2013-06-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Do łezki łezka... (czytano: 558 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.youtube.com/watch?v=zLJMUQVfzCI

W 1997 roku mieszkałam w Krakowie. Moim ukochanym rodzinnym mieście.
I kiedy zdarzyła się powódź tysiąclecia, to żal mi było ludzi, których zalało, którym woda odebrała dorobek życia, którym mocno utrudniła życie (że nie wspomnę tych, którym to życie odebrała). Kiedy w 2001 roku oglądałam wciąż jeszcze świeże ślady wody w Kłodzku (Boże, jakie Kłodzko jest piękne!) rozmiar hydrotragedii zyskał dla mnie bardziej realny wymiar.
Oczywiście, że w 1997 chodziłam, tak jak "cały Kraków" na wały Wisły i oglądałam Most Dębnicki, który cudem wciąż jeszcze stał, zalane bulwary wiślane, zapory przeciwpowodziowe na Salwatorze, ale to było mimo wszystko abstrakcyjne.
Gdy w 2009 roku zdarzyła się kolejna powódź, podtopiło Rudawę, zalało mi drogę do domu a w samym domu stała mi woda do kolan, powódź jako zjawisko przestała być tak bardzo abstracyjno - przerażająco - piękna; stała się realna.
W czasie powodzi mierzyłam się z Rzeźnikiem; generalnie pozostawiła tamta powódź we mnie traumę.
Wtedy też przekonałam się, że ludzie są dobrzy, skorzy do bezinteresownej pomocy, wtedy bardzo pomógł mi i mojej rodzinie Jerzy.
Minęły cztery lata (bo czas biegnie szybko - za szybko) i co nowego?
Podobno życie nie znosi pustki, ale czemu pustki nie znosi również nasz dom?
Zaniepokojona opadami zeszłam na dół i cóż ujrzałam?
W przyziemiu znów stoi woda i wciąż przybiera. Ziemia nie przyjmuje już stale padającego deszczu, więc tej wody będzie przybywać dopóki będzie padać.
Wody gruntowe...
Żeby to wciórności!
Mieszkałam sobie na piątym piętrze bez windy, pod samym dachem; w zimie było zimno a w lecie gorąco, ale generalnie sucho było!
Teraz w lecie jest w domu przyjemny chłód, w zimie miłe ciepło, ale intensywne opady deszczu pokazują, że natury i żywiołów tak do końca oswoić się nie da.
Kilka dni temu w suplikacjach prosiliśmy "od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas Panie"; nie wspominaliśmy o wodzie...
A, marudzę!
Po pierwsze dramatu jeszcze nie ma,
a po drugie... MAMY PRZECIEŻ NA STRYCHU PONTON!
Ergo: będzie dobrze!
W linku piosenka, która kiedyś uwiodła mnie bez reszty.
Za takim głosem to ja bym na koniec świata poszła....
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora adamus (2013-06-04,21:28): Powódź powodzią a ja i tak w najbliższą sobotę rozbije namiot na Twoim podwórku... i wstawię ten ponton do środka aby mi woda za bardzo nie przeszkadzała :)) mamusiajakubaijasia (2013-06-04,21:34): OK, utulę Cię do snu :) Tr (2013-06-05,07:51): Wiesz co! To wszystko wina hydrologów! Jesienią modlili się o bogatą w opady zimę i wiosnę, ze względu na suszę, jaka była cały poprzedni rok. No i masz! Przegięli! Teraz pewnie modlą się w drugą stronę, choć pewnie trochę to potrwa zanim modły dotrą gdzie trzeba, Pan Bóg przystawi pieczątkę, odda pismo do sekretariutu, a sekretariat pośle to do wykonawców. Trzymaj się dzielenie, bo kiedyś też 40 dni padało i co? I przestało! A schodząc na ziemię to bardzo mi przykro Gabrysiu. :( Tr (2013-06-05,07:54): Moja super koleżanka Agniesia z Kędzierzyna, ktorej rodzice tuż przed powodzią wyremontowali cały dom, żeby wodę ugościć przyzwoicie żartowała, że całe życie chciała mieć w domu basen. No i miała go potem na parterze. Pontonu nie miała ale jej tata zrobił łódź z mebli czy z czegoś tam. A Ty przynajmniej masz ten ponton..
|