2007-12-31
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| podsumowanie roku 2007 (czytano: 494 razy)

Ostatni dzień roku przeznaczam na podsumowanie. Dziwny rok. Zakochałam się... Nie mam najmniejszego pojęcia, czy jest miłość odwzajemniona. Po prostu i najzwyczajniej trwam sobie w tym własnym uczuciu, z którym jest mi tak dobrze. Mrużę oczy, pokrywam się rumieńcem i błogi uśmiech paraliżuje mi usta, gdy tylko ktoś o Nim wspomni w moim towarzystwie albo sama o tym w chwilach rozmarzenia pomyślę. Tęsknię, lecz czekam z pokorą i cierpliwością na następne spotkanie, bo wiem, że muszę się do każdego dobrze przygotować, a nie tak jak to zwykłam z innymi robić - z marszu, spontanicznie. Potraktował mnie z wielką surowością, bólem, litrami wylanego potu, opuchlizną, pokiereszowanymi członkami, ale warto było. To uczucie to mój największy tegoroczny skarb, a mój Ukochany to Bieg Rzeźnika.
Drugą, już może nie miłością, ale niezłą przygodą, był debiut w triathlonie. Spodobało mi się i pewnie chciałabym więcej, co oczywiście nie oznacza od razu startu w IronManie, bo ja to niestety bardzo dobrze znam różnicę pomiędzy spokojnie i na luzie przebiegniętą dyszką, a spokojnie i na luzie przebiegniętym maratonem, a tu trudność potrójna, co ja mówię, do trzeciej potęgi! i na dodatek z nieubłaganym limitem czasu. Choć wokół mnie wszyscy o tym mówią, to ja nie - o tym zdecydowanie nie myślę.
Przygotowania do Rzeźnika zajęły mi pierwszą połowę roku, a co w drugiej? Otóż nic. Co prawda zabrałam się właściwie rzutem na taśmę do poprawiania życiówki na dychę, ale mi nie wyszło. Żadnego rekordu w tym roku nie zrobiłam. Ale nie zamartwiam się tym, bo przynajmniej czuję się już dookreślona. Wiem na co mnie stać i do czego dążyć.
W całym roku przebiegłam łącznie prawie 2600 km z czego 850 km na zawodach, na rowerze ok. 1700 km, przepłynęłam 14 km. Zaliczyłam 7 maratonów i 1 ultra. Bez kontuzji, bez dłuższych niedyspozycji. Dobry rok, kochany rok...
~~
Poza bieganie własnym do niewątpliwych sukcesów organizacyjnych zaliczam współpracę ze wspaniałymi ludźmi w Komitecie Odżywek Własnych przy Maratonie Warszawskim oraz promocję zawodów SMŚ i SKŚ. Nie mogłam o tym nie wspomnieć, bo to spora część mojego biegowego bzika.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |