2013-08-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Bieg ku Madonnie... (czytano: 435 razy)

Jestem starsza.
O rok.
Ergo: nadszedł czas na kolejny Bieg ku Madonnie :)
Nie będzie chyba niespodzianką, jeżeli napiszę, że ja ten mój bieg po prostu uwielbiam:)
Zorganizowany po raz pierwszy pod wpływem impulsu w 2008 roku, teraz obędzie się po raz szósty.
To oczywiście nie jest dużo jak na imprezę biegową, i ja o tym wiem.
Ale z drugiej strony specyfika tego biegu jest taka a nie inna:)
To jest po prostu moja impreza urodzinowa; moja, dla moich przyjaciół biegowych, dla ludzi, których bardzo lubię, i którzy i mnie lubią na tyle, by co roku pakować tyłki w troki i jechać na koniec świata, poza zasięg telefonów komórkowych i internetu i spędzić tam w dobrze znanym towarzystwie te trzy dni.
Dla mnie to bardzo wiele znaczy.
Spotkać się po to, by pogadać, powygłupiać się, pobiegać, pobiesiadować, pospać w monstrualnym łożu, które nieodwołanie kojarzy mi się z komuną (nie ustrojem polityczno-społecznym, tylko wspólnotą).
No i te nasze słynne śniadania i kolacje...
Bajka...
Bo bajki się czasem zdarzają, tylko trzeba im na to pozwolić:)
Być może Miłosz pobudki w moim wykonaniu odbiera w kategorii bajki przerażającej, ale przecież ich nie unika;)
"Madonna" miała różne odsłony, w zasadzie każda była nieco inna, ale - moim zdaniem - absolutnie wszystkie były bardzo udane. Dlatego, że tego właśnie chcieliśmy; chcieliśmy dobrze i miło spędzić czas, ucieszyć się sobą, Beskidem Niskim, podładować akumulatory.
Zawsze była imprezą rodzinną, na której towarzyszyła nam mniejsza czy większa armia dzieci, ale to też jest w niej fajne:)
Chyba na każdej Madonnie był ktoś nowy, czasem ktoś ubywał - dokładnie tak, jak w życiu:)
A teraz przygotowuję jej kolejną - szóstą już - edycję.
I nie jest łatwo.
W zasadzie tylko z jednego powodu - kiedyś, na początku, sama sobie postawiłam bardzo wysoko poprzeczkę, a nie chcę obniżać jakości i poziomu przedsięwzięcia.
I nie byłoby problemu, gdyby nie to, że finansowo sięgnęłam dna. Ba! Ja się w tym dnie coraz bardziej pogrążam!
Co roku medale, nagrody, koszulki, jedzenie po biegu..
Z niczego nie chcę rezygnować, a realia mówią, że z czegoś będę musiała:(
Bo wpisowego od MOICH GOŚCI sobie nie wyobrażam!
Ach, nieważne!
Czas podjąć wiążące decyzje, wdrożyć je w życie i za 2,5 tygodnia uściskać ich wszystkich: Miniaczków, Stęclików, Ciutka, Miłosza, Tomka, Tusika, Izę...
MOICH GOŚCI!
I hucznie, z pieśnią na ustach, Mizunkami na nogach i winem w garści skończyć 41 lat:))
RAZ SIĘ ŻYJE !!!
PS. Moja teściowa, kiedy nie byłam jeszcze mężatką, a zaledwie matką jej wnuków, kiedyś zaśpiewała pod nosem "Boże, daj męża, daj męża, daj męża...".
A ja teraz zaśpiewałabym chętnie "Boże, daj sponsora, daj sponsora, daj sponsora...".
Ale tak naprawdę to nieważne, tak naprawdę to:
Boże, daj pogodę, daj pogodę, daj pogodę!
A fotka sprzed dwóch lat :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jann (2013-08-08,07:59): Gabi, życzę Ci stu lat w zdrowiu i szczęściu oraz niesłabnącej radości z pokonywania następnych kilometrów na własnych nogach, Wszystkiego najlepszego :) paulo (2013-08-08,09:53): to jest chyba coś z tego, co ja nazwałem w ostatnim blogu powrotu do dzieciństwa :). To jest takie zwyczajne cieszenie się z najprostrzech rzeczy, z tego, co sami możemy sobie wytworzyć i z tego, co daje nam przyroda. Miłych przeżyć zatem :) jacdzi (2013-08-09,22:15): Ladies and Gentelmen! Welcome to Bieg .... Number 100. The winner is ..........Gaba. 101lat Gabuniu! Tr (2013-08-13,12:43): Się cieszę. :)
|