2011-08-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Bieg Elity - Mistrzostwa Polski w biegu ulicznym na 10km (czytano: 669 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.biegdominika.com/pl/bieg-sw-dominika/

Niewątpliwie był to najbardziej obsadzony bieg w jakim brałem udział w swojej dotychczasowej karierze biegacza-amatora.
Zacznijmy od początku na bieg wybrałem się w sobotę naszymi wspaniałymi kolejami państwowymi, już na samym początku okazały się problemy ponieważ nie mogłem kupić biletu bezpośrednio do Gdańska tylko musiałem najpierw kupić do Malborka potem gdy już tam dojadę mając tylko kilka min na przesiadkę-udać się do kasy i zakupić bilet do Gdańska-okazało się ze Pan w kasie nawet tego pociągu nie miał w rozpisce która jest na biężąco uaaktualniana ale w internecie widniało to połączenie... no cóż Z Lubania wyjechałem ok godziny 9 na miejscu byłem ok 14-pieszo z dworca PKP doszedłem do biura zawodów które znajdowało się nieopodal fontanny Neptuna, już po drodze widać było ze miasto żyję biegiem no i przede wszystkim Jarmarkiem Św. Dominika, czego na tych stoiskach nie było :O Od razu udzieliła mi się przyjemna atmosfera, po spotkaniu ze znajomymi z którymi miałem wystartować w biegu elity, udałem się do biura zawodów w celu weryfikacji-Pani która się tym zajmowała była dość oschła ale nie obchodziło mnie to jakie ma humory chciałem tylko sprawnie przejść przez tą czynność. Po odebraniu numeru i mając jeszcze ponad 2 h do startu postanowiłem obejrzeć bieg na 5 km gdzie brało udział ok 500 biegaczy w tym wiele znajomych twarzy, przede wszystkim kibicowałem Dawidowi Klayborowi z którym poznałem się właśnie na tego typu imprezach, Dawid dobiegł na 3 pozycji z czasem 14:07 jednak trasa nie posiadała pełnej piątki. Po oklaskaniu zwycięzców nastał czas na przebieranie do rozgrzewki ale było tak duszno ze zdecydowałem się od razu ubrać w strój startowy i startówki co było błędem bo do startu byłem już cały mokry... Rozgrzewka przebiegła mi chaotycznie, nie mogłem się skupić ciągle widząc znajomą twarz po prostu wybijałem się z rytmu startowego, nie rozgrzewając się solidnie nieuchronnie zbliżała się godzina "0" . Nadszedł czas zbierania zawodników na starcie i oddzielnej prezentacji każdego z nas, po tym nastąpił start honorowy i już za chwilę mieliśmy "pruć" po gdańskiej starówce :D Tak jak to zakładałem start był bardzo szybki jak dla mnie więc nie zwracając uwagi na innych i mając na uwadze wcześniejsze doświadczenia z innych startów postanowiłem zacząć powoli, chciałem połamać 33 minuty i biegłem na ten wynik. Razem z Pawłem Psczółkowskim i Dawidem Worobcem biegliśmy na wynik poniżej 33 minut, poszczególne kilometry wyglądały tak: 1-3:17 2-3:24 3-3:19 4-3:23 5-3:22 [gdzieś w tym momencie Dawid schodzi z trasy] 6-3:16 7-3:13 8-3:13-tutaj zaczęła mnie męczyć kolka wątrobowa i to bardzo męczyć... Paweł zaczął mi uciekać a ja z grymasem na twarzy próbowałem utrzymywać tempo. 9-3:17 10-3:16 To mi dało w sumie 33minuty i 2 sekundy byłem zadowolony bo oczywiście to był mój nowy rekord życiowy jednak okazało się ze to jeszcze nie koniec... Wbiegłem na metę na 25 pozycji mając czas 34:17 min, Garmin pokazywał dokładnie 10,41 km a trasa miała atestowane 10 km i nie było mowy o takiej rozbieżności, trochę się podłamałem bo mówiąc szczerzę byłem wręcz przekonany ze biegnę na new PB i do tego tak luźno mi się leciało ze szok aż do kolki na 8-km ale to wina tej parszywej rozgrzewki... Jak się później dowiedziałem Garmin na zakrętach nadrabia metrów i dlatego tak wskazał, po prostu zwalnia wolniej niż zawodnik który wchodzi w zakręt, redukując tempo. Tak jak już wspomniałem luz czułem i to duży tak że może gdybym się nie sugerował GPS-em był by wynik w okolicach 33:00 a tak no niestety klapa... trasa do najłatwiejszych nie należała- kostka, ok 40 zakrętów i lekki podbieg choć przy tej prędkości trochę go było czuć w nogach. Za to kibice to jest coś wspaniałego biec przy takiej publice !!! nie czuło się zmęczenia przy owacji i okrzykach ! Zadowolony jestem bo poznałem Cosmasa -kenijskiego zawodnika który wygrał biegi i Marcina Chabowskiego z którym truchtałem po zawodach-dowiedziałem się od niego wielu ciekawych rzeczy. Wracając do miejsca które zająłem to miałem szczęście bo z 28 startujących, 3 nie ukończyło biegu a ja dobiegłem jako ostatni na pozycji 25 i to było ostatnie miejsce premiowane nagrodą pieniężną tak że wycieczka do Gdańska się zwróciła :) Na losowaniu nagród już nie zostałem bo pociąg naglił... droga powrotna to droga przez mękę, pociąg linii TLK- przepełnione składy, duchota i brak miejsc siedzących, koszmar, to był dla mnie jak cios nokautujący po tym całym intensywnym dniu. Około 2:30 w nocy po ponad 6 h podróży dotarłem do domu...
Dzisiaj już za mną start w GP Włocławka na bardzo ale to bardzo wymagającej, przełajowej trasie wokół jeziora Łuba ok 7 km -już od rana udało się wygrać :] śr tempo 3:58/km Nogi czuję zmęczone ale jeszcze wieczorem chcę zakręcić z 10 km na rozluźnienie :)
Nie jestem teraz w stanie opisać wszystkich plusów imprezy ale było ich sporo ! Bogaty pakiet-napój izotoniczny, soczki, batonik, koszulka, herbatniki, próbka jakiegoś kosmetyku, medal specjalnie bity na tą okazję. Do gustu przypadły mi tez imienne numery startowe, kibice i szanowanie każdego zawodnika nie tylko tych "zawodowych"
Za rok jeżeli tylko zdrowie dopiszę będzie lepiej-obiecuje ! ;)
Przepraszam za błędy ale nie zawracałem na nie uwagi bo lekko śpiący jestem :P
Pozdrawiam !
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Przemek_G (2011-08-08,15:07): To musiał być naprawdę fajny bieg. Gratuluję Master Piernik (2011-08-09,07:29): I to jak fajny ! ten klimat jest niezapomniany ! Daniel Tarczyński (2011-08-14,01:02): Bravo Piernik oby tak dalej :)
|