Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [28]  PRZYJAC. [87]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
AgaR.
Pamiętnik internetowy
Kiedy, jak nie teraz...?

Agnieszka
Urodzony: 1980-03-30
Miejsce zamieszkania: Gdynia Miasto z Morza i Marzeń
20 / 106


2008-10-14

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Udało się - 3:59:04 (czytano: 355 razy)

 

9 Maraton Poznań – mój debiut na tym dystansie. Mam tyle emocji w głowie, że nie wiem, czy jestem w stanie przelać to na papier...chyba nie.
Spełniło się marzenie, które siedziało głęboko w głowie od 2 lat.
3 miesiące temu marzenie wyszło z tych głębin, wybrało Poznań i zuchwale przekształciło się w marzenie o złamaniu 4h. I wtedy wszystko nabrało tempa, a mój świat zmienił się...

I tak 11.10.2008 razem z mężem i Sławkiem (który miał być moim pace) wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy na podbój Poznania...
Sobotnie popołudnie minęło ekspresowo, ale mega przyjemnie. Spotkaliśmy się z Wieśkiem, odebraliśmy pakiety, pokręciliśmy się po expo, przy okazji poznałam wiele osób, znanym mi do tej pory tylko wirtualnie... A to „poznawanie się” było czasem dość zaskakujące. Z Maryśką na przykład stałyśmy sobie cierpliwie w kolejce do ubikacji i po kilku minutach pokapowałyśmy się, co i jak, że Ona to Ona, a ja to ja :-)
Później Wiesiu obwiózł nas po trasie – jak się okazało, bardzo mi to pomogło następnego dnia....
A wieczorem teamowe pasta party – suuuuperowa impreza z pyyyycha makaronami :)

Niedzielny poranek był już lekko nerwowy. Po rozgrzewce ustawiliśmy się ze Sławkiem w okolicach tabliczki na 3.15. Przed startem udało się jeszcze spotkać kilku przyjaciół z Grupy Trójmiasto (Valdi i Leszek przyłączyli się do naszej mini grupki) i Piotra, z którym umówiliśmy się na wspólne łamanie 4h. Piotr początkowo planował Galloweya, ale dobrze że przyłączył się do nas :))

Rozpoczęliśmy trochę wolniej, niż zakładał plan - po 5’55” – 5’50”, ale od 3km biegliśmy już równo po 5’40”. Pierwsze kilometry uciekały jeden za drugim – a ja byłam bardzo wzruszona i szczęśliwa...

Przez cały czas mieliśmy też łączność telefoniczną z kolegą z Grupy Trójmiasto – Krzyśkiem, który siedział w Gdańsku przed komputerem i na bieżąco, na naszym biegowym, trójmiejskim forum relacjonował nasze poczynania (żeby nie było – ja nie dzwoniłam, robił to Sławek, który był pace wielofunkcyjnym i genialnym w każdym aspekcie). Dzięki temu wiedziałam, że moja siostra i rodzice dopingują i są duchowo ze mną :)

Na podbiegu na Warszawskiej dogoniła nas oficjalna grupa na 4h – wyprzedzili dość żwawym tempem....aż się nogi rwały, aby pobiec na nimi, ale Sławek na szczęście na to nie pozwolił... Tego podbiegu w zasadzie nie odczułam, koncentrowałam się na oddechu, pracy rąk, piciu, na samym biegu. Grupa na 4h chyba wyhamowała, bo przez długi czas mieliśmy ją w zasięgu 300m. Kilometry dalej uciekały, aż miło, a mi biegło się bardzo komfortowo.
13km i podbieg na Browarnej – krótki i fajny...lecimy dalej... Facet grający na klawiszach utwór JM Jarre – dodał mi takich skrzydeł, że prawie frunęłam....

Zbliżamy się do linii startu – tu puszczamy nogi i wyprzedzamy lekko już przerzedzoną grupę na 4h. Tym razem to my trzymamy się jakieś 200m przed nimi... ale na Warszawskiej znów nas „biorą” i oddalają się coraz dalej i dalej... W końcu wypatruję mężusia – strzela nam serię fotek, a ja cieszę się, że Go widzę...Na Warszawskiej już nie jest tak przyjemnie – słońce grzeje, cienia brak, a podbieg zaczyna się dłużyć... Tracimy tu trochę, niestety...
Mijamy 30, 31, 32 km – zaczynam odczuwać zmęczenie... Browarna daje popalić, ale kiedy widzę, że praktycznie tylko nasza 5-cio osobowa grupka biegnie, a reszta idzie...mobilizuję się, zaciskam zęby i daję radę...
Od tego momentu jednak czuję już spore zmęczenie...boję się dalszych km... Mój organizm zna 30km ciągłego biegu....ale kolejnych km nie zna. Czuję, że spodenki obcierają plecy, że boli mnie kostka, że nogi jakieś takie mało sprężyste...momentami mam ochotę zatrzymać się, zwiesić ręce w dół i już tak zostać... Boję się osławionej „ściany”.

Lekki kryzys jednak mija, a kilometry „jakoś” lecą...ale jest coraz ciężej. W głowie powtarzam sobie, że dam radę, że za żadne skarby świata nie mogę się zatrzymać... Nie widzę już kolejnych tabliczek z km...pamiętam tylko 35 kilometr... Mijamy coraz więcej osób, większość z nich idzie...kiedy nas widzą czasem próbują biec...ale nikt nie przyłącza się do nas na dłużej...Sławek mobilizuje, dopinguje, pomaga jak tylko może...mimo zmęczenia, cały czas delikatnie podkręcamy tempo, a ja nawet tego nie czuję, tylko koncentruję się na biegu. W pewnym momencie widzę córkę Valdiego...biegnie obok nas, chodnikiem, dopinguje, krzyczy że damy radę, że mata już blisko...

I w pewnym momencie widzę w oddali linię startu – dopiero w tym momencie jestem pewna w 100%, że dam radę. Mijając ją przyspieszamy już konkretnie, mamy prędkość około 4’20”. Nasi towarzysze niedoli zostają gdzieś z tyłu.
I tu najlepsza rzecz, jaką Sławek dla mnie zrobił – powiedział ze zostało nam 200m. Wyrwałam z kopyta i lecę...nogi ochoczo wydłużają krok, nagle nie wiadomo skąd mam ogromny przypływ energii....Ale mija 100, 200, 40 m a mety jak nie było tak nie ma... Nogi zaczynają się buntować, Sławek coś krzyczy, ludzie krzyczą, prawie wpadam na 2 pace na 4h...na szczęście odskoczyli...
Lecę i nic już nie widzę....przed samą metą widzę Wiesia – macha rękoma, krzyczy, wydziera si), skacze, prawie wypada za barierki...a ja wpadam na maty.

3:59:04 netto!!!!!!! Udało się !!!!!!!!!!!!!!!!

Potem ze 2 minuty to nie wiem, co się działo....

Potem Sławek ściąga mnie z ławki i każe chodzić....Cieszymy się jak wariaci... Dostrzegam mężusia, pierwszy raz widzę, jak strasznie jest szczęśliwy i dumy...przybiega Wiesiek uradowany na całego...
Nogi uginają się, ledwo idę...kładę się na trawie, Wiesiek robi masaż. Ja chwilkę popłakałam ze szczęścia i z bólu...bo masaż boli...

A potem jeszcze dowiaduję się, że mam II miejsce w kat. kobiet MaratonyPolskie PL TEAM, a 18 w ogólnej kat. wiekowej....

Reszta popołudnia mija bardzo, bardzo przyjemnie....



Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Tom (2008-10-14,14:36): Wspaniały debiut. :)
suchy (2008-10-14,14:44): Gratulacje :)
AgaR. (2008-10-14,14:45): Błędy, niedociągnięcia i głupoty dopiero układam sobie w głowie. Spiszę i je, jak mi się to poukłada...
piter82 (2008-10-14,14:49): tak Aga byłaś b. dzielna :-) fajnie sie z wami biegło, Sławek spisał się rewelacyjnie jako pace uratował mnie na 40 km paroma łykami wody gdyż ostatnie punkty z piciem zlikwidowali a mnie sakramencko suszyło, niezły z niego psycholog, pozdrawiam reszte grupy Waldiego i reszte .... czołem :-)
dario_7 (2008-10-14,16:43): Gratuluję! Wspaniały wynik! Do zobaczenia na kolejnych maratonach :)
Szafran (2008-10-14,17:18): wielkie gratulki , relacja zapiera dech w piersiach . pozdr .
(2008-10-14,17:37): Aga wielkie gratulacje,tak dalej,jesteś wielka!!!
Fifi (2008-10-14,22:34): Wspaniały debiut, super relacja! Znów poczułem jak to jest, zwłaszcza ten odcinek po 30 kilometrze;)
Marfackib (2008-10-15,12:18): G R A T U L A C J E !!!!!
szpaq (2008-10-15,19:59): gratuluję :-)
BULEE (2008-10-15,23:15): Wielkie gratulacje!!!
Kedar Letre (2008-10-17,22:28): Na maratonie nie dałem rady ale za to teraz biegło mi się z Tobą fantastycznie :)))Trzymaj się MARATONKO....trzymaj się ŁAMACZKO CZWÓREK :)))







 Ostatnio zalogowani
robert77g
15:07
rys-tas
15:00
mirek065
14:54
Admin
14:48
mieszek12a
14:45
Waldek
14:42
malkon99
14:38
gora1509
14:33
smszpyrka
14:26
Chyży
14:17
Stonechip
13:58
manjan
13:54
Bystry1983
13:45
szyper
13:35
biegacz54
12:52
Tyberiusz
12:46
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |