Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [126]  PRZYJAC. [285]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
mamusiajakubaijasia
Pamiętnik internetowy
"Byle idiota pokona kryzys; to co cię wykańcza, to codzienna harówka" - Antoni Czechow

Gabriela Kucharska
Urodzony: 1972-08-26
Miejsce zamieszkania: Rudawa / Kraków
493 / 579


2013-05-20

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Ona tu jest i tańczy dla mnie :) (Opole) (czytano: 752 razy)

 

Zacznę od końca.

Różne są teorie na ten temat – niektórych taniec dwóch kobiet szokuje czy gorszy, innych zaledwie śmieszy, jeszcze inni podchodzą do takiego wydarzenia zupełnie obojętnie.
Nie wiem, nie mam pojęcia nawet z jakimi reakcjami spokał się nasz wyczyn wczoraj, ale... bywają w życiu takie chwile, kiedy to dyskretna muzyczka lecąca w tle rodzi w człowieku przemożną chęć (a nawet potrzebę) tańca.
Agnieszka była po ręką, że się tak wyrażę, i przepełniała ją dokładnie taka sama chęć (czy potrzeba). Było super!
(A potem krokiem tanecznym udałam się do toalety, pod której drzwiami rozgrywało się wydarzenie.)
W ogóle był to wyjazd obfitujący w wydarzenia miłe, zabawne a nawet niecodzienne.

Zaczęłam w piątkowy wieczór ugotowaniem moim chłopakom sporego garnka gulaszu.
W sobotę nakarmiłam moich panów i pociągiem via Krzeszowice ruszyłam do Opola.

Na marginesie... podział Polskich Kolei Państwowych na rozmaite spółki spowodował to, że jeżdżenie pociągami z przesiadką w sytuacji, kiedy te pociągi obsługują różni przewoźnicy a na mojej stacji nie ma kasy biletowej, łączy się z pewnymi komplikacjami. Na przykład takimi, że nie byłam w stanie kupić biletu docelowego do Opola, tylko w Krzeszowicach powinnam była dokupić bilet z Krzeszowic do Opola. A że miałam cztery minuty na zmianę pociągu, więc kupowanie czegokolwiek w kasie całkowicie odpadało. Dopłata za wypisanie biletu w pociągu pociągała mnie średnio (nie dlatego, że to dużo kosztuje, ale dlatego, że nie zawinione przeze mnie). Pan konduktor - pierwotnie zasadniczy - spojrzał był na napis na mojej koszulce, po czym uśmiechnął się promiennie i powiedział, że „Dla kobiety da się zrobić wszystko”. Bilet kupiłam bez dodatkowych opłat.
Po pięciu godzinach (w końcu żyjemy w Polsce) byłam już (sic!) w Opolu :)

Z dworca odebrał mnie Jarek Haczyk z Mirkiem i pojechaliśmy do Jarka i Natalii na obiad. Ku mojemu ogromnemu speszeniu okazało się, że czekają na nas Agnieszka (gerappa), Emi i Piotrek – żadnego z nich nie znałam wcześniej, więc z miejsca się speszyłam (może nie wyglądam, ale sytuacje, których się nie spodziewam, jak i nowi ludzi zwyczajnie mnie peszą. Co nie znaczy, że od razu daję to po sobie poznać. Nie daję.)

Zasiedliśmy do przepysznego, obfitego, przedmaratońskiego obiadu (makaron zapiekany z serem i szpinakiem to było mistrzostwo świata. A sałatka... dla tej sałatki po prostu brak mi słów. POEMAT!) i zajadaliśmy go sobie spokojnie i ze smakiem konwersując w sposób niezobowiązujący a przyjemny (słyszałam niewiele, bo goście Haczyków, jako osoby, których czegoś w domu nauczono, nie podnosili głosu), gdy nagle... Natalia siedząca obok mnie sięgając po coś wylała całą wielką szklanicę piwa. Na moje spodnie.
Zerwała się biedaczka ratować mnie, spodnie, co się dało, a ja – paradoksalnie – uznałam, że lody zostały przełamane definitywnie i w sposób gwałtowny:)
Po prostu mnie to rozśmieszyło do łez. Natalia speszona jak jasny gwint proponowała mi jakąś garderobę zastępczą i błyskawiczne pranie spodni (dla nie wtajemniczonych: na taką postać jak ja wchodzą trzy Natalie; ja jestem sporą babą, a ona kruszynką;), ja miałam z tego ubaw (przy jednoczesnej świadomości, że śmierdzę i będę śmierdzieć jak cały browar, a to czy spodnie są suche czy mokre w kwestii ich woni niewiele zmienia), ale generalnie atmosfera stała się taka bardziej wesoło wisielcza i zaczęłam słyszeć wszystko; teraz mówiono już głośno:)

Potem wspólna wyprawa do biura zawodów i na Pasta Party.
Takiego Pasta Party na maratonie nie widziałam jeszcze jak żyję – wypas po pachy i to za darmola (parafrazując pewnego leniwca z ulubionej kreskówki): makaron z dwoma rodzajami sosów (mięsny i wegetariański), sałatka makaronowa na zimno (z szynką, pomidorami i innymi smakołykami) osobno pokrojone pomidorki miniaturki, starty żółty ser, posiekana zielona pietruszka... Gdyby nie to, że byłam syta do wypęku...
Potem całą bandą na piwo do Pana Henia (Pan Henio to postać zasługująca na wzmiankę. Ma człowiek budkę z piwem w wielce atrakcyjnym miejscu i parasole ma i stoły i usposobienie życzliwe nieziemsko. Pan Henio w pewnym momencie zorientował się, że w czwartki przychodzą do niego biegacze, więc człowiek wykazał się operatywnością i na te czwartki jął zamawiać kaszankę, która zresztą schodzi mu na pniu, a w wystroju jego drewnianego przedsięwzięcia pojawiły się medale z rozmaitych biegów. A poza tym, jak wspomniałam, to życzliwości człowiek), a stamtąd świeżo poznane biegaczki podwiozły mnie do mego lokum na tę noc. Lokum było wygodne, prysznic rewelacyjny (acz w pierwszym momencie przeraził mnie nieco), książka do poduszki miła, lekka i przyjemna, rano kaweczka, usunięcie śladów swojej bytności (w końcu nie przyjechałam tam po to, by komuś dewastować mieszkanie pod jego nieobecność) i w drogę na start!

Od razu było wiadomo, że ten maraton zweryfikuje wielu. Nawet nie ze względu na trasę (choć nie była to trasa typu stolnica), ale za względu na temperaturę (o 9.30 było przeszło 27 stopni. Potem było już tylko więcej).
W biurze radosne przywitanie z Krysią i Radkiem (bo ja uwielbiam ich spotykać! I właśnie tak – oboje(!) uwielbiam spotykać, a nie tylko samego Radka), pogawędki, żarciki aparat w dłoń i... robimy fotki. Lubię to, sprawia mi to frajdę, acz uczciwie muszę przyznać, że kibicowanie z aparatem w ręce, to jednak nie jest to! A w dodatku przez wizjer nie rozpoznaję ludzi! Więc jak ktoś woła po imieniu, te reaguję serią zdjęć, a jak nie, to mam niejasne przeczucie (czasem!), że to chyba (!) był ktoś znajomy. Ale kto?

Do rzeczy!
Zaopatrzona w wiadomości uzyskane dzień wcześniej od Jarka dotyczące tego, co w Opolu warto i trzeba zobaczyć, jak i te dotyczące możliwości skracania trasy, wyruszyłam na bezkrwawe łowy!

No i...
Utwierdziłam się w przekonaniu, że Opole to jest bardzo piękne miejsce na Ziemi. To nie jest na szczęście Nowy Jork, ale to miejsce ma swój klimat i ma urodę. Oprócz tego ma mnóstwo zieleni i wody w mieście (no cóż... Odra i kanały robią swoje). Mój spacer z aparatem po Opolu dostarczył mi sporo niekłamanej przyjemności. A że trasa maratonu wiodła cztery razy po pętli, więc i robienie zdjęć w rozmaitych punktach tejże trasy nie nastręczało trudności.
Cykałam, wypiłam kawę, kupiłam dla dzieci kurtoszka (potem dokupiłam jeszcze trzy. A te wałki cholerne nawet mnie nie poczęstowały! A ja sobie – głupia pipa - poskąpiłam. Idiotka!), pospacerowałam, poszłam na metę, pogadałam z Radkiem i Mirkiem, poszłam na spacer, pocykałam fotki, pozwiedzałam... Dobrze, naprawdę dobrze, że Jarek powiedział mi o Kaplicy Piastów Opolskich, bo nie wiedząc o niej pewnie bym do nie nie zaszła (nawet będąc u Franciszkanów), a tak... nie dość, że poszłam, to jeszcze moja cierpliwość oczekiwania na zakończenie kolejnych mszy została nagrodzona, bo w czasie mego zwiedzania kaplicy przepięknie a capella śpiewał chór. Pięknie śpiewał.

A potem dotarłam na metę, znów do Pana Henia a tam nieprawdopodobne wręcz wygłupy przy kibicowaniu tym, którzy tego potrzebują najbardziej, czyli maratończykom pięciogodzinowym, potem dekoracja

i tu mała uwaga: jeżeli ktoś zastanawia się, czy warto jechać na maraton do Opola, to warto! Po pierwsze: jest dobrze zorganizowany i pod tym względem niczego mu nie brakuje, po drugie: wielkiej urody trasa, a po trzecie: dekoracja na scenie Amfiteatru Opolskiego – rzecz rzadka i niespotykana nigdzie indziej ;)

potem na obiad, a potem znów do Haczyków na kawę (znakomitą!), i tam to właśnie w ferworze pożegnań miał miejsce nasz niecodzienny taniec z Agnieszką.

Potem powrót z Mirkiem (a ja batrdzo lubię jeździć z Mirkiem. Po pierwsze w ogóle bardzo Mireczka lubię, a po drugie – Mirek za kierownicą to jest ktoś zupełnie inny. Taki mniej biegowy, nieco wyciszony i skoncenrowany, ale na pewno bardzo kochany) do Katowic, a stamtąd busem do Krakowa.
W domku obrabianie zdjęć.


I w tym miejscu doszłam do clou:
O 9.00 rano zaczęłam wrzucac na picasę 251 zdjęc. Teraz, po ośmiu godzinach (jest 17.00) JUŻ 223 fotki się załadowały!

Jestem człowiekiem anielskiej cierpliwości zaiste!





Fajny weekend za mną:)



PS. 251 zdjęć załadowało się w imponującym czasie 8 godzin i 57 minut!
Paranoja...

PS.2. Ponieważ robiłam zdjęcia, przeto żadnej fotki na której ja bym była, nie mam. Ale mam mieć. Czekam na te od Mirka i od Jarka :)


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


adamus (2013-05-20,20:11): Poinformuj wszystkich co jest napisane na koszulce, a wyniku czego konduktor nie policzył Ci dodatkowej dopłaty do biletu... bo ja wiem :))))) P.S. Zajefajny weekend, dzięki takim chwilom wiem dlaczego biejam :DDD
mamusiajakubaijasia (2013-05-20,20:19): To ja nie wspomniałam, jaka jest treść napisu? Oj... (zatroskałam się fałszywie) Na koszulce jest na pisane Kto ma cycki, ten ma władzę
jacdzi (2013-05-20,21:08): Swieta prawda, NIE MA JAK CYCKI, a wladza sie znajdzie.
bartus75 (2013-05-21,06:26): :D
Tr (2013-05-21,11:56): No. Czyli wszytko wraca do normy. Lubię jak coś wraca na swoje stare, utarte szlaki. Nareszcie. :)
natalia0101 (2013-05-21,22:34): Gaba cieszę się niezmiernie,ze Cię poznałam :) Przeżyłam najwspanialszy weekend jaki można sobie wymarzyć w doborowym towarzystwie. Oczywiście zapraszamy ponownie ;)
jarek1209 (2013-05-21,23:36): Ha, ha :) Na razie siadła mi karta pamięci z fotkami. Próbuję ją reanimować. A fotki ze "strefy kibica u Pana Henia" można zobaczyć tu: www.facebook.com/pages/Piwna-Sekcja-Kawiarni-Europa-pod-batut%C4%85-Pana-Henia/159510880893729 To był wspaniały weekend. Dzięki :)
Katan (2013-05-22,10:32): Nie wiem czy to było Twoim zamierzeniem ale ostatnie zdania tak mną wstrząsnęły, że nie wiem co było wyżej i jeszcze raz musiałem prześledzić Twoje poczynania w Skawinie. Co do Silesia Marathon to jak nie wiadomo o co chodzi zawsze chodzi o pieniądze. Ale może się tak zdarzyć, że powstanie konkurencyjny śląski maraton.
mamusiajakubaijasia (2013-05-22,18:51): A cóż w tych ostatnich zdaniach tak Tobą wstrząsnęło, Tomku?
mamusiajakubaijasia (2013-05-22,18:54): Wiem już! Pod Opolem skomentowałeś Skawinę:) No, to BYŁO wstrząsające!







 Ostatnio zalogowani
AniaK
08:00
platat
07:55
ulek85
07:53
Leno
07:51
mariuszkurlej1968@gmail.c
07:40
GriszaW70
07:34
Admin
07:34
Gryzli
07:33
Stonechip
07:14
Januszz
06:33
jaro109
06:24
kos 88
06:12
Henryk W.
05:54
Piotr100
04:13
żabka
23:10
gpnowak
22:37
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |