2010-11-15
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Odnaleźć misia… Historia pewnej miłości (czytano: 786 razy)

Pewna mała dziewczynka (pewnie jak większość dzieci w jej wieku) miała swojego ulubionego przytulaka. I jak zwykle mogłoby się wydawać dorosłym, że w jej wyborze nie było logiki. W końcu w okół było tyle ładniejszych, miększych, większych, lepiej wykonanych maskotek wszekaliego rodzaju, ale ona upodobała sobie własnie tego. Tego jedynego, niczym nie rzucającego się w oczy misia, jakich wiele dosłownie i w przenośni. Misiu miał taką dużą metkę z napisem IKEA, którą to trzyletnia dziewczynka samodzielnie odcięła i odtąd ten miś był już wyjątkowy, bo w przeciwieństwie do tych innych podobnych, nie miał już takiej metki.
Dziewczynka brała misia wszędzie ze sobą. Mis uczęszczał do przedszkola, jeździł na basen, na wycieczki (wciśnięty w torebkę dziewczynki), ale przede wszystkim zasypiali razem tuląc się do snu. Wcześniej dziewczynka wyrzucała wszystkie pluszaki i żaden nie miał prawa z nią spać, choćby w łóżku było miejsca na 10 pluszaków. Nie czuła takiej potrzeby. Aż wreście znalazł się Ten jeden, najukochańszy miś.
Rodzice zabrali ze sobą dziewczynkę i jej misia na wycieczkę do Sztokholmu, wielkiego i pięknego miasta, leżacego na dziewiąciu wyspach, zwanego inaczej Wenecją północy. Dziewczynce i misiowi bardzo się podobało to wielkie miasto. Było tam między innymi muzeum Astrid Lindgren, gdzie można było spotkać Pippi, pobawić się w jej domku, dosiąść konia w kropki, a także pojechać specjalnym wagonikiem do świata bajek. Dziewczynka się trochę przestraszyła jak zza zakrętu drogi wychyliła się w jej stronę ziejąca ogniem Katla siędząca na skale i wpatrująca się swoim smoczym wzrokiem w Jonathana i jego brata, ale miś ją pocieszył, że to tylko figurka, a nie prawdziwy smok.
Potem dziewczynka zobaczyła w skansenie, rózne śmieszne domki i srare warsztaty. Tłumaczyła misiowi jak się robi szklane przedmioty, zobaczyli jeszcze dzikie zwierzęta takie jak rosomak, czy wilk, a na koniec odwiedzili również wielkich brunatnych krewnych misia. Przygód mieli bardzo dużo, ale niestety stało się nieszczęście...
Gdzieś podczas drogi, dokładnie nie wiedaomo gdzie, misiu wypadł z wózka kiedy dziewczynka spała i nikt nie usłyszał jego cichego wołania... Zgubił się w tłumie ludzi wysiadających i wsiadających do metra. Kiedy dziewczynka wieczorem odkryła utratę przyjaciela długo płakała zanim sen ukoił jej smutek...
Po powrocie do domu, rodzice dziewczynki próbowali znaleźć dla niej zastępstwo, jakiegoś innego pluszaka, który zająłby miejsce utraconego misia. Po części się to udało, ale nie do końca. Przez jakiś czas miejsce misia zajął pluszowy kotek, a potem większy i starszy kolega misia. W przedszkolu znaleziono takiego samego pluszaka, jakiego zgubiła dziewczynka i nikt się do niego nie przyznawał. Wisiał biedak przybity do tablicy za metkę i nikt go nie chciał wziąć do domu. Rodzice pytali dziewczynkę czy by nie przygarnęła tego misia, ale ona dobrze wiedziała, że to nie ten, choć wyglądął tak samo. Ten miał metkę, a po za tym jej zginął w Sztokholmie.
Czas płynął i zdawał się leczyc rany. Jednak kilka dni temu dziewczynka usłuszała, że jej tatuś ma jechać do Sztokholmu na szkolenie. Natychmiast przybiegła do niego i poprosiła, czy tatuś nie mógłby odnaleść jej misia. Przecież tata jedzie do Sztokholmu! Wzrok dziewczynki wyrażał taką pewność, że tata odnajdzie misia, że nie było miejsca na dyskusje. Tata zrozumiał, że po prostu MUSI odnaleźć tego misia. Poprosił jeszcze tylko aby dziewczynka narysowała dokładnie jak miś wyglądał, aby mógł pokazywać go ludziom i pytać czy do nie widzieli. Dziewczynka narysowała, tato wziął rysunek i pojechał do Sztokholmu.
W czwartek wieczorem, dziewczynka nie mogła zasnąć wieczorem i czekała na powrót taty. Było już późno i normalnie dziewczynka już spała o tej porze. Ale gdy tato po cichu otwierał drzwi i gdy ledwo wszedł do domu usłyszał z dziecięcego pokoju radosne: „Tatuś!” a zaraz potem: „Misiu! Misiu!” Dziewczynka wyskoczyła z łóżka, przybiegła do przedpokoju. Stanęła przed tatą z pełnym usmiechem na buzi i powtórzyła cicho: „Misiu!” Była pewna, choć przecież nikt jej nie obiecywał, że miś się odnajdzie. Czy jest możliwe aby odnaleść misia zgubionego gdzieś w wielkim mieście, ponad dwa miesiące wcześniej? Była pewna tą swoją dziecięcą niezłomną wiarą, która niedopuszcza zwątpienia, że misiu się odnalazł. Staneła jakiś metr od taty i patrzyła jak rozpakowuje torbę i w końcu wyciągna z niej... misia!! Jej misia!!!
Dziewczynka krzyknęła z radości i nic nie mówiąc chwyciła misia i pobiegła do swojego pokoju. Wpakowala się z powrotem do swojego łóżka i bardzo szybko zasnęła tuląc go mocno do siebie, a usmiech nie schodził z jej buzi...
Na zdjęciu, właśnie ten mały miś... Bez metki :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Marysieńka (2010-11-15,13:41): Miałam podobną przeprawę z wnusiem, który zgubił swoja przytulankę....szmacianą kaczuszkę....ale na szczęście udało się kupić identyczną:))) tdrapella (2010-11-15,13:42): O kurcze, teraz mi dałeś do myślenia :) Jak go jeszcze połączą z naszym adresem i numerem mojego konta... ;)) tdrapella (2010-11-15,13:44): Maryś, ja się nie będę wdawał w szczegóły w jaki sposób i gdzie odnalazłem tego misia ;) Niech to zostanie tajemnicą :) Jasiek (2010-11-15,14:14): Ot, tatusiowy los! - niekiedy trzeba się przedzierzgnąć w czarodzieja :) tdrapella (2010-11-15,14:21): Ano tak Jaśku bywa :) I to nie tylko los tatusiów, ale w ogóle facetów :) tdrapella (2010-11-15,14:22): Widzisz Iza. Gdzie Tata nie może tam dziewczynkę pośle ;) Widać, ze dziewczynka już od początku zaradną była :) kudlaty_71 (2010-11-15,14:44): ...hmmm...Poszukiwacz Zaginionego Misia...brawo...a tak z czystej ciekawości...a na to szkolenie dotarłeś???... tdrapella (2010-11-15,14:47): Mimo ataku zimy, chaosu komunikacyjnego udało się dotrzeć, po przyjechałem na szkolenie wieczorem dzień wczesniej. Więc miałem też czas na poszukiwania :) Hepatica (2010-11-15,21:57): Znam chłopca, który od kilku lat nie rozstawał się ze swoim misiem. Bardzo niepozornym i nie za dużym:))). Wszędzie z nim jeździł, często gubił ale zawsze odnajdywał i przytulał go do snu. Miś nazywał się Guliś i podczas tegorocznego wieczornego spaceru na cmentarz w Dniu Wszystkich Świętych zaginął bezpowrotnie. Rodzice dokładnie przeszukali drogę kilka razy ale misia nie znaleźli. Pewnie znalazł go ktoś i podarował innemu dziecku. Oby potrafiło pokochać Go tak mocno jak kochał ten chłopczyk. Nikt nie potrafi tak czarować żeby wrócił mimo, że rozglądano się za takimi czarami po świecie i sieci:). Ale przykład cudu odnalezienia misia pewnej dziewczynki na nowo zaszczepił nadzieje w sercach tych, którzy chcą ulżyć niedoli chłopca:))) tdrapella (2010-11-15,22:09): Krysiu, mam nadzieję, że rodzicom się uda i chłopiec odnajdzie swojego Gulika. Trzymam za to kciuki. Bardzo mocno. Musi się udać :) ddrapella (2010-11-16,20:07): Piękna historia - dobrze jest dzieciom, co mają takich Ojców, na których można tak bezgranicznie polegać. Spisałeś się synu na medal a Wojtuś i Stachu mają o czym rozmyślać przed każdą nocką, gdy tulą swoje pluszaki....
|