2010-07-28
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Rzuty (czytano: 257 razy)

W końcu.
Wczoraj trenowałem (jak prawie codziennie) z Olą rzuty na egzamin. To był wyjątkowy trening. W końcu poczułem te rzuty, a trenuję je od dłuższego czasu – najpierw z Magdą teraz z Olą.
Zaczynają mi wychodzić, czuje je i ich moc. Ola jest trochę mniej zadowolona, bo mimo iż założenie jest, że jej nie rzucam, tylko zatrzymuję się po wejściu do rzutu, to jak mnie poniosło to i wylądowała na podłodze kilka razy. Cieszyłem się jak małe dziecko. Ola stwierdziła, że cieszę się jak Piotrek, kiedy dostaje nowe chłopki z Gwiezdnych Wojen. Może, ale sztuki walki dostarczają mi autentycznej radości i szczęścia, szczególnie, kiedy po miesiącach wysiłków, setkach nieudanych powtórzeń, techniki zaczynają mi wychodzić i zaczynam czuć to nie określone coś co uświadamia mi prawidłowość tego co robię. Oczywiście sobotni egzamin zweryfikuje moją euforię, ale póki co jestem bardzo zadowolony.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu mamusiajakubaijasia (2010-07-28,12:44): Nie ma to jak bezkarnie rzucić kobietką - nie? :)))) Sheng2 (2010-07-28,12:47): no ja tak do tego nie podchodzę ale samo rzucanie jest fajne - szczególnie jeśli dobrze wychodzi :D Bazyliszek76 (2010-07-28,15:31): Troche bolało ale to nic :) Sheng2 (2010-07-28,15:36): Następnym razem postaram się być delikatniejszy
|