku (ciasno zaczynało się robić) wprosiłam się do nich na herbatkę. Opowiedziałam im całą sytuację - śmiali się bardzo i przyznali mi rację, że drugi dział za bardzo się przyzwyczaił, że Paulina zawsze jest.

Zresztą na początku było tak, że ten drugi dział robił tak, że ten kto ostatni wychodził, to pierwszy przychodził. No a potem to już zawsze była Paulina. Ja im kilka razy sugerowałam, żeby mieli swoje klucze, bo może zdarzyć się dzień, że mnie nie będzie... Ale oni nie słuchali. Jak widać siła przyzwyczajenia jest większa. No i wczoraj dostali nauczkę. Dziś rano na 7 też nie poszłam (z przyczyn zdrowotnych idę na 12 - ciekawe jak dziś weszli...?).

A jaki morał z tej opowiastki? Uczyłam się, uczyłam, studia ukończyłam i... zostałam poranną firmową "woźną"! :)

A na zdjęciu "firmowy klucznik z Notre-Dame" na wakacjach :)

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


ineczka16 (2011-12-15,15:46): No widzisz Wiesiu - tak to już czasem jest :)







 Ostatnio zalogowani
MarasP
15:42
Leonidas1974
15:39
przemcio33
15:29
marcoair
15:27
Raffaello conti
15:02
biegacz54
14:56
czewis3
14:31
mariuszkurlej1968@gmail.c
14:06
mariuszm
13:55
malkon99
13:38
arek82
13:30
aktywny_maciejB
13:13
nikram11
13:10
Paw
13:02
LIPAS
12:54
wejac
12:38
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |