Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [126]  PRZYJAC. [285]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
mamusiajakubaijasia
Pamiętnik internetowy
"Byle idiota pokona kryzys; to co cię wykańcza, to codzienna harówka" - Antoni Czechow

Gabriela Kucharska
Urodzony: 1972-08-26
Miejsce zamieszkania: Rudawa / Kraków
484 / 579


2013-03-08

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Kwiatki do kożucha... (czytano: 609 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: http://www.youtube.com/watch?v=FdIid5IJEds&list=AL94UKMTqg-9DAUzmTQIz-ePMildpSo4DJ

 

Do Bochni dotychczas jeździłam bądź jako zawodniczka, bądź (w zeszłym roku) jako serwisantka.
W tym roku moja tradycyjna sztafeta nie bierze udziału w biegu (choróbska i życie prywatne nam się przyplątały), a ja jadę robić fotki, bawić się i w ogóle... jakoś tak dokonam dorocznego zjazdu w głąb Ziemi.
I wszystko fajnie, ale jakoś mi z tym dziwnie.
Najgorsza wizja spakowania się; nie wiem czemu, ale wrzucenia do plecaka śpiwora, piżamy, ręcznika, mydła, szczotki i pasty do zębów oraz jedzenia wydaje mi się trudna.

Przesilenie wiosenne jak nic:)

Za dwa tygodnie Marzanna.
To będzie mój powrót do poważnie traktowanego biegania długodystansowego w zawodach po przeszło rocznej absencji. Musiałam walczyć ze zdrowiem, udało się, do marca przyszłego roku wolno mi w zasadzie wszystko (w zasadzie, bo nie wolno mi jednak: nurkować, skakać ze spadochronem i latać samolotami; ale od lipca już będzie wolno).
Nie boję się tej Marzanny, ale jestem siebie ciekawa. Trenuję bardzo porządnie i w czasie treningów wylewam z siebie siódme poty, ale jakie to będzie miało przełożenie na udział z zorganizowanym biegu, dowiem się za dwa tygodnie.
To będzie dokładnie w dniu moich imienin i w zamyśle przynajmniej ma to być prezent imieninowy dla siebie samej. (Innych prezentów się raczej nie spodziewam, bo i od kogo? A! Pewnie Dominika mnie jakoś uhonoruje - chociażby ciepłym słowem i aniołkiem:)


Wczoraj byłam w teatrze.
Ciekawa, dziwna sztuka. Teatr współczesny, współczesna scenografia, współczesne problemy, nieco dziwny ale ciekawy (słowo: fajny nie byłoby tu stosowne).
Rzecz dzieje się w "zwykłym, małym amerykańskim miasteczku" i jak to zazwyczaj bywa, im dalej w las, tym więcej drzew.
Dwa teksty z tej sztuki powaliły mnie na kolana (może powaliłoby więcej, ale nie wszystko słyszałam).

Pierwszy z nich, wypowiada mąż, ojciec jedynaka, mówiący do własnej żony: "Muszę ci coś powiedzieć. Najgorszą rzeczą, która przytrafiła mi się w życiu jesteś ty."

A druga to kwestia narratora, który mówi o dwóch bohaterkach sztuki "Pani Gibbs i pani Webb przez całe życie dbały o swoich mężów i swoje rodziny, przygotowywały posiłki, prały, reperowały ubrania, sprzątały, były na każde wezwanie swojej rodziny. I nigdy żadna z nich nie uważała, że to dołujące; nigdy żadna z nich nie przeżyła żadnego kryzysu".

Uff... takie rzeczy to chyba tylko w amerykańskiej sztuce opisującej małe miasteczko w latach 60-tych XX wieku.
Jak tak nie potrafię - buntuję się, uważam, że to bywa dołujące, miewam kryzysy.
Niewdzięcznica czy zaledwie dziecię czasów?
Nie wiem...

A!
I jeszcze jedna kwestia. Tym razem wyjątek z z rozmowy doktora Gibbsa ze swoim 16-letnim synem.
"Twoja matka dba o ciebie, przygotowuje ci posiłki, pierze i reperuje twoje ubrania, rąbie drewno do pieca. A ty? Co ty robisz? (...)
Wiesz, moim zdaniem to traktujesz mamę jak bardzo nielubianą służącą."

Nie ukrywam, że zrobiło mi się smutno.
Czy mój syn gimnazjalista traktuje mnie jak bardzo nielubianą służącą?
Gdzie popełniłam błąd?
Przecież nie można wszystkiego zwalić na trudny, specyficzny charakter (ja też łatwa w pożyciu nie jestem).
Czy te jego dwie lewe ręce i totalna abnegacja w każdej kwestii to kwestia wieku, która z upływam czasu minie, czy też tak to już będzie do końca? Jeżeli tak, to przerażające...

I jeszcze jedno - niejako na stronie.
Zaskoczyło mnie to, że wszyscy aktorzy grający z tej sztuce są młodzi (to chyba nie jest najbardziej fortunne sformułowanie; oni są po prostu młodsi ode mnie). Czyżbym - wbrew temu, co mi się wydaje - zaczynała się starzeć? Sama nie wiem...
No i jeszcze jedno.
Wszyscy panowie, którzy pojawili się na scenie są po prostu urodziwi - jak ktoś woli: ładni, przystojni czy co tam jeszcze.
A panie niekoniecznie:)
Hm... czyżbyśmy wkraczali w etap pięknych aktorów i charakterystycznych aktorek?
Wydaje się to nieprawdopodobne a jednak (na podstawie wczorajszych obserwacji) prawdziwe :)
No i... jakie oni mieli piękne uśmiechy!!!
Ech...

(Na marginesie: na widowni również byłam jedną z osób bardziej zaawansowanych wiekowo. Horrendum jakieś!)


Ale czemu "Kwiatki do kożucha"?
Bo jakoś tak dziwnie się czuję:
- do Bochni w dziwnej, nieznanej mi dotąd, roli,
- na Marzannie prawie że debiutantka,
- w teatrze starsza od wszystkich aktorów grających we wczorajszym spektaklu,
- na widowni też jedna ze starszych,

Słowem... Jak kwiatek do kożucha :)




PS. A za oknem leje:(
Dobrze, że na dole w Bochni zupełnie, ale to zupełnie nie będzie mnie to dotyczyć:)



I jeszcze jedno:
Dzisiaj Dzień Kobiet.
Czuję się kobietą (czasem nawet bardzo) i bardzo lubię to święto. (Zupełnie nie ma dla mnie znaczenia, że panowie lubią je jakby trochę mniej; rozumiem, że przymus - nawet wewnętrzny, im szkodzi.)

Ergo: w linku stara dość piosenka o byciu kobietą...
(Może nawet o byciu kobietą biegającą:)





Fotka: miło jest dostać kwiatek. No, miło:)
Ale gdyby ten kwiatek wręczył mi taki dżentelmen, to padłabym trupem. Z wrażenia i zachwytu:)

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


shadoke (2013-03-08,09:48): Wszystkiego Najlepszego Kobieto!:) Przesilenie wkrótce minie, a Ty będziesz silniejsza, piękniejsza, mądrzejsza...i cóż z tego, że odrobinę starsza;)
mamusiajakubaijasia (2013-03-08,10:59): Masz rację:) Walczyłam z podupadającym zdrowiem:) Zaś co do kwiatka do kożucha ("do kożucha, a nie "od Kożuszka") będę go bronić nawet na ubitej ziemi!
bartus75 (2013-03-08,11:14): eh od Bartusa dostałas prezenta ale co tam Bartus ..
mamusiajakubaijasia (2013-03-08,11:18): Gramatycznie to masz rację, ale subiektywnie to ja wiem, że walczyłam z gasnącym słuchem a nie o słuch. Ale... może i tę rację masz:) Może... Moja optyka chyba wynika z tego, że ja generalnie nie uważam się za osobę chorą. A jeżeli nie jestem chora (tylko zdrowa), to jak mogę walczyć z chorobami?
mamusiajakubaijasia (2013-03-08,11:19): Bartus, jeszcze nie dostałam! Dopiero dostanę:) W końcu żadne z nas jeszcze tej Marzanny nie przebiegło:)
bartus75 (2013-03-08,11:21): ale obiecane masz :) jeszcze nie biegłem Marzanny hmm ciekawe jak prfil trasy i wogóle warunki czy będą do życiówki :) ale masz ja w prezencie
mamusiajakubaijasia (2013-03-08,11:23): Profil trasy jest przyjemny. No i to bardzo piękna trasa:) A jak uda Ci się przebić przez tłumy nad Wisłą, to życiówkę masz jak w banku:)
bartus75 (2013-03-08,11:33): w moim przypadku dobięgnięcie /bez przechodzenia w marsz/ do mety to już życiówka :)
mamusiajakubaijasia (2013-03-08,11:35): Dasz radę:) A w przechodzeniu do marszu nie widzę nic haniebnego.
paulo (2013-03-08,11:57): ale tych wątków:) Niemniej najbardziej mnie się nie podobało z tym wiekiem :(. Jesteś bardzo młodą kobietą i tak masz się czuć, a bieganie ma Ci w tym pomagać :)
jacdzi (2013-03-08,22:10): Gabuniu, Tobie i pozostalym teamowym Paniom zycze szczescia i nieustajacej kobiecosci. Aby samce kwiczaly na mysl o Was i caly czas hold Wam oddawaly.







 Ostatnio zalogowani
JolaPe
16:30
jakub738
16:30
mirekzkk
16:29
bur.an
16:10
kostekmar
16:05
bladejm
15:47
conditor
15:31
Andrea
14:50
marcoair
14:03
waldekstepien@wp.pl
13:54
bmakow
13:51
Kazim
13:17
ProjektMaratonEuropaplus
13:17
MarasP
13:15
okoptaka
13:11
salok
13:00
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |