2012-03-12
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Złośliwość zegarka biegowego. (czytano: 445 razy)

Dziś miał być mocny trening.
BNP.
Znów w TV zapowiedzieli silny wiatr, więc celowo poszliśmy do Lasku, a nie na stadion. Już się chyba trochę do tego przyzwyczaiłem, że zawsze, gdy mamy mieć mocny trening w drugim zakresie to jest huragan.
W lasku, dzisiaj o 11-tej miały być zawody GP Szczecina, więc chcieliśmy zacząć trening wcześniej, żeby nie omijać ścigających się biegaczy. W lasku tłumy. Spacerowicze, kijkarze, psy, wózki z dziećmi, biegacze, truchtacze z psami na długich smyczach, rowerzyści, dzieci na deskorolkach i hulajnogach – wszystko to wyległo na wąski asfaltowy chodniczek.
Niespodziewanie w trakcie rozgrzewki zauważyłem, że mój garmin się wyłączył! :-o W pierwszej chwili myślałem, że sam niechcący go wyłączyłem. Włączyłem go ponownie i zerknąłem na wskaźnik zużycia baterii. Wskazywał dwie kreski więc myślałem, że spokojnie dokończę trening. Ale nie, ale nie!
Po zrobieniu 5km rozbiegania, kilku przebieżek, rozciągania i kilku kilometrów w tempie WB2 (drugiego zakresu) nagle cholernik znów się wyłączył. Na dodatek – i to jest największa wada tego zegarka – nie chciał się wyzerować. (NIE MOŻNA WYZEROWAĆ KILOMETRÓW, GDY GARMIN MA SŁABĄ BATERIĘ!).
Co miałem dalej robić?
Pobiegłem na start i szybko zapisałem się na zawody GP (5,544km). Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że zaraz po starcie zegarek znów mi się wyłączy więc obrałem taktykę biegu za zawodnikiem o podobnej do mnie formie. Niestety wszystko tego dnia musiało być nie tak.
Biegacze z czołówki zaczęli zbyt szybko, a po połowie kółka zwolnili. Mnie to tempo zajechało. Jakoś dorzeźbiłem do końca, ale nie lubię biegać w ten sposób. Mogłem sobie zacząć wolniej i potem się rozkręcić. Jednak tego dnia wiało nawet w lesie, więc może to i dobrze, że biegłem w grupie na jej końcu, bo przynajmniej mi nie wiało w twarz :-)
Na zegarek w ogóle nie patrzałem. Zapomniałem o nim. Byłem dopiero 8-my na mecie.
Po biegu zauważyłem, że Garmin wytrzymał calutkie 5,5km bez wyłączenia się. Byłem zły. Złośliwy paskudny zegarek! Bleeee. Gdyby się dał wyzerować licznik kilometrów, to widziałbym średnie tempo biegu i pobiegłbym to lepiej. Zaczął wolniej, a tak…
Na drugi raz będę pamiętał o naładowaniu baterii.
Trening BNP przepadł, za tydzień przepadnie drugi, bo biegnę Kołobrzeg.
Jedyna dobra wiadomość dzisiaj, że prawdopodobnie w niedługim czasie będziemy mięli nowe startówki!!!
Chciałbym je mieć w Kołobrzegu.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Novik (2012-03-12,07:58): Biedny Zbyszku - Tobie zawsze pod górkę;-)) snipster (2012-03-12,08:42): biedny Gramlinek ;) przed treningiem trzeba go głaskać i do niego mówić... a ty mu jeść nie dajesz ;) evitah (2012-03-12,16:44): Biedny Zbyś i biedny Garminek :) Ale wiecie co, ja w Niego wierzę (w Zbysia). W Kołobrzegu wywali taki wynik że wszystkim szczęki opadną!!! A komu nie opadną w tym tygodniu, to opadną po maratonie w Dębnie. Stepokura-nazwisko zlat60 (2012-03-13,12:55): Start w zawodach ,nigdy nie jest jak pisześ "przepadkiem treningu", gdyz zasadą jest iz najgorszy stasrt jest o niebo lepszy niż najlepszy trenig, a napewno więcej daje korzysci dla organizmu, i jego wytrenowania zbig (2012-03-13,17:16): No to już jestem spokojny :-)
Jutro tysiączki, sztuk 9.
|