2014-09-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Weekendowy test biegowy – cztery życiówki w 2 dni (czytano: 742 razy)

Weekendowy test biegowy – cztery życiówki w 2 dni
Od 18 listopada 2013 roku przygotowuje się do mojego docelowego startu na dystansie 100 km, który odbędzie się 21 listopada 2014 roku w Doha (Katar). Jak łatwo zauważyć całe przygotowania będą trwały równo rok. Oczywiście w czasie przygotowań brałem udział w zawodach i również będę jeszcze startował przed biegiem w Katarze. We wrześniu miałem już zaplanowany start w moim kultowym Łowickim Półmaratonie Jesieni, którego z oczywistych względów (miałem tu swój debiut i to moje rodzinne miasto) nie mogłem odpuścić. Już od mojego debiutu w Łowiczu postanowiłem, że zrobie wszystko aby co roku tutaj biegać i tak już od kilku lat biegam w Łowickim Pólmaratonie Jesieni.
Miałem dylemat jak pobiec w Łowiczu, bo to jednak tylko 21,1 km, ale na ratunek przyszli koledzy z Pabianic, którzy dali mi cynk, że 20 września 2014 roku odbędzie się u nich charytatywny bieg 12 godzinny. Nie mogłem przepuścić takiej okazji i szybko zapisałem się na bieg. Na początku myślałem, że będę biegł całe 12 h aby nabiegać jak najwięcej. Nachodziły mnie różne pomysły wliczając w to walke o rekordowe wyniki w okolicach 140 km. Tak się jednak nie stało. Tuż przed biegiem pojawiły się dwa nowe pomysły. Pierwszy żeby pobiec bardzo mocno 50 – 60 km, a drugi żeby Beatka – moja żona pobiegła ze mną. Tak jak pomyśleliśmy tak też zrobiliśmy. Ja opracowywałem strategię biegu, planowałem i przeliczałem międzyczasy na pętlach, a Beatka w tym czasie cieszyła się z debiutu w „ultra”.
Pojawiliśmy się na miejscu już o 6 rano. Nie było jeszcze organizatorów ale to nic, najważniejsze, że byliśmy już na miejscu. Szybko pojawili się znajomi z Korony i wszystko zaczęło się rozkręcać. Nie trzeba było długo czekać aby na miejscu pojawili się następni biegacze i nie tylko. Pojawiła się również lokalna TV, ale o tym poźniej. Na początek rozpocząłem bieg bardzo powoli aby się rozgrzać. Pierwsze dwa okrążenia biegłem bez włączonego zegarka, zatrzymałem się, troszkę się porozciągałem i dopiero po 16 min zabrałem się do mocnego biegania. Po przekroczeniu lini startu włączyłem stoper i zaczęło się odliczanie kółek, kontrola czasu, walka z samym sobą, mijanie wolno biegnących kolegów, kiljarzy, a co najgorsze walka z dość trudną trasą (ścieżka wokól stawów, trawa, sporo kamieni i nierówności, a do tego schody).
Kilometry uciekały szybko, a ja utrzymywałem równe tempo przez cały bieg. Szybko się zorientowałem, że ciężko będzie przebiec te 60 km, dlatego postanowiłem pobiec tylko 50 km. Pierwszy połmaraton miałem zrobiony w 1:27:20, co okazało się być moją nową życiówką (P.B. no 1). O dziwo druga część poszła identycznie, czyli maraton wyszedł 2:54:40 (P.B. no 2), co oczywiście było moją życiówką na tym dystansie poprawioną prawie 11 min, a do tego pierwszy raz poniżej 3h. Już wiedziałem, że czas na 50 km też będzie dobry. Nie pomyliłem się i równo w 3:27:00 dobiłem do 50 km (kolejna życiówka, P.B. no 3). Byłem bardzo szczęśliwy, że tak szybko pobiegłem, bo zakładałem, że 3:45h będzie dobrym czasem na tym etapie przygotowań. Troszkę szkoda mi było tak szybko skończyć bieg, bo miałem jeszcze ponad 8 godzin na bieganie, ale nie taki był plan.
W tym samym czasie na trasie była również Beatka, która zrobiła ponad 11 km, z czego jestem bardzo zadowolony, bo świetnie sobie poradziła. Bardzo długo przygotowywała się do dłuższego biegania. Na dodatek dopadły ją media aby udzieliła wywiadu dla lokalnej TV. Pierwszy start „ultra” i od razu wywiadów udziela i jak tu się nie cieszyć.
Po biegu szybko pojechaliśmy do domu. Wieczorkiem czułem zmęczenie, dlatego położyliśmy się troszkę wcześniej aby zregenerować obolałe ciało, bo kolejnego dnia czekał nas półmaraton, tak oboje mielismy pobiec kolejny raz w ten weekend.
Rano jak w każdą niedziele pojechaliśmy do kościoła na 8:00, a po mszy szybko odebraliśmy pakiety. Później szybkie śniadanie i zbieranie się na start. W głowie miałem zaplanowane pobiec spokojnie, bo wiedziałem, że dużo wysiłku kosztował mnie sobotni bieg. Wynik w okolicach 1:35 – 1:40h brałem w ciemno. Czułem się dobrze, ale bałem się, że jak zacznę za mocno to później zapłace za to w końcowym etapie biegu. W tym roku zmieniono trasę i do pokonania mieliśmy 4 pętle. Na pierwszej biegłem spokojnie, ale wszystko było na dość dużych jak na mnie prędkościach (5 km – 20:50). Jak pojawiłem się na mecie zegar pokazywał 23:12 min, co po szybkiej kalkulacji x 4 dawało wynik 1:32 h. Pomyślałem jest super i biegłem dalej. Nie za bardzo mogłem zaufać Garminowi, bo biegliśmy po stadionie, a do tego na trasie było dużo zakrętów. Czasami pokazywał mi tempo 3:30 min/km, gdzie wiedziałem, że to jest nie możliwe. Na 10 km pojawiłem się po 41:15, czyli udało się pobiec szybciej, co mnie cieszyło. Wiedziałem, że jestem już na dobrej drodze aby pobiec w okolicach 1:30 h. Trzecie okrążenie to kolejna poprawa wyniku. 15 km pokonałem w 1:01:15, czyli super wynik jak na tym etapie, bo każde okrążenie robiłem szybciej. Niesiony dopingiem kibiców dałem z siebie wszystko i na mecie pojawiłem się w 1:25:12 !!! (P.B. no 4)
Nie mogłem uwierzyć, ale zrobiłem życiówkę, poprwiłem ją prawie o 4 min (1:28:48) na dodatek po tak mocnym biegu w sobotę. W klasyfikacji generalnej zająłem 35 miejsce, co jak na starty w Łowiczu chyba jest najsłabszym wynikiem, ale w tym roku było prawie 2 razy tyle biegaczy co w poprzednich edycjach. W kategorii wiekowej byłem 8 na 132 biegaczy. Najważniejsze jest to, że utrzymałem 3-cią pozycję w klasyfikacji łowiczan, tak jak to było w 2013 i 2012 roku.
Jestem bardzo zadowolony, bo widzę, że przygotowania przebiegają bardzo dobrze, a ja biegam coraz szybciej jednocześnie nie tracąc swojej wytrzymałości. Zrobione na wymagającej trasie 50 km w stałym tempie 4:08 min/km cieszy i dobrze prognozuje. Będę miał nie lada problem w ustaleniu taktyki na 100 km i czasu o jaki będę walczył.
Teraz jeden dzień regeneracji i wracam do trenigów, bo mój cel jest coraz bliżej.
Podsumowanie
Sobota, 20.09.2014
50 km w 3:27:00 (pace 4:08 min/km)
Niedziela, 21.09.2014
Półmaraton w 1:25:12 (pace 4:02 min/km)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu thebeściak (2014-09-25,16:44): Możesz napisać o swoich nadziejach na start w Doha? na jakie miejsce liczysz,jakie chciałbyś mieć i kto tam może pobiec,chodzi o Twoich potencjalnych rywali. robaczek277 (2014-09-25,17:47): Juz zbieram materiały na taki wpis, cos w stylu tego co napisalem o Spartathlonie ale musze zobaczyc liste startowa, ktorej jeszcze nie ma. thebeściak (2014-09-25,19:08): Jestem ciekaw Twojego startu na 100 ponieważ widzę że traktujesz go poważnie i widzę że Jesteś w gazie. Bardzo dwa udane występu ostatniego weekendu i w dodatku życiówka na połówce mówią same za siebie.Ponadto 42km w biegu na 50km poniżej 3h Wow! Podejrzewam że zamierzasz ukończyć 100 w pierwszej dziesiątce a może nawet wyżej. robaczek277 (2014-09-25,19:37): Na Top 10 to nie ma szans bo trzeba setke pobiec ponizej 7h a ja mam zyciowke 8:42h thebeściak (2014-09-26,15:33): Jeżeli byśmy mówili o biegu na 10km to rozumiem Twoje obawy ale najlepsze czasy (tak mi się wydaje) w ultramaratonach można Bić jeszcze ho ho! dług i długo. Więc ciśnij ile wlezie na tej 100 a Będziesz niedługo pisał o nowej życiuwie na stówkę :) robaczek277 (2014-09-26,17:12): Jak dobiegne do mety to bedzie to zyciowka na 100% bo forma jest, zebym tylko nie przesadzil z optymizmem i nie polecial zbyt optymistycznie, wola walki i przygotowanie do bolu jest.
|