2009-11-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Motywacja zewnętrzna (czytano: 454 razy)

Ten tydzień nie nalezy do jakich¶ szczególnie udanych biegowo. Wracanie do treningów idzie mi opornie. Pogoda i okoliczno¶ci nie sprzyjaj±, a na dodatek na brak pracy też nie narzekam i cał± siln± wolę szlag trafia gdzie¶ między 5.15 (pierwszy dzwonek budzika), a 5:33 (trzeci dzwonek, ostatni żeby sensownie wyj¶ć).
Co ciekawe, te dwa treningi, które w tym tygodniu odbyłam, odbyłam przy lodowatym porywistym wietrze, czę¶ciowo mż±cym deszczu. Jak już w czwartek i piatek sie zrobiło w miarę ciepło, motywacja z mnie uszła jak powietrze z przekłutego balonika.
Mam niejasne wrażenie, że brakuje mi motywatora w postaci celu startowego. A ten jako¶ nie bardzo chce mi się wyznaczyć... No, zobaczymy.
Maj±c więc ¶wiadomo¶ć postu biegowego i niedosytu biegania w minionym tygodniu, pojechałam dzi¶ na Grand Prix Warszawy - edycję specjaln±, nieliczon± do klasyfikacji, bardziej z ciekawo¶ci. Bo bieg miał się odbyć w zupełnie nowym miejscu, pod Mostem Siekierkowskim. Jak zapewne wiecie, polscy mistrzowie trenuj± pod mostami. A pod Mostem Siekierkowskim chyba jeszcze nie biegałam. Plan był na lajtowe 50 minut (czyli granice przyzwoito¶ci). Ot, tak towarzysko.
Na Siekierkach okazało się, że tym razem na Grand Prix frekwencja jest taka sobie. Na dodatek zdecydowana większo¶c zamierza pobiec 5 km - bo przecież za 4 dni Bieg Niepodległo¶ci, więc nie ma sie co spinać. No cóż.
Ruszyłam ze ¶rodka stawki, nie za szybko. Ale nogi poczuły chęć biegania. Po 300 m udało mi się wymin±ć grupę tarasuj±c± chodnik :> i nieco przyspieszyłam. W rezultacie okazało się, że pierwszy kilometr pobiegłam do¶ć szybko, na drugim rozum zacz±ł mi przypominać, że biegniemy dyszkę, a nie jaki¶ inny dystans, ale nie do końca posłuchałam, potem już jednak jakie¶ resztki rozs±dku się odezwały.
Trasa biegu (dwie pętle) była mocno pokręcona, kilkakrotnie przebiegała w okolicach mety, a poza tym sprawiała, że co jaki¶ czas widziało się zarówno tych, ktorzy byli mocno z przodu, jak i tych za sob±. To sparwiało, że spacerek na trasie - jak mi się czasem na Kabatach zdarza - tu nie wchodził w rachubę. To by była kompromitacja.
Nawierzchnia był taka sobie, bo wszechobecna kostka bauma, ale ponieważ i treningowo ostatnio biegam głównie po kostce, jako¶ dotkliwie tego nie odczułam. Od trzeciego kilometra biegłam ciut wolniej, ale cały czas bradziej niż przyzwoicie (powiedzmy szczerze - szybciej niż na ostatnich kilometrówkach w tygodniu). Na szczę¶cie nie wzięłam pulsometru, bo wyłby pewnie od startu do mety.
Na ostatniej prostej do mety ze zdumieniem zerknęłam na zegarek.
A na mecie okazało się, że przybiegłam w czasie zaledwie 2 sekundy gorszym (moj stoper wskazywał identyczny) od mojej "kabackiej" zyciówki. I nawet jeżeli trasa była minimalnie krótsza niż 10 km (GPS i inne wskaĽniki róznie pokazywały, podobno ok. 250 metrów brakowało) to i tak czas miałam znakomity. 45:11 :)
I jakby tego było nie do¶ć, okazało się, że przy tak niewielkiej liczbie osob i małej liczbie kobiet, przybiegłam na metę jako, uwaga, DRUGA kobieta :) Co spowodowało, że zaczekali¶my na dekorację, a tym razem były i puchary i nagrody, i to aż dla 6 najlepszych. I stałam na podium, i dostałam pucharek. I pucharek teraz stoi na honorowym miejscu i ma służyć za zewnętrzny motywator do treningu. Tak jak wzrok kolegów był dzi¶ motywatorem, żeby nie zwalniać :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora szpaq (2009-11-11,10:34): ... a moj± motywacj± do biegania jest czytanie tego, jak kto¶ wstaje o 5:33 i idzie biegac... niemozliwo¶ć do kwadratu ;-)
|