Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [1]  PRZYJAC. [117]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
gerappa Poznań
Pamiętnik internetowy
gerappa

Agnieszka
Urodzony: 1979-10-29
Miejsce zamieszkania: POZNAŃ
98 / 180


2012-03-07

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
wolność wtedy tylko istnieje, kiedy się z niej korzysta (czytano: 867 razy)

 

Wracam myślami do zasad Danielsa na każdym treningu. Staram się postępować wg nich. Uczę się poruszać w treningach i … wychodzi mi to z różnym skutkiem.


Zasada3: tempo wzrostu osiągnięć
… konkretny schemat treningowy najlepiej utrzymywać przez sześć tygodni. Jednak dłuższe utrzymanie tego samego schematu może przynieść lepsze efekty.

Jeśli jednak chcesz wprowadzić nowy trening, najlepiej zrobić to po sześciu tygodniach adaptowania się nowego obciążenia.

Podstawowym ryzykiem zbyt szybkiej intensyfikacji treningu jest większe prawdopodobieństwo kontuzji i przeciążenia, ponieważ biegacz robi za dużo i za szybko.
Trudno jest wyczuć, co ci przynosi konkretny trening, o ile nie będziesz wykonywał danego schematu przez jakiś czas.


I znów byłam zachłanna. Za dużo i za szybko. 24ro tygodniowy plan treningowy do maratonu dla mnie jest za ciężki. Muszę rozciągnąć go w czasie. Wiosną życiówki w maratonie nie będzie – no, może poprawię poprzednią o dwie minuty. Najważniejsze, by wynik nie był wiele gorszy od startów jesiennych.

Przestało mi się podobać słowo: trening. Moje ucho lepiej reaguje na zwyrażenie: idę pobiegać.

W ubiegły czwartek był trening prędkościowo-wytrzymałościowy – nie wyszedł. Nie zdążyłam się zregenerować. W ogóle to nie wiem dlaczego zaczęłam go robić, przecież już podczas ubierania nie czułam się na siłach. Po powrocie do domu strach mną zawładnął, powróciła bezsilność i bezradność sprzed pół roku. Z tą tylko różnicą, że wtedy nie wiedziałam kiedy przestać i co mnie czeka. Wisiało nade mną przeciążenie. Wiedziałam, że weekendowe długie treningi mogą mnie ‘poskładać’ na wiosnę. Dość trudne to było ale odpuściłam. Ładowałam się odpoczynkiem od biegania do wczoraj. W sobotę moje oczy obserwowały biegaczy nie tylko na ulicach ale i w domu. Piter i Snipi poszli biegać … a ja ... ja wyczyściłam swoje buty.

W niedzielny poranek obudziło mnie słońce. Za oknem mały przymrozek :) rześkie poranne powietrze – tego mi było trzeba :)
8:30 wsiadłam na rower i pojechałam w stronę słońca, na wschód. Wiedziałam że Krzyś i Marita będą biegać :) wyjechałam im naprzeciw. Brak doświadczenia w ubieraniu się na rower spowodował, że moja wycieczka była krótka, przywitałam się , zamieniłam kilka słów i musiałam wracać, zaczęłam marznąć. Ale i tak było warto. Wiosna budzi świat, powietrze zmieniło już zapach, mimo nie najwyższych jeszcze temperatur nie jest już takie przygnębiające i szczypiące. Pobudza i sprawia, że szkoda czasu na siedzenie w czterech ścianach.

W drodze powrotnej postanowiłam zostać "żywicielem rodziny" i wjechać do sklepu po ciepłe bułeczki. Moja orientacja w terenie jest zaje:)fajna: prawdziwa i kobieca :). Jechałam na skróty nadrabiając na odcinku 5 km prawie 2 km. Mój rower to żadna rakieta, ale wracając z Malty przez Cytadelę postawiłam wjechać na ścieżki crossowe :) no muszę przyznać, że spodobało mi się.

Natomiast wczoraj :) wczoraj byłam stęskniona za bieganiem. [a miałam nie biegać tydzień :/ ] I nareszcie ubrałam się w sam raz. Już kilka razy nasz ‘zielonogórski harpagan’ delikatnie sugerował mi, że za ciepło się ubieram na treningi. No to wczoraj ubrałam się tak, że przez pierwszy kilometr brrrr zimno mi było… no i leciałam po ok30 s szybciej na kilometrze niż zazwyczaj. Tak po prostu. Samo mi wychodziło. Lekko i szybko. Zostawiłam te ciężkie kurtki, bluzy i polary w chacie i wyszłam pobiegać. Ubiegłyśmy 20 m, a Anita pyta mnie:
- to jaki mamy dziś plan ?
- nie mamy planu – odpowiadam
Widzę, że zerka na mnie z niedowierzaniem.
- to jak ? a ile dziś biegniemy?
- nie wiem, może 6 km może 10, nie wiem, na razie biegniemy po Emi, umówiłam się z nią na skrzyżowaniu Mieszka i Słowiańskiej.

No i pobiegłyśmy po prostu przed siebie. Emi czekała w umówionym miejscu potem gadu gadu pyk i zrobiło się szybko coraz szybciej i bardzo szybko. 10ty kilometr, przed nami spoty podbieg a Anita przyspiesza…
- prr Anita – masz 4:20 teraz to za szybko – krzyczę do niej a sylwetka zaiwaniającej dziewczynki oddala się, jej warkocz buja się na prawo i lewo a ona zasuwa coraz szybciej i krzyczy:
- muszę się odstresować.

No tak; ciężki dzień w pracy miała każda z nas dziś… ale żeby aż tak...
Zostałyśmy z Emi z tyłu powoli pokonując podbieg – nie widziałam sensu w tym, by się zajeżdżać na treningu. Zasapane wbiegłyśmy na górę a Anita kółka robiła na chodniku, żeby nie stać w miejscu… jeszcze trochę i będzie tyłem przed nami biegać…
Odprowadziłyśmy Emi prawie pod dom i ruszyłyśmy w swoją stronę – postanowiłam utrzymać tempo a może nawet przyspieszyć, ot tak, bez zerkania na pulsometr. Chciałam się zbadać, przekonać się jak prawdziwe jest to moje bieganie. A co mi wyszło? Garminek pokazał tak:
1 km - 6:13
2 km - 6:09
3 km - 6:03
4 km - 5:55
5 km - 5:40
6 km - 5:15
7 km - 5:22
8 km - 5:18
9 km - 5:09
10 km - 5:08
11 km - 4:56
12 km - 4:48

Bieg z narastającą prędkością, ulicami Poznania, z przejściami dla pieszych, podbiegami, gadaniem - po prostu bieganie. Prędkość przyszła sama, ja stęskniona za bieganiem, naładowana odpoczynkiem :)

Zasada 6: rosnące ryzyko
Bardzo trudno jest określić kiedy konkretny biegacz ma już dosyć.
Bardzo ważne jest notowanie reakcji na trening o różnej długości i intensywności.


Cały czas się uczę siebie. Poznaję swój organizm i możliwości – chyba mam dość spore, skoro na wiosnę wracam do poziomu formy z jesieni…
Pozostaje tylko unikać kontuzji i przeciążeń. Umieć zachować umiar i zimną krew. I będzie good :)

Na ósmym kilometrze Anita zapytała mnie :
- co z naszą bieżnią? I interwałami?
- ja Anita muszę przystopować, zmniejszyć intensywności, bo mój organizm źle zareagował na taki wysiłek, nie przystosował się.
Nic nie odpowiedziała.

Wrócę na bieżnię. Ale muszę to przemyśleć. Na razie, mając na celu maraton w Krakowie stawiam na zbieranie kilometrów. Odpuszczam tempówki. Nie wychodzę na trening tylko idę pobiegać. W marcu zwiększam kilometraż a szczególnie planuję kilka konkretnych długich biegów.

Na zdjęciu: lecę :)


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Rufi (2012-03-07,10:11): Ojej, straaasznie długi wpis a ja taka leniwa jestem :-) Ale fotka piękna :-) A Danielsa jakoś nie czaję.
gerappa Poznań (2012-03-07,10:35): :) a maraton tuż tuż :)
Inek (2012-03-07,10:40): Rzeczywiście fruwasz sobie w powietrzu, fantastycznie ! :)
adamus (2012-03-07,11:26): Strasznie długaśny ten wpis.... przeczytam popołudniu w domku. A teraz chciałbym tylko zapytać komu chciałaś przyłożyć na tej fotce?? ;-DD
jacdzi (2012-03-07,11:28): Wrecz modelowe BNP
gerappa Poznań (2012-03-07,11:35): :) wpis nie jest wcale długi :) a ON nazywa się Rozwadowski :) wyprzedził mnie 200m wcześniej :)
Marysieńka (2012-03-07,11:38): Na zdjęciu to Ty ...fruniesz...a trening jak marzenie:))
snipster (2012-03-07,13:06): ale... ilu zostawiłaś za sobą ;) odnośnie treningu to czasem lepiej polecieć na ślepo bez kontroli czasu... tak tylko dla frajdy ;)
gerappa Poznań (2012-03-07,13:15): :) Piter została za mną :) YYYeees !
tygrisos (2012-03-07,13:53): świetna fota ! Normalnie fruniesz :)
Inek (2012-03-07,14:10): i tylko szkoda, że Twoja "Szkółka biegowa" jest tak daleko od Radomia ... , brawa dla Anity ! :)
ineczka16 (2012-03-09,10:01): Agnieszko - też nie lubię ostatnio słowa "trening" :) Pozdrawiam :)
tdrapella (2012-03-09,23:06): Ehh, też mam ostatnio kłopoty z dobraniem treningu. Błądzę jak we mgle i chyba straciłem kierunek. Ale idąc wytrwale zawsze gdzieś dojdę :)







 Ostatnio zalogowani
Henryk W.
11:54
manjan
11:48
mariuszkurlej1968@gmail.c
11:32
kruczek79
11:23
JACEK W.
11:21
seba1
11:09
maratonczyk
10:50
Grzegorz Bl
10:44
Bartaz1922
10:40
heniek1966
10:39
RobertG10
10:38
stachsiejestrach
10:30
marekch11
09:51
42.195
09:46
drago
09:29
platat
09:09
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |