Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [5]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
soolash
Pamiętnik internetowy
Siwe Muflony

Wojciech Sularz
Urodzony: 1966-11-27
Miejsce zamieszkania: Bolszewo
2 / 3


2024-09-30

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
DNS. Porażka czy sukces? (czytano: 1274 razy)

 

A mogło być tak pięknie! Nie było ;-(. Przepracowany plan treningowy do maratonu. Co prawda, objętościowo o 1/3 skromniejszy od poprzednich, ale z akcentami na inne rzeczy, które miały zrekompensować kilometry.

Realny plan osiągnięcia maratońskiej przeciętności, czyli 4 godzin, pełen nadziei. Pogoda wręcz wymarzona (w odróżnieniu od dwóch wcześniejszych maratonów), warszawska trasa atrakcyjna, wsparcie gotowe do działania.

I co? Ostatni tydzień przed maratonem, czułem ,że coś się we mnie zagnieździło i nie byłem sam w swoim ciele. Wirus, bakteria czy jakiś inny stwór, który mógł namieszać. Objawy na tyle słabe, że nie zaburzały przedstartowych treningów. Powszechne "leki" dawały nadzieję, że nic się nie rozwinie. I przyszła sobota, dzień wyjazdu do Warszawy. Już w nocy nasilił się ból głowy, przyszło osłabienie. Jechać trzeba, odebrać pakiet startowy trzeba. Może przejdzie, może objawy miną. Nie minęły...

Odbierając pakiet startowy nie wierzyłem już, że w niedzielę stanę na starcie. Ból głowy zmalał pod wpływem mocnego środka przeciwbólowego, ale nie miałem ochoty podjąć wysiłku, czułem się słaby. Po rozmowie z doświadczonym biegaczem postanowiłem definitywnie zrezygnować ze startu.

W ten sposób narodził się DNS, zmora biegaczy, chyba najbardziej bolesny w moim dotychczasowym bieganiu.
Niedzielny ranek nie był tak straszny, jak cała sobota, ale głowę miałem już odstawioną na tory z napisem "nie biegnę".

Co lepsze? DNS czy DNF? Wybrałem to pierwsze, ale nigdy się nie dowiem, czy postąpiłem słusznie. To zawsze trudna decyzja. To zawsze myśli typu: A gdybym wystartował, to może wszystko dobrze by się ułożyło. Tego już się nie dowiem. Klamka zapadła, Korona Maratonów upadła na zimną posadzkę i będzie się toczyć następne dwa lata. Wciąż jestem biegaczem, który nie osiągnął maratońskiej przeciętności. Smutek...

Zawsze jest jednak jakaś nadzieja, światło w ciemnym tunelu, promyk słońca zza czarnych chmur. Będą inne okazje, będą inne możliwości. Właściwie co jest ważniejsze? Cel, czy dążenie do niego?

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
modzel11
16:36
smszpyrka
16:36
Natalia_2709
16:32
Katarzyna_Konkel
16:31
Bartuś
16:17
mittwoch1
16:17
biegacz54
16:13
Bmarian
16:13
henrykchudy
16:04
Lektor443
15:59
Andrea
15:59
rezerwa
15:57
mariuszkurlej1968@gmail.c
15:50
jaro kociewie
15:45
Tuptuś 89
15:42
jery
15:27
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |