2012-08-29
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Tydzień w spa (czytano: 743 razy)

Wyjechać
wypocząć
jak niepokojąco brzmią te słowa
gdy nie umie się odpoczywać.
Będąc w ciągłym biegu
wciąż w gotowości do startu
czując w gardle jaskółczy niepokój
tak trudno jest otworzyć usta
i po prostu uwolnić ptaszka z klatki
niech leci przeżyć urlop
zastępując ledwie słyszalnym szeptem
zdyszaną arytmię serca.
Porzucam więc rutynę dnia
nie rezygnując z tego co kocham
Klasyczny rytm za którym tęskni ciało
bez żalu pozostawiam wiele kilometrów za sobą.
Na dodatek tych przejechanych samochodem
Pakuję auto po brzegi
pamiętając tylko o tym czego nie powinnam zabierać
wcielam w życie swój plan
nie wychodząc z roli
porzucam komputer, internet
wyciszam się wraz z telefonem
Uwalniam myśli pozbywając się mp free
Buty?
Upycham gdzieś na dnie torby tak na wszelki wypadek.
Ruszam przed siebie zostawiając w głowie
tylko to co naprawdę ważne
bez czego nie mogę oddychać
- pasję życia
Oseska i moją Drugą Nie Tylko Biegową Połowę.
Przez najbliższy tydzień nasze stopy
ujrzą światło dzienne i pokażą nam
ile jesteśmy warci w czystej postaci
wyswobodzone z dobrodziejstw cywilizacji
będą hartować się na wszystkie możliwe czynniki
zimno, wiatr, słońce,
słoną wodę i piasek morski.
A więc postanowione!
po długich pertraktacjach z samą sobą
podejmuję decyzję
III Bałtycki Maraton Brzegiem Morza
pobiegnę boso tak jak rok temu.
Na miejscu wita nas radośnie
pogoda dla biegaczy:)
już wiem że z opalania nici
ale uśmiech nie znika z moich ust
bo przecież nie po to tu jestem.
Od tej chwili każdy dzień
to nowa biegowa przygoda
nie mogąc się zdecydować
czy chcemy się zatrzymać w nielicznych promieniach słońca
czy przyspieszyć wraz z porywistym wiatrem
na skraju lądu i wody
jak dzieci gonimy horyzont
i siebie nawzajem
bez końca
Nie liczę kilometrów
znikają szybko
jak ślady naszych bosych stóp na piasku
nie zwracam uwagi na zegarek
wsłuchuję się
w subtelny szum morza
powiew wiatru
P.J.Harvey
rozkoszuję się wolnością
rozpuszczonych włosów
idylla:)
Dzień biegu i godzina zero
zbliżają się wielkimi krokami
lecz tym razem
nie mam żadnej tremy
ze spokojem czekam na swój start
nie obmyślam taktyki
nie planuję wyniku
po prostu cieszę się tą chwilą
pięć dni mija mi tak szybko
że nawet nie zdążam się zastanowić
czy przetestować buty na mokrym piasku
na wypadek gdyby...
Wybija godzina
Jeszcze zdążę dopić kawę
bo bieg jest nieco opóźniony
chwila zawahania
a może jednak buty
Nie!
Nie dziś.
Stoję dumnie na starcie
wśród setki innych biegaczy
którzy podobnie jak ja
postanowili porzucić stały ląd
by szukać szczęścia wśród słonych fal
i grząskiego piasku
zasłuchując się w pieśni morza.
To jest mój idealny dzień
mówię sobie w duszy
i ruszam przed siebie.
Trzymam się z przodu stawki biegaczek
nie ścigając się z nimi
nie w głowie mi żadne przetasowania
wyrównuję oddech i po prostu płynę przed siebie.
Nic nie robi na mnie wrażenia
biegnąc po raz drugi tą samą trasą
po raz drugi boso
utwierdzam się w przekonaniu
że wiem czego powinnam się dziś spodziewać.
Kolejne kilometry mijają
a ja nadal trzymam się w czołówce
i nie wkładam w to nadmiaru pracy
Zapas sił pozwala mi wierzyć
że ta tendencja musi utrzymać się na powierzchni
10 km,
15 a ja wciąż biegnę w miłym towarzystwie
konkurentek z górnej półki
które tylko co chwila pytając mnie jaki mamy czas
przypominają mi
że to jednak jest wyścig
Zastanawiam się jak to możliwe
że najlepsze zawodniczki
biegną po zwycięstwo bez zegarka?
Może po prostu chcą czuć bieg
a nie presję czasu.
Z drugiej strony jednak właśnie dostrzegam
swoje rewelacyjne jak na warunki tempo
1:22 15km plażą boso!
Paradoksalnie to co mnie podbudowuje
dla nich okazuje się rozczarowujące
sądząc po ich swobodnym tonie wymiany zdań
domyślałam się
trudno
pozostaję znów sama we własnym świecie
jakiś czas ich smukłe sylwetki majaczą mi w oddali
przez chwilę mam nawet nadzieję na odrobienie straty
ale zaczynam odczuwać już trudy biegu
Przyglądam się sobie na kilku następnych kilometrach
i z przerażeniem stwierdzam
że tracę prędkość
wraz z narastającymi pęcherzami na stopach.
Ta informacja spada na mnie jak grom z jasnego nieba
ból jest coraz większy
z trudem stawiam kolejne kroki
zastanawiając się jak to się stało
co zrobiłam źle?
Przecież rok temu nic takiego mi się nie przytrafiło.
Analizuję kolejne możliwości:
zbyt intensywne bieganie boso na kilka dni przed biegiem,
wpływ pogody która spowodowała
że mokry piasek na całej trasie był bardziej twardy i ubity,
a może większe tempo biegu
co wiąże się z mocniejszym naciskiem stopy na podłoże
dochodzę do wniosku że...
właśnie wyprzedzają mnie
kolejne biegaczki a ja nic nie mogę na to poradzić
Najgorsze jednak jest to
że mój wymarzony tydzień w spa
staje się dla mych stóp wprost nie do zniesienia
Cała nirwana biegania boso
odlatuje jak papierowy lampion szczęścia
Drogi Boże życie nie jest miłe
rozważam swoje być albo nie być w tym biegu
chcę mi się płakać z bólu
jeśli taka jest Twoja wola
to niech tak będzie
dobrze wiesz że nie umiem przegrywać z samą sobą
nie poddam się więc bez walki.
Od teraz liczy się każdy kilometr
a jest ich jeszcze trochę w zanadrzu.
Zbliżam się właśnie do nawrotu
i spotykam swoją Szybszą Drugą Połowę
która informuje mnie radośnie że jestem piąta
próbuję przekazać złe wieści
ale mijamy się zbyt szybko
może to i lepiej
nie będzie się martwił myślę sobie w duchu.
Od 25 do 30km
depczę betonową ścianę piachu
każdy krok odczuwając jakbym biegła
boso po rozżarzonych węglach
już tylko nadchodzące fale przynoszą stopom chwilowe ukojenie.
Wbiegam coraz głębiej w wodę
w poszukiwaniu miękkiego dna
lecz nie przynosi mi to większej ulgi.
Imam się jednak każdego sposobu
by dalej biec.
W końcu następuje punkt kulminacyjny
ktoś tu musi umrzeć
i nie będę to ja
zaciskam zęby
pęcherz pęka
a więc jest dla mnie jakaś nadzieja
zaczynam wierzyć w siebie
już nie męczę się tak przy każdym kroku
wracam do gry
odrabiam straty
do mety zostało mi jakieś 10 km
Po raz pierwszy podczas maratonu żałuję że to tylko 10km
już wiem
nie zdołam wykrzesać z siebie mocy
by dogonić choćby jedną konkurentkę
szybka kalkulacja jednak
pozwala mi wierzyć że i tak poprawię znacznie swój zeszłoroczny czas.
To już jest coś.
Kolejne kilometry pękają wraz z kolejnymi pęcherzami
im bliżej mety tym szybciej biegnę
krótszy czas biegu to mniejsza męka dla stóp
mam więc silną motywację
do utrzymywania tempa.
W oddali widzę już niebieską bramę
która tym razem szczególnie cieszy me oczy
zdobywam się na finisz po piasku
zatrzymuję czas 4:23:31 i....
zamiast euforii ukończenia biegu
które jeszcze chwilę temu stało pod znakiem zapytania
mam mieszane uczucia.
Cała ja
Rok temu taki wynik ucieszyłby mnie ogromnie
ale teraz?
Hmm
wygląda na to
że wypuściłam ptaszka z klatki na głęboką wodę
zapominając że nie umie on latać.
Wolność też trzeba w sobie odkryć
ciesząc się z rzeczy małych
tak by móc powiedzieć sobie
i cóż z tego
że znów zajmuję to samo 5 miejsce
dla mnie jest to dobre piąte miejsce
okazja do tego by sprawić radość swojej Szybszej Drugiej Połowie Biegowej swoją nagrodą
na którą i tak on dziś bardziej zasługuje
wracając nie tylko z pęcherzami na stopach
ale i z nową życiówką.
To ważna dla mnie lekcja
Przypominam sobie o butach
które zostawiałam nierozpakowane
być może nie wszystko trzeba wyrzucić aby poczuć
prawdziwą radość
ale też wolności nie można zaznać przeżywając wciąż chwile szczęścia
prawdziwą wolność się zdobywa
odkrywając w sobie niezadowolenie ze stanu obecnego
i poczucie mocy sprawczej by porzucić rutynę i ten stan zmienić
Nie ma większej wolności niż wolność wyboru
dlatego warto brać życie za rogi
biec boso
warto się czasem mylić
bo tylko dzięki temu można odnaleźć właściwą drogę
i choć biegacze zakładający buty na plażę.
już nie wydają mi się "ograniczeni"
to parafrazując Giaura:
gdybym mogła odżyć w tym biegu pobiegłabym tak jak biegłam
gdybym poprzestawała na małym szczęściu nie zaszłabym aż tutaj
no i gdybym umiała inaczej wypoczywać podczas urlopu
nie czułabym się biegaczką z krwi i kości.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Inek (2012-08-30,18:29): Gratulacje dla Ciebie Patrycja i dla Twojego męża ! Bardzo interesujące przemyślenia :). Do zobaczenia w Krynicy :)). Patriszja11 (2012-08-31,15:04): Dziękuję i do zobaczenia:)
|